Lena i szept jutra
Lena miała czternaście lat i słyszała rzeczy, których inni nie łapali. Na dachu domu nad starą stocznią montowała anteny z części szkolnych dronów. Jej tata naprawiał detektory w radioteleskopie, który patrzył przez chmury. W ciepłe noce metalowe wieże dźwigały niebo jak rusztowanie dla planet. Miasto pachniało solą, ozonem i smarem, a horyzont drgał od turbin. Z góry widać było pierścień orbitalny, cienką kreskę przecinającą fioletowy zmierzch.
Tamtej nocy jej odbiornik zaskrzypiał, chociaż pasmo było oficjalnie zamknięte. Na ekranie mignął ciąg znaków i rysunek okręgu przeciętego spiralą. Potem pojawiło się imię, jej szkolny pseudonim, oraz data z jutrzejszego południa. Lena zadzwoniła do Maksa, który wierzył tylko liczbom i dobrym śrubom. Przyszedł w kurtce odblaskowej, niosąc miernik i batonik o smaku alg. Zamknęli drzwi na skobel, po czym włączyli zapis i zamarli przy głośnikach.
Z szumem wyszeptał metaliczny głos: „Lena, nie włączaj lamp o 12:07”. Kod dopisał współrzędne i znacznik: Śluza numer trzy, pogłębiarka EON, strefa zakazu. Plik identyfikował nadawcę jako nanosat, wystrzelony w zeszłym roku przez szkołę. Tyle że sygnatura czasu pasowała do jutra, jakby czekał w pętli. Maks przełknął ślinę i spytał, czy to żart pana od fizyki. Lena czuła pod palcami drżenie stołu, jakby fala przeszła przez belki.
Poszli nad kanał, gdzie stępione gwiazdy odbijały się w olejowej tafli. Patrole dronów krążyły wysoko, ale dolina śluzy szeptała tylko wodą i rdzą. Na betonowej ścianie znaleźli znak ze spirali, identyczny jak w transmisji. Pod nim tkwił panel z trzema diodami i szczeliną na starą kartę. Maks wyjął szkolny identyfikator, chociaż ręce miał jak z cukru i szkła. Kiedy wsunął kartę, licznik błysnął, odliczając wstecz z ciszy: dziesięć, dziewięć, osiem...
Z kanału uniósł się chłód, jakby ktoś otworzył lodówkę pod wodą. Lena spojrzała na zegarek; godzina wskazała dwunastą sześć i pięćdziesiąt. Wtedy z głośnika zapiszczał drugi głos, dużo bliższy i rozbity echem. „Jeśli słyszysz to teraz, nie patrz w światło”, powiedział bez tchu. Diody zamigotały, nad kanałem rozjarzyła się blada aureola, a licznik szeptał: siedem, sześć, pięć...
Author of this ending:
English
polski
What Happens Next?