Latarnia, która nie świeci
Lena miała czternaście lat i świeżo przeprowadziła się nad morze. Brzegory były miasteczkiem z latarnią, która podobno nigdy nie zapłonęła. Wieczorami Lena rysowała ją w szkicowniku, licząc okna jak gwiazdy. Szkoła pachniała farbą, port się lenił, a wiatr śpiewał w antenach.
Pod biblioteką znalazła kompas bez igły, ciężki i ciepły jak kamyk. Z tyłu miał wygrawerowane fale i jedno słowo: tylko Pomiędzy. Kiedy Lena obróciła go ku latarni, nieporuszalna tarcza lekko zadrżała. W okienku pojawił się drobny piasek, wirujący jak oddech zamkniętego pustynnika.
Piasek układał nie strzałkę, lecz kształt schodów, prowadzących w górę bez końca. Lena zerknęła na szkicownik; wczorajszy rysunek latarni nagle dziwnie zmatowiał. Okna na papierze zasnuły się grafitem, jakby czekały, aż ktoś zajrzy. Postanowiła sprawdzić legendę o latarni, co prowadzi statki gdzie indziej.
Drzwi były zabite deskami, ale w progu ktoś narysował kredą wąski znak. Kompas zadrgał mocniej, piasek spłynął spiralą i zatrzymał się przy literze. Znak pękł jak lód; za deskami rozsunęła się szczelina pachnąca kurzem i solą. W środku czekały schody z kredowych kresek, przestrzenne jak instalacja z galerii. Dotknęła pierwszego stopnia; pod palcem drżała zimna gładkość, nie papier. Jeśli wymyślisz drogę, ona powstanie — szepnął wiatr z klosza latarni. Lena postawiła stopę; narysowany stopień przyjął ciężar, skrzypnął, i utrzymał. Wtedy w szklistym oku kompasu zamigotał obraz, jakby odbicie kogoś za nią. Cień na ścianie odsunął się od rysunku i zrobił pierwszy, niemożliwy krok.
Każdy kolejny stopień rósł spod jej myśli, a ściany zmieniały rysunek. Pojawiła się mapa z przerwami, białe plamy wirowały jak dziury w wodzie. W kompasie piasek zaczął składać litery, ale zaraz rozsuwał je niski podmuch. Lena zrozumiała, że w środku coś odpowiada na każdy jej zamiar. Za plecami zaszeleścił papier, choć niczego nie niosła, i zgasł skrawek dnia. Cień przestał być cieniem; od podłogi oderwała się sylwetka, bez twarzy, lśniąca kredą. Wyciągnęła rękę w jej stronę, a kompas opadł, ciężki jak głaz. Sylwetka poruszyła ustami, choć ich nie miała, i wypowiedziała imię Leny.
Author of this ending:
English
polski
What Happens Next?