Kruki Odyna
Na północnym wybrzeżu, gdzie fale Morza Północnego z hukiem rozbijają się o postrzępione skały, leżała wioska Skjoldheim. Zbliżała się najdłuższa noc roku – czas, gdy nawet najodważniejsi wikingowie czuli lekki niepokój.
Rurik, świeżo wracający z wyprawy do obcych krain, przemierzał zaśnieżone ścieżki rodzimej wioski. Niósł trudy i cienie – nie tylko na ramionach, ale i w sercu. Wśród mieszkańców krążyły pogłoski, że smutne pieśni niosą się w nocy, a kruki – posłańcy Odyna – krążą nad dachem jego rodzinnej chaty.
Gdy zbliżał się do swojego domu, dostrzegł pod światłem księżyca coś niepokojącego. Na dębowych drzwiach widniał runiczny znak, którego nie znał – zakręcony spiralnie symbol, otoczony śladami pazurów. Nie słyszał nigdy, by ktoś w Skjoldheim pisał takie runy. Przez chwilę wydawało mu się, że na belkach dachu poruszył się cień – kształt ptaka o oczach jaśniejących błękitem lodu.
Rurik poczuł, jak serce bije mu mocniej. Wtem, z ciemności, dobiegł cichy szept i nagły szelest skrzydeł. Coś lśniło w śniegu tuż u jego stóp...
Author of this ending:
English
polski
What Happens Next?