Did You Know?

Kronometr z Bursztynowej Przystani


Kronometr z Bursztynowej Przystani
Po sezonie Bursztynowa Przystań zasypiała wcześnie, a wiatr układał sieci w długie, szeleszczące smugi. Lena dyżurowała w muzeum latarni, pilnując katalogu wraków na pożyczonym laptopie i skrzypiących gablot. W najstarszej skrzyni, wyłowionej po sztormie z wraku Ariadny, znalazła mosiężny przyrząd. Nie przypominał kompasu ani zegara; miał pierścienie z datami, szerokościami i maleńkie bursztynowe oko. Kiedy poruszała pierścieniami, coś w środku klikało, jakby drobiazgowa paszcza odmierzała niewidzialne dystanse. Na spodzie wygrawerowano: "Kronometr Przystani, nie otwierać podczas ciszy apogeum" — ostrzeżenie było starte, lecz czytelne. O tamtej porze zostawała sama, tylko żarówka nad biurkiem brzęczała jak osamotniona osa. Plotka mówiła, że w 1904 roku latarnik zniknął, zostawiając dziennik pełen znaków i przerw. "Czas daje trzy sygnały, zanim się zapętli" — pisał, a atrament wyblakł jak sól na poręczy. Lena śmiała się z przesądów, lecz dłonie drżały, gdy kronometr układał się w jej kieszeni jak serce. Tamtego wieczoru przypadała cisza apogeum, rzadki moment, gdy morze cofa szept i milkną zegary pływów. Wniosła przyrząd na samą górę, do sali soczewki Fresnela, gdzie światło rozplatało ciemność na przezroczyste wstęgi. Na parapecie leżał kopertowy liścik, bez znaczka, z inicjałami M.K. i jednym zdaniem. "Ustaw pierścień na ciszę, a zobaczysz dzień, który nie przyszedł" — szeptał papier, suchy i szorstki. Lena przekręciła datę na listopad 1904, szerokość na latarnię, a środek zatrzymała przy bursztynowym znaku. Mechanizm kliknął trzykrotnie, a cisza poniosła każdy dźwięk jak talerz niesie kroplę. Najpierw spóźnił się zegar na ścianie, wskazówka ziewnęła i stała, chociaż serce Leny biło szybciej. Krople mgły uniosły się spod nóg i zawisły, jakby szukały dawnych nóg do stąpania. Z dołu dobiegło przeciągłe uderzenie dzwonu, rozciągnięte jak guma, poważne i bardzo nie na czas. Ktoś zadrapał w drzwi nad nią, choć strop kończył się tuż nad głową, a dalej było już tylko niebo. Lena odwróciła soczewkę, a w szkle zobaczyła odbicie, które wyprzedzało ją o ułamek oddechu. Miała tę samą kurtkę, lecz bliznę nad brwią i oczy, które pamiętały coś, czego jeszcze nie było. Odbicie uniosło dłoń, pokazując identyczny przyrząd, tylko z brakującym pierścieniem, jakby czas coś z niego wygryzł. Usta poruszyły się bezgłośnie; Lena odczytała słowa nie schodź, nim dźwięk zdążył dotrzeć do uszu. Za plecami zamigotały cienie, cieniutkie jak żyłki bursztynu, i ułożyły się w kształt schodów, których nie było. Powietrze stwardniało, a kronometr gorączkowo obrócił pierścienie, zatrzymując się na dacie, której nie ustawiła. Soczewka zawibrowała jak ogromny ul, a poza szybą wyrosła ściana mgły, gęsta, lecz pulsująca światłem. Z mgły wysunęła się sylwetka w sztormiaku, stanęła na balkoniku latarni i spojrzała prosto na Lenę. Zamek drzwi opadł sam, klikając cicho, a na szkle rozkwitły dwie pary knykci, od wewnątrz i od zewnątrz. Odbicie wypowiedziało jedno słowo, którego Lena nie zdołała usłyszeć, bo właśnie ktoś zapukał dwukrotnie.


Author of this ending:

Age category: 18+ years
Publication date:
Times read: 27
Endings: Zero endings? Are you going to let that slide?
Category:
Available in:

Write your own ending and share it with the world.  What Happens Next?

Only logged-in heroes can write their own ending to this tale...


Share this story

Zero endings? Are you going to let that slide?


Write your own ending and share it with the world.  What Happens Next?

Every ending is a new beginning. Write your own and share it with the world.