Krąg nad Jeziorem Widm
Na Mazurach lato potrafi zamienić czas w coś zupełnie innego – słońce odbijało się w wodzie Jeziora Widm cieniem, jakby próbowało coś ukryć. Siedemnastoletni Kuba, dla którego był to ostatni beztroski sezon przed maturą, przekonał przyjaciół: Natalię – znającą wszystkie legendy tych rejonów, i Igora – fanatyka dziwnych zjawisk pogodowych, by wspólnie spędzili dwa tygodnie na starej działce jego dziadka.
Dom stał w połowie drogi między lasem a linią brzegu. Dookoła pachniało miętą i żywicą, a ślady dzikich zwierząt znikały w wysokiej trawie prowadzącej prosto do jeziora. Wieczorami chłód przychodził szybciej niż gdziekolwiek indziej i wtedy zasiadali przy ogniu, wymyślając kolejne wyzwania na następne dni. To właśnie wtedy Natalia opowiedziała o starym dworze na półwyspie – opuszczonym od lat i podobno strzeżonym przez kogoś, kto nie lubi nieproszonych gości.
– Mój dziadek powtarzał, żeby tam nie chodzić. Ostatni, którzy próbowali, podobno wrócili inni – rzuciła, patrząc po nich z powagą, której zazwyczaj jej brakowało.
Dla Kuby i Igora to był wystarczający powód, by zaplanować wyprawę. Następnego dnia wypłynęli starym, zielonym kajakiem, przecinając wodę niemal bezszelestnie. Mgła leżała nisko nad taflą, a brzegi półwyspu wyglądały na nietknięte ludzką stopą.
Dwór był ukryty za gęstymi leszczynami. Z daleka wyglądał jak porzucony eksponat: okna zabite deskami, tynk odpadający płatami, na dachu gniazdo bocianów. Weszli na teren, szeroko rozglądając się za kimkolwiek – cisza była niemal absolutna, przerywana jedynie pogłosem własnych kroków.
Igor wskazał coś w wysokiej trawie – metalowy, zardzewiały pierścień wbity w ziemię. Pociągnęli, ale nie drgnął. Dopiero po chwili Natalia, ostrożnie odgarniając liście, zauważyła pod pierścieniem zamaskowany właz. Wymienili spojrzenia. Kuba poświecił latarką do środka: schody prowadziły w dół, pod dwór. Zapach wilgoci i starego drewna wyciskał się z ciemności.
Choć bijące serca podpowiadały, by wracać, zeszli powoli. Tunel rozciągał się pod ziemią, prowadząc ich w głąb półwyspu. Raz po raz odwracali się, mając wrażenie, że słyszą cichy szept za sobą. Po kilkunastu minutach ich światło odbiło się od metalowych ścian – przed nimi znajdowała się starą przystań, a na wodzie unosiła się konstrukcja przypominająca łódź podwodną, obrośnięta algami, z ledwie widocznym napisem.
Kuba chciał coś powiedzieć, ale w tym samym momencie po drugiej stronie łodzi rozbłysło światło. I wtedy zobaczyli sylwetkę człowieka, który najwyraźniej na nich czekał.
Author of this ending:
English
polski
What Happens Next?