Kompas z Brzaskowej Zatoki
W starym pensjonacie Babci Niny, nad portem w Brzaskowej Zatoce, Mila porządkowała strych. Miała czternaście lat, kieszeń pełną spinaczy i głowę pytań. Olek, o rok starszy, wysunął z kufra zardzewiały kompas i rozklekotaną księgę pokładową. W kompasie igła kręciła się jak zwariowana, aż nagle stanęła na północny wschód. W księdze brakowało stron, została tylko kartka z plamą soli i zdaniem: 'Tam, gdzie woda gra na schodach.'
— To te Kamienne Schody przy falochronie — powiedział Olek, ściszając głos. Plotki mówiły, że podczas odpływu schody śpiewają, jakby port oddychał. Babcia zabraniała tam chodzić po zmroku, ale właśnie zapadał wieczór. Mila schowała kompas do kurtki, wzięła latarkę, notes i krótką linę. Oboje zeszli z trzeszczących schodów, minęli magazyny i ruszyli w stronę mokrego, pachnącego smołą nabrzeża.
Mgła spłynęła z klifu jak zasłona, a fale biły równym rytmem. Kamienne Schody wyłoniły się z mroku, mokre, połamane, prowadzące pod skalny nawis. Gdzieś niżej naprawdę dudniło, jak bębny skryte pod starymi kamieniami. Igła kompasu gwałtownie odbiła w bok, prosto na ścianę porośniętą glonami. Mila zauważyła stare żelazne ucho i cienką szczelinę między blokami. Zacisnęła dłoń na linie i spojrzała na Olka pytająco. — Spróbujemy? — wyszeptała, czując, jak serce przyspiesza i palce ślizgają się.
Olek wsunął pręt w szczelinę, pchnął, aż kamień ustąpił z jękiem. Z mroku buchnęło zimnem i zapachem ropy, jak z maszynowni. Przecisnęli się do wąskiego korytarza, którego posadzka była śliska od wody. Światło latarki drżało, rozbijane drobną mżawką i kapaniem ze stropu. Na ścianie ktoś wydrapał: 'Nie otwieraj, jeśli...', a litery były poszarpane. Resztę zasłonił odpadający tynk, jakby ktoś zrobił to celowo. — Ktoś tu bywał niedawno — mruknęła Mila, podnosząc metalową nakrętkę.
Korytarz skończył się halą z zalanym torem, jak po zaginionej kolejce. Stała tam zardzewiała drezyna, a na murze bladł znak sowy w koronie. Pod klifem huczała woda, ale tu było cicho, jak w trakcie wstrzymanego oddechu. Naprzeciw nich wisiały ciężkie drzwi z zamkiem na cztery tarcze, opisane literami N, E, S, W. Nagle igła kompasu zaczęła drżeć, latarka zgasła na sekundę, a za ich plecami zabrzmiał szept: 'Mila, Olek...'.
Author of this ending:
English
polski
What Happens Next?