Kompas uczuć Niny
Nina szła wzdłuż nabrzeża, gdzie wiatr mieszał zapach soli z mokrym kurzem.
W dłoni ściskała mosiężny kompas po babci, który tropił najsilniejsze emocje zamiast północy.
Igła tańczyła zwykle w barwach, od bladej ciekawości po czerwony wstyd, pomagając jej.
Wieczorne niebo ciążyło nad wodą, a latarnie rozsypywały drgające, żółte kręgi na wodzie.
Nina liczyła oddechy, jak uczyła ją terapeutka, czekając, aż kompas się uspokoi.
Nagle tarcza przygasła, po czym rozbłysła kolorem, którego nie znała: chłodnym fioletem.
Igła zadrżała i zatrzymała się na południowym brzegu, przy opuszczonej szklarni tam.
Telefon zawibrował tak gwałtownie, że prawie upuściła kompas na mokre deski nabrzeża.
W nagraniu Oskar mówił szybko, jakby bał się słów, prosząc o spotkanie właśnie tam.
W jej żołądku ścisnęła się złość, a zarazem tęsknota, dwie sprzeczne struny.
Ruszyła przez most, mijając kioskarza ziewającego nad gazetą i dziewczynę tłumiącą śmiech.
Kompas pulsował szybciej, a w powietrzu czuła napięcie, jak przy zdejmowaniu z włosów swetra.
Z uchylonego okna klatki schodowej płynęły przeprosiny, które rozmywała gra radia w tle.
Na przystanku chłopak stukał o ławkę, chowając niepokój w żartach wobec kolegów.
Nina łapała rytm kroków i powtarzała: zauważ, nazwij, oddychaj, zanim zrobisz kolejny ruch.
Szklarnia stała za ceglanym murem, ciemna, z wybitymi szybami, a jednak pachniała ziemią.
W środku brzęczało szkło, poruszane przeciągiem, jak gdyby ktoś szeptał jej imię.
Wspomnienia wróciły: letnie próby gitarowe, łzy po kłótni i długa, uparta cisza.
Na krześle leżała kurtka Oskara, jeszcze ciepła, jakby ktoś właśnie wyszedł na chwilę.
Kompas zapiszczał cicho, igła stanęła pionowo, a fiolet ściemniał do atramentowej głębi.
Zanim zdążyła zawołać, telefon znów zawibrował, z wiadomością: „Nie przychodź, to niebezpieczne”.
Strach w powietrzu zgęstniał tak, że musiała lekko odsunąć włosy z twarzy.
Z ciemnego końca szklarni dobiegł pojedynczy wdech, obcy i zbyt spokojny, jak szmer szkła.
Nina uniosła rękę do wyłącznika, a kompas drgnął, uderzając igłą w szkło.
Światło miało zaraz rozciąć mrok, gdy zza stołu wysunęła się dłoń, nieruchoma jak znak.
Na blacie dostrzegła kopertę z własnym imieniem, zapisaną pospiesznie, lecz znajomym pismem.
Fiolet na tarczy migotał, ustępując złotu nadziei, po czym znów gasł do niemal czerni.
Z zewnątrz dochodził daleki grzmot, a krople deszczu zaczęły liczyć coś na pękniętych szybach.
Dłoń za stołem wykonała krótki gest, jak znak milczenia, tylko dla niej.
Nina wciągnęła powietrze, zrobiła krok i dotknęła koperty, gdy obcy głos powiedział jej imię.
Kompas zatrząsł się w jej dłoni, jakby rozpoznawał to uczucie, lecz nie chciał go wskazać.
Author of this ending:
English
polski
What Happens Next?