Did You Know?

Komora Światła


Komora Światła
W upalny wieczór Lena dostała paczkę bez zwrotnego adresu, owiniętą jutowym sznurkiem. W środku leżał mosiężny klucz i zeszyt w twardej okładce, pachnący pyłem. Na kluczu wisiała blaszka z wybitym napisem: Obserwatorium Hromada, północna kopuła, stara. Zeszyt należał do jej dziadka, meteorologa, który zniknął trzy lata temu podczas wiosennej burzy. Na pierwszej stronie widniało tylko jedno zdanie: Komora Światła działa, ale wymaga śmiałych oczu. Lena wzięła urlop i ruszyła w góry, choć serce stukało jak nierówny metronom. Obserwatorium stało wysoko nad wsią, z trzema kopułami i poszarpanym ogrodzeniem pełnym rdzy. Pani Zofia, jedyna opiekunka miejsca, podała jej termos i ostrzegła ją szeptem. — Nie wchodź do północnej kopuły po zmroku, prąd bywa kapryśny, a echo płata figle. Lena uśmiechnęła się uprzejmie, lecz zeszyt ciążył w plecaku jak kamień z pytaniami. Między szkicami chmur i równaniami znalazła mapkę korytarzy oraz notatkę: Nowiu szukaj, ale drzwi nie otwieraj w pełni. Księżyc schodził, a niebo miało wygląd surowej, nieobiecującej blachy nad granią. Wieczorem Lena weszła do północnej kopuły, przestępując kałuże i ciche pasma kurzu. Generator zaskoczył chropowatym warkotem, rozpalając wąskie pasy światła po szarym tynku. Na stole czekało radio krótkofalowe z przyklejoną kartką: Kanał 7, odstępy pięć. Kiedy włączyła urządzenie, usłyszała serię krótkich sygnałów, jakby ktoś dyktował numery z daleka. Zapisała je szybko i porównała z zeszytem dziadka; pasowały do naniesionych punktów. Za szafą znalazła luźny panel, a pod nim okrągłe gniazdo w kształcie słońca z wyrwanym środkiem. Klucz pasował idealnie; jego zęby weszły w gniazdo z cichym kliknięciem, jakby rozpoznały dom. W tej samej chwili podłoga drgnęła, a w ścianie zarysował się zatartego konturu krąg. Z wnętrza dobiegł krótki, rytmiczny oddech, który mógł być wiatrem albo kimś zmęczonym wspinaczką. Lena przyświeciła latarką i zobaczyła rysunek gwiazdozbioru, wydrapany paznokciem obok zdania: Oddychaj powoli. — Halo? — zawołała, czując, jak zimno z kopuły miesza się z ciepłym podmuchem spod drzwi. Radio zapiszczało znów, tym razem wyraźniej, jakby ktoś powiedział jej imię, a potem przerwał. — Dziadku? — wyszeptała, choć brzmiało to dziecinnie i zdecydowanie zbyt późno, żeby zawrócić teraz. Na zewnątrz zaczęło kropić, metalowe poszycie dzwoniło równym, spokojnym rytmem po całej konstrukcji. W całej kopule przeleciało głębokie mruczenie, jak startujący transformator, a światło rozlało się w cienkie pierścienie. Na ścianach zapaliły się punkty, układając mapę nieba, której nie znała z żadnego atlasu. Radio kliknęło, głos Pani Zofii przemówił nerwowo: — Lena, natychmiast zejdź, linia burz idzie prosto na wasze wzgórze. Zamek w kręgu przekręcił się sam o włos, a spod drzwi wypłynął pasek mlecznego blasku; ktoś po drugiej stronie właśnie chwycił mechanizm.


Author of this ending:

Age category: 18+ years
Publication date:
Times read: 21
Endings: Zero endings? Are you going to let that slide?
Category:
Available in:

Write your own ending and share it with the world.  What Happens Next?

Only logged-in heroes can write their own ending to this tale...


Share this story

Zero endings? Are you going to let that slide?


Write your own ending and share it with the world.  What Happens Next?

Every ending is a new beginning. Write your own and share it with the world.