Klucz do wyobraźni
Lena miała dziewiętnaście lat i wynajmowała pokój nad starą drukarnią przy rynku. Drukarnia pachniała ołowiem i pyłem, a sufit trzymał ciężki, nocny rytm maszyn. Nocą, gdy miasto cichło, Lena rysowała w szkicowniku, żeby uciszyć głowę na chwilę. Tego wieczoru pod drzwiami leżała koperta bez znaczka, przyciśnięta spinaczem; na niej drżące litery: „Do cichego lokatora”. Za oknem mrugał neon z literą R, który zawsze gubił resztę wyrazu.
W środku znalazła ciężki, żółty klucz z grawerunkiem na trzpieniu, który mówił: WYOBRAŹNIA. Obok leżał bilecik, na którym ktoś starannie dopisał: „Nie gub. Otwiera tam, gdzie nie ma drzwi”. Lena roześmiała się półgłosem, bo brzmiało to jak żart wyjęty z książki. Jednak gdy odsunęła zasłonę, zauważyła na ścianie cienką rysę, wygiętą jak kontur futryny. Klucz był ciepły, jakby dopiero wyjęty z kieszeni kogoś, kto się śpieszył.
Spróbowała nie myśleć o tym za wiele, ale rysa nie dawała spokoju. Z szuflady wyjęła szkolną kredę i ostrożnie dorysowała prostokąt, zawiasy oraz klamkę. Gdy przytknęła klucz do powietrza, metal natrafił na opór, jakby w ścianie tkwił ukryty zamek. „To absurd” – wyszeptała, choć serce mogło właśnie przebić bluzkę jak krzykliwy ćwiek. Przekręciła klucz; w pokoju natychmiast zapachniało kurzem bibliotecznym oraz wilgotnym, starym filcem. Za ścianą zadrżały rury, ale dźwięk miał tonę liter, nie wody płynącej.
Drzwi, których nie było, uchyliły się na szerokość dłoni i wypuściły półmrok. Za progiem rozciągała się sala, jak czytelnia bez bibliotekarza, pełna stołów i ram. Ramy były puste, ale odbijały to, co miało dopiero powstać, coś miękkiego i świetlistego. Na środku pluskał basen atramentu, na którego tafli pływały punktowe gwiazdy. Z sufitu zwisały brzytwy papieru, nieruchome jak liście w bezwietrzny letni poranek. Na ścianie wisiała tabliczka z trzema zasadami: „Nie wchodź samą myślą. Układaj zdania ostrożnie. Pamiętaj, uwaga ma ciężar”. Lena zrobiła krok i poczuła, że podłoga reaguje na każdy zamiar, jakby słuchała.
„Chcę zobaczyć babcię, jak szyje z resztek sukienkę dla wiosny” – pomyślała niechcący. Obraz w najbliższej ramie zamigotał i posłusznie wypełnił się ruchami dłoni, igłą, materiałem. Wtedy z drugiej, dotąd ciemnej ramy, wysunął się cień w kształcie jej własnego profilu, ale z odwróconymi oczami. Cień uniósł dłoń, a w pustej przestrzeni pojawiła się ledwie widoczna smuga. „Nie myślałam o tobie” – powiedziała, cofając się o dwa ostrożne kroki w tył. W odpowiedzi wszystkie gwiazdy na tafli atramentu zgasiły się naraz, a po drugiej stronie uchylonych drzwi ktoś szeptem wypowiedział jej imię.
Author of this ending:
English
polski
What Happens Next?