Did You Know?

Klucz do map wyobraźni


Klucz do map wyobraźni
W deszczową noc Lena jechała linią zero przez miasto nad zatoką. Na kolanach trzymała szkicownik, z którego wystawały kolorowe skrawki map. W kieszeni płaszcza nosiła mosiężny klucz po babci, ciężki jak zdanie, którego jeszcze nie dokończyła. Od dziecka rysowała skróty, których nie było, a potem znajdowała je na piechotę. Tego wieczoru skróty świerzbiły ją w palcach bardziej niż zwykle. Tramwaj wypluł ostatnich pasażerów i zamilkł. Konduktorka, kobieta z włosami jak zimny puch, przeszła środkiem i spojrzała na Lenę. Na jej płaszczu błyszczały guziki w kształcie małych gwiazd. — Jeśli wie pani, co to za klucz, proszę go dziś użyć — powiedziała cicho. Po szybie spłynęła kropla, która rozciągnęła się w linię na mapie Leny, choć nie powinna. Lena wsunęła klucz w szczelinę pod siedziskiem, gdzie zwykle chowają się zgubione bilety. Metal kliknął, nie jak zamek, lecz jak podjęta decyzja. Okna zaparowały równocześnie i para utworzyła trzy zdania, jak regulamin na granicy snu: Nie pożyczaj cudzych obrazów. Zapisuj, co tworzysz. Nie karm Pustki strachem. Tramwaj ruszył, lecz świat za szybą przestał być miastem; ulice poszarpane były kredą, a niebo złożone z papierowych kieszeni. Na przystanku, którego nie znała, czekał chłopak w żółtej kurtce i rękawiczkach bez palców. Z kieszeni wyciągnął pastel i postawił kreskę w powietrzu; kreska zawisła, skręciła i stała się cienką drabinką. — Jestem Kaj — rzucił. — Ktoś wysysa z dzielnicy pomysły. Zostają białe plamy, w których nic się nie trzyma. Kiedy wpadniesz, zapominasz słowa. Potrzebuję mapy, zanim wszystko się rozpadnie. Lena zamknęła szkicownik i zerknęła na konduktorkę, która już nie wyglądała na zwykłą. Trzymała w dłoniach bilet z datą, która jeszcze nie nadeszła. — Pustka głodnieje, kiedy zaczynają się pytania — mruknęła. — Ale głodnieje jeszcze bardziej, gdy się jej boisz. Za szybą wynurzyła się kamienica znana Lenie z dzieciństwa, lecz jej okna zostały zamalowane białkiem jajka, jakby ktoś chciał ugotować świat na miękko. Z dachu zwisła ćma wielkości parasola, czysta jak niewypowiedziane zdanie; każdy trzepot rozcierał kolory jak kredę pod wodą. Podłoga tramwaju zawibrowała, a cichy dźwięk przeciął powietrze, jakby ktoś odplatał warkocz. Drzwi otworzyły się na schody zawieszone nad papierowym morzem i pachniało pierwszym dniem szkoły. — Lenko — odezwał się głos z dołu, zupełnie niemożliwy, a jednak rozpoznawalny. Kaj odsunął się pół kroku i wsunął pastel za mankiet, jakby to była różdżka. — Nie schodź, jeśli to nie twoja wyobraźnia — szepnął zbyt poważnie jak na swój wiek. Klucz w dłoni Leny zrobił się ciepły i pulsował rytmem jej oddechu. Na pierwszym stopniu ktoś zostawił ślad buta w kształcie gwiazdy, który z każdą sekundą blednął. Po ścianie spłynęła biel, rozlewając się jak mleko, które zaraz wykipi. Tramwaj jęknął i zgasły światła w połowie wozu. Głos z dołu zawołał drugi raz, tym razem prosząc o pomoc.


Author of this ending:

Age category: 18+ years
Publication date:
Times read: 28
Endings: Zero endings? Are you going to let that slide?
Category:
Available in:

Write your own ending and share it with the world.  What Happens Next?

Only logged-in heroes can write their own ending to this tale...


Share this story

Zero endings? Are you going to let that slide?


Write your own ending and share it with the world.  What Happens Next?

Every ending is a new beginning. Write your own and share it with the world.