Klucz do Laboratorium Emocji
Nina, szesnastolatka z kieszeniami pełnymi notatek, prowadziła własny katalog uczuć od roku. Od kiedy tata wyjechał bez pożegnania, porządkowanie chaosu wydawało się jedyną bezpieczną czynnością. Wieczorami schodziła do piwnic starego liceum, gdzie pachniało kredą i rdzą. Pod salą gimnastyczną plotki umieszczały dawne Laboratorium Emocji, zamknięte po jakiejś nieudanej próbie. Nina miała do niego klucz z archiwum, oficjalnie tylko do fotografowania eksponatów.
Drzwi zaskrzypiały metalicznie i odsłoniły pomieszczenie z półkami, na których stały oznaczone fiolki. Radość 7A, Wstyd 3C, Tęsknota bez klasy, każda zatopiona w łagodnym, migotliwym płynie. Generator buczał z głębi, a na ścianie kreda rysowała schematy ludzkich reakcji i oddechów. Zadanie Niny było proste: spisać numery, nie otwierać, nie pytać, tylko porządkować. Nina nadawała numerom barwy, bo łatwiej było oddychać, gdy smutek miał kolor.
Na najniższej półce czekała jednak buteleczka bez etykiety, lekko ciepła, jakby ktoś ją trzymał. W świetle latarki pulsowała delikatnie, zsynchronizowana z dreszczem przechodzącym Ninie przez ramiona. Obok stała koperta, opisana jej nazwiskiem wyraźnym pismem, którego nie kojarzyła z nikim ze szkoły. Sprawdziła szybko telefon, lecz nikt nie pisał, tylko migotała niedoszła wiadomość z wczoraj.
– Już wracasz? – odezwał się Marcel przez słuchawki, jakby przeczuł, że milczy zbyt długo. – Za pięć minut – skłamała, chowając buteleczkę do plecaka i wodząc światłem po ścianie. Wtedy szum w uchu pękł, a zamiast głosu przyjaciela zabrzmiał cichy, dziecięcy szept. – Nie zostawiaj mnie w ciemności – powiedziało coś dokładnie jej głosem, choć usta pozostały zamknięte.
Nina zaklęła bezgłośnie i otworzyła kopertę, znajdując dziennik z wyblakłymi stronami, pełen pośpiesznych wpisów. Ostatnia notatka brzmiała: Eksperyment 17, Odzysk Gniewu, przerwany z powodu utraty pojemnika i nagłego hałasu. Szkic przedstawiał labirynt korytarzy, z krzyżykiem przy ścianie, tuż za regałem z etykietą 3D. Gdy przesunęła ciężki regał, poczuła zimny przeciąg i zapach mokrego metalu, obiecujący coś niewypowiedzianego.
Pod skuwką tynku kryła się wąska klapa serwisowa, zabezpieczona ledwie zapadką i warstwą kurzu. Kiedy ją uchyliła, plecak zawibrował, a ciepło buteleczki przeszło w twarde, rytmiczne uderzenia. Generator nagle ucichł, światło zamigotało, a pod stopami zabrzmiał pierwszy, ostrożny krok kogoś niewidocznego. – Nino? – odezwał się głos, tak znajomy, że serce podeszło jej do gardła.
Author of this ending:
English
polski
What Happens Next?