Klub Przegrywów z Piwnicy 4B
W piwnicy pod blokiem 4B pachniało lakierem do włosów, chipsami i... no, umówmy się – nie była to woń Chanel. Kuba, samozwańczy prezes Klubu Przegrywów, właśnie skończył rozstawiać krzesła odzyskane z zsypu. Oparł się o ścianę z graffiti (dzieło jego młodszego brata – dowódca Smrodliwych Skarpet), zerkając na trójkę współklubowiczów.
– Plan jest prosty – zaczął Kuba, próbując brzmieć jak przywódca, chociaż miał na sobie bluzę z Minionkiem. – Dziś testujemy Zawodowy Ślizg na Bananie. Wersja 2.0.
Marta przerwała przewracanie oczami: – Ty chcesz, żebyśmy znowu rozwalili się na schodach jak ostatnio?
– Tym razem mamy matę! – Kuba wskazał na rozłożoną folię bąbelkową i karton znaleziony przy śmietniku.
– To już nie przegrywy, tylko desperaci – mruknął Hubert, najstarszy z nich, grzebiąc w paczce chipsów.
Na stole leżała Gruba Księga Pomysłów, do której wpisywali wszystko, co mogło uczynić ich legendami osiedla. Od puszczania dronów przez okno sąsiadki do stworzenia napoju energetycznego z coli, cytryny i Nutelli. Oczywiście, większość kończyła się klęską. Ale dziś miało być inaczej. Dziś mieli rozwałkować nudę, która gniotła ich od tygodni.
– Uwaga, będziemy testować! – zarządziła Marta, ustawiając kamerę na statywie zrobionym z miotły i starej bębnowej suszarki. – Fama o naszej odwadze rozniesie się po całym osiedlu!
Kuba postawił banana jakby to była rakieta na platformie startowej. Marta wydała komendę, Hubert uchylił drzwi piwnicy, żeby było gdzie się ślizgać, a Anka, najmłodsza, z notesem w ręku szeptała: – Jeżeli się uda, wpisujemy rekord. I... wrzucamy do sieci!
Wszyscy ustawili się w napięciu. Kuba złapał kartonową deskę, Marta rzuciła banana na matę, Hubert odpalił muzykę z telefonu. Liczyli: trzy... dwa... jeden... Kiedy Kuba odbił się i ruszył, pod folią bąbelkową coś zaczęło dziwnie bulgotać. Wszyscy zamarli, ale było za późno – karton ślizgnął się z impetem, folia strzeliła jak z procy, a z otworu ściany tuż przy podłodze wyskoczył... długi, chudy ogon? A może to był kabel? Zanim zdołali się zorientować, spod podłogi rozległ się niski, metaliczny głos:
– Nie wszczynać paniki. Przejmuję kontrolę nad klubem.
Oczy wszystkich skierowały się na maleńkiego, pozornie zwykłego odkurzacza stojącego obok bojlery. Tylko czemu miał lampki zamiast oczu i czy naprawdę się poruszył?
Author of this ending:
English
polski
What Happens Next?