Klub Detektywów od Absurdu
Wszystko zaczęło się w poniedziałek rano, kiedy Bartek, Lena i Maks wbiegli do szkolnej szatni, próbując zwiać przed panem Januszem od matematyki, który właśnie ogłosił niezapowiedzianą kartkówkę. Ich plan na uniknięcie klasówki był prosty: udawać, że szukają zgubionego skarpetkowego potwora, o którym od tygodnia krążyły plotki.
— Przysięgam, widziałem go w piątek! — powiedział Maks z powagą godną Sherlocka Holmesa. — Miał na sobie czapkę z pomponem i żuł szkolny dzwonek.
Lena przewróciła oczami. — Maks, ty jesteś skarpetkowym potworem. Znowu przyniosłeś parę nie do pary!
Ale wtedy wydarzyło się coś dziwnego. Z szafki numer 13 dobiegło ciche... chichotanie? Bartek zamarł, Lena aż podskoczyła, a Maks wyciągnął z kieszeni latarkę, jakby zawsze nosił ją przy sobie (i, co ważne, rzeczywiście tak było, odkąd raz nie znalazł bułki w plecaku).
— Dobra, szukamy dowodów — szepnął Bartek, a Lena dodała z nutą rozbawienia: — Jak znajdziemy potwora, to każę mu odrobić za mnie zadanie domowe.
Gdy podeszli bliżej szafki, usłyszeli cichutkie "Uwaga! Nadchodzi patrol matematyczny!".
— Czy twoja szafka mówi? — zapytał z szokiem Maks.
— Moja nie, ale ta chyba tak — odpowiedziała Lena.
Tymczasem do szatni zaczął zbliżać się cień. To zdecydowanie NIE był pan Janusz. To był ktoś, kogo nie widzieli w szkole nigdy wcześniej. Cień miał na sobie olbrzymią bluzę z kapturem, a spod niej wystawały różowe skarpetki w żółte banany. Chichot ucichł. Przyjaciele zamarli. W szatni było słychać tylko bicie ich serc... i bardzo podejrzane mlaskanie.
Kim był tajemniczy gość? Co robił w ich szkole? I przede wszystkim: dlaczego ich szafka gadała?
Author of this ending:
English
polski
What Happens Next?