Did You Know?

Karta 000 i drzwi w łaźni


Karta 000 i drzwi w łaźni
Deszcz skapywał z daszku nad wejściem, gdy Iga zamykała bibliotekę na nocną zmianę. Budynek był dawną łaźnią miejską: mozaikowa posadzka błyszczała, a dźwięk kroków wracał echem z nieoczekiwanych zakamarków. Zapach papieru mieszał się tu z cienką nutą pary, jakby gorące źródło nadal szemrało w piwnicach. Iga lubiła tę ciszę; książki oddychały równo, świat na zewnątrz malał. Tylko siódmy regał, mówiono, czasem przestawiał tytuły, jakby sprawdzał, kto naprawdę czyta. Tuż po dwudziestej drugiej kurier wsunął pod drzwi płaski pakunek bez zwrotnego adresu. W środku leżał ciężki, matowy klucz z trzema zębami w kształcie dzioba i karteczka kaligrafowana staranną ręką: „Proszę o zachowanie ciszy. Karta 000 istnieje. Niech Pani jej nie czyta.” Iga uśmiechnęła się krzywo, choć skóra na karku zadrżała. Położyła klucz na ladzie. W tym momencie drabinka jezdna przy siódmym regale drgnęła i przesunęła się o szerokość dłoni, jakby ktoś właśnie z niej zszedł. Popchnęła wózek z książkami do katalogu i wysunęła szufladę, którą zawsze omijała: Wycofane i nieistniejące. W kartach tkwił obcy, kremowy prostokąt. Czytelnik: Iga Rusek. Godzina: 00:07. Tytuł: Pismo bez autora. Data była jutrzejsza. Telefon pokazał 23:41, zasięg wsiąkł w grube mury. Z czytelni, zamkniętej na klucz, dobiegł cichy szelest, jak kartka przekładana opuszką. Iga policzyła do pięciu, ale szelest nie ustał, tylko zlał się z oddechem w wentylacji. Przypomniała sobie słowa dozorcy: „Posadzka to mapa, tylko trzeba ją obudzić.” Sięgnęła po konewkę do roślin i rozlała cienką strużkę wody przy wejściu do magazynu. Z fug wykwitły ciemne linie, układając się w plan dawnej łaźni. Strzałka wskazała korytarz opisany PAROWA 2, kończący się tam, gdzie dziś stał atlasowy regał. Za książkami była ceglana ściana, ale cegły miały świeże rysy, jak po niedawnej próbie. Klucz w dłoni stawał się ciepły, a jego zęby, ukośnie spiłowane, pasowały jak obietnica. Odciągnęła regał na kółkach i odkryła niskie, stalowe drzwiczki bez klamki, z wyblakłą cyfrą 2. Zamek był stary, lecz gładki, jakby używany co noc. Światła mrugnęły, przeszły na awaryjne i zalały mozaikę zielonym połyskiem. Z wentylacji uniósł się szept rozciągający zera: zero, zero, zero, a potem jej nazwisko, przeciągnięte niczym nitka. Telefon zawibrował nowym wpisem w kalendarzu o 00:07: Czytelnik przyjęty. Iga wsunęła klucz w zamek, nasłuchując; gdzieś nad nią zatrzasnęły się drzwi wejściowe. Gdy chwyciła za grzbiet klucza, metal drgnął. Zamek przekręcił się sam, cicho, jakby czyjaś dłoń odpowiadała jej dotykowi od środka.


Author of this ending:

Age category: 18+ years
Publication date:
Times read: 24
Endings: Zero endings? Are you going to let that slide?
Category:
Available in:

Write your own ending and share it with the world.  What Happens Next?

Only logged-in heroes can write their own ending to this tale...


Share this story

Zero endings? Are you going to let that slide?


Write your own ending and share it with the world.  What Happens Next?

Every ending is a new beginning. Write your own and share it with the world.