Did You Know?

Kałużowe drzwi


Kałużowe drzwi
Deszcz przestał stukać o dach i w całej kamienicy zrobiło się cicho, jakby ktoś przykrył ulice miękkim kocem. Lena wsunęła stopy w czerwone kalosze w białe groszki i zbiegła po skrzypiących schodach. Mieszkała na samym strychu, więc znała każdy stopień z imienia: ten z cieńszą krawędzią, ten z pękniętą farbą, i ten najgłośniejszy, który zawsze protestował. Na podwórku-studni pachniało mokrą cegłą i praniem, które powoli przestawało kapać. Przez sznury z koszulkami prześwitywał blady kawałek nieba, a w rynnach wciąż szeptała woda. Gołębie chodziły jak poważni panowie w szarych frakach. W kącie, przy starym wiadrze, czekał Piegusek, pręgowany kot z białym noskiem i łapkami odrysowanymi jak w skarpetkach. — Piegusku, chodź! — zawołała Lena. — Sprawdzimy kałuże! Kot przeciągnął się tak, że aż mu zafalowały wąsy, i potuptał za Leną. Dziewczynka lubiła skakać w kałuże: małe, duże, te udające jeziora i te, które tylko mrugały w cieniu. Jedna, przy murze z zielonymi plamkami mchu, wyglądała inaczej. Nie odbijała balkonu, nie odbijała nieba. Była gładka jak szkło i głęboka jak cisza. Lena przykucnęła. Zwykła kałuża pokazuje Twoją twarz. Ta pokazywała coś, czego na podwórku nie było. W środku wirowały drobne światełka, jak małe świetliki, chociaż był dzień. Pośrodku, bardzo powoli, rozkwitał kształt, jakby ktoś rysował złotą kreską ramkę. Ramka miała listki i małe zawijasy, a na jednym z boków zaczął wyrastać błyszczący uchwyt, niby zrobiony z kropli deszczu. — Miau? — Piegusek przekrzywił głowę i dotknął tafli łapką. Zamiast zwykłych kółek na wodzie pojawiły się kręgi, w których widać było trawę tak zieloną, jakby była namalowana nową kredką. Przemykał tam cień ptaka o bardzo długich piórach, a w powietrzu kołysały się latawce, które miały skrzydła jak liście. Lena wstrzymała oddech. Było chłodno, ale gdy zbliżyła dłonie do gładkiej powierzchni, poczuła ciepły powiew, zupełnie jakby ktoś po drugiej stronie dmuchnął w dłonie, żeby je ogrzać. W powietrzu uniósł się zapach igieł sosny i czegoś słodkiego, jak świeżo upieczone bułeczki z cukrem. — Czy to... drzwi? — szepnęła. Kałuża drgnęła i wyprostowała się pod jej palcami. Bryzgi nie spadły na ziemię, tylko zatrzymały się w pół ruchu i zamieniły w migoczącą ramkę. Teraz stała przed nią cienka, wysoka tafla, jak lustro oparte o mur. Klamka z kropli deszczu stwardniała i zrobiła się srebrna. Lena widziała w niej własne zdziwione oczy i długi ogon Pieguska. Po drugiej stronie było lato, choć na podwórku czuć było chłód po deszczu. Widać było ścieżkę z białych kamyczków i mały mostek nad strumykiem, który śmiał się cicho jak dzwoneczki. Daleko, w tle, migało coś złotego i bardzo wysokiego, a nad wszystkim latały puchate nasionka, które nie spadały, tylko krążyły, jakby miały własne małe mapy. — Miau! — Piegusek pacnął ramkę ogonem i usiadł dokładnie tak, jak siada się, kiedy chce się wyglądać bardzo mądrze. — Wiem, wiem — uśmiechnęła się Lena. — Wygląda, jakby zapraszało. Dziewczynka spojrzała na okna kamienicy. Nikt nie zaglądał. Wszyscy pewnie suszyli skarpetki albo parzyli herbatę. Podwórko brzmiało już tylko od kropel, które spadały z balkonów. Lena poczuła w brzuchu lekkie łaskotanie, takie samo, jakie czuje się przed skokiem przez kałużę, która wygląda na zbyt wielką, a jednak kusi. — Tylko zerknę — powiedziała, bardziej do siebie niż do kota. Zbliżyła nos do tafli. Nie była zimna jak lód, tylko chłodna jak kamyk, który leżał w cieniu. Zza ramki doleciał ją cichy śmiech strumyka i dźwięk, jakby ktoś daleko potrząsnął pudełkiem z koralikami. Na ścieżce z białych kamyczków poruszyło się coś małego. Ktoś? Coś? Może wiatr? Piegusek zeskoczył z wiadra i stanął obok niej. Dotknął ramki łapą jeszcze raz, bardzo ostrożnie. W miejscu dotyku pojawiła się świetlista kropka, która pomknęła w głąb obrazu i zamieniła się w latawiec. Latawiec zakręcił piruet i zatrzymał się tuż przy krawędzi, jakby chciał przywitać się nosem. — Dzień dobry, latawcu — powiedziała Lena i zachichotała. Ktoś po drugiej stronie odpowiedział dźwiękiem dzwoneczka. Tylko tyle. Jeden, krótki, wesoły ton, który zawisł w powietrzu i zadrżał w klamce. Lena stanęła prosto. Prawą dłonią chwyciła pasek od kalosza, lewą uniosła do srebrnej klamki. Czuła, jak serce stuka jej w palcach, w nadgarstkach, a nawet w czubkach uszu. Piegusek wbił pazurki w ziemię i rozstawił wąsy szeroko, jak anteny. — Jeśli policzymy do trzech... — wyszeptała Lena. — Raz... dwa... Po drugiej stronie coś zamigotało mocniej. Cień długopiórego ptaka przeciął ścieżkę. Latawiec odsunął się kawałek i uniósł wyżej, jakby robił miejsce. Strumyk roześmiał się głośniej. W klamce zatańczył blask. — Trzy — dopowiedział w milczeniu Piegusek, mrugając obydwoma oczami naraz. Lena dotknęła klamki. Była chłodna, gładka i bardzo prawdziwa. W tej samej chwili od strony ramki dobiegło cichutkie, ale wyraźne: stuk... stuk... stuk. Jakby ktoś położył palce po drugiej stronie i chciał zapukać w ten sam moment co ona. Dziewczynka zamarła z dłonią na klamce. Piegusek nastroszył ogon. Klamka drgnęła, jakby same drzwi też trzymały ją od środka. I wtedy coś po drugiej stronie zaczęło się powoli zbliżać ku ramce, błyszcząc jak krople w słońcu...


Author of this ending:

Age category: 5-7 years
Publication date:
Times read: 34
Endings: Zero endings? Are you going to let that slide?
Category:
Available in:

Write your own ending and share it with the world.  What Happens Next?

Only logged-in heroes can write their own ending to this tale...


Share this story

Zero endings? Are you going to let that slide?


Write your own ending and share it with the world.  What Happens Next?

Every ending is a new beginning. Write your own and share it with the world.