Jajko nad strumieniem
Poranek pachniał igłami i mokrą ziemią. Jeżyk Tosiek szedł ścieżką obok strumienia. Na grzbiecie niósł maleńki plecak z listkiem. Miał plan: odwiedzić wiewiórkę Kitkę w sośnie. Słońce migało między gałęziami jak złote rybki. Usłyszał chlup i zatrzymał się przy brzegu.
Na piasku leżało duże jajko w plamki. Nie było gniazda, tylko mokre ślady łap. Tosiek dotknął skorupki jednym kolcem, bardzo delikatnie. Tosiek szepnął: Halo, jesteś tu, mały ktoś? Krzak zaszeleścił, a woda zamrugała małymi kręgami. Z lasu dobiegło stukanie, jak kroki na korze. Tosiek zawołał głośno: Kitko, chodź tu szybko! Zamiast Kitki, z krzaków wysunęła się długa łapa. Jajko cichutko stuknęło od środka, raz, drugi. Tosiek wstrzymał oddech i cofnął się o krok. Łapa podniosła gałąź, a coś spojrzało na niego.
Author of this ending:
English
polski
What Happens Next?