Did You Know?

Inspektor Odgłosów


Inspektor Odgłosów
W Wydziale Kontroli Dźwięków Niezbędnych i Zbędnych pani Rozalia Szum miała codziennie koncert. O siódmej piętnaście kalibrowała echo w korytarzu, o siódmej trzydzieści stemplowała legalne „stuk-stuk” klamek. Petenci przynosili sprawy: trzepak, który gwizdał nie w tonacji, gołąb bijący brawa w nieodpowiednich momentach. Rozalia kochała porządek w hałasie, tę codzienną orkiestrę przewidywalnych westchnień, skrobań i dzwonków, która trzymała Gwizdawę w ryzach. Tamtego ranka przygotowała „Wielki Przegląd Szmerów”, doroczny audyt wszystkiego, co brzmiało, zanim brzmieć zaczęło źle. Burmistrz oczekiwał certyfikatu słyszalności miasta, a radni grozili korektą budżetu ciszy. Rozalia miała plan: od „ding” tramwaju po „ach” w kolejce po drożdżówki, każdy dźwięk dostanie pieczątkę. A jeśli coś skrzypnie bez uprawnień, dostanie również reprymendę, protokół i kupon na smarowidło. Przy pierwszym punkcie kontroli usłyszała coś, czego nie miało prawa być w spisie. Brzmiało jak temperowanie ołówka we wnętrzu windy, a jednak żadna winda nie drżała. Jej decybelomierz, urządzenie bardziej upierdliwe niż staruszka z balkonem, pokazał komunikat: „To nie jest dźwięk. To komentarz.” Rozalia zmarszczyła brwi, złapała służbową latarkę i poszła za szeptem, który uciekał korytarzem w stronę archiwum. Na portierni pan Feliks, samozwańczy kustosz kluczy, uniósł gazetę i, nie patrząc, orzekł, że to pewnie Szept Kolejkowy. On zwykle brzęczy przy okienku, kiedy kończą się numerki i napięcie rośnie. Dźwięk zareagował pierwszy: na tabliczce „Nie dotykać” dopisał kredą jedno słowo: „Jeszcze”. A potem drukarka, która nie miała papieru, wydrukowała jej znikąd karteczkę: „Rozalia, nie zapisuj mnie”. Telefon zapiał służbową melodyjką, a dyżurny zgłosił przez głośnik: mamy czterysta cztery — nieskatalogowany dźwięk w rurach kanalizacyjnych, poziom ryzyka: parsknięcie zbiorowe. Rozalia zabrała latarkę, pana Feliksa i protokół, po czym zeszła do piwnic, gdzie potoki rur miały własne etykiety i humory. Na każdym kolanie stało ostrzeżenie, że kapanie bez przerwy jest wykroczeniem, a każde „plum” miało przypisaną odpowiedzialność. Szept znów się odezwał, tym razem układając krople na posadzce w słowo „Tu”, jakby pisał mokrym alfabetem. Przed nimi była klapa serwisowa z tabliczką „Behawior Rur — tylko dla ciekawskich z uprawnieniami”, co w języku urzędowym oznaczało kłopoty. Rozalia odkręciła trzy śruby, czwarta wyskoczyła na podłogę i potoczyła się, brzęcząc jak rozbawiony żeton. Wtedy wszystkie odgłosy miasta nagle przycichły, jakby wstrzymały oddech. Coś ciężko zastukało od spodu, dokładnie w rytm głośno bijącego jej serca. Decybelomierz, dotąd znudzony, wyskoczył nagle w zielono-żółte paski i zawył głośno ostrzegawczo. A dźwięk, który nie chciał być zapisany, zadrżał literami na jej notatniku: „Nie zaglądaj... chyba że lubisz niespodzianki”. Rozalia uśmiechnęła się krótko, policzyła do trzech i uniosła klapę ostrożnie do góry.


Author of this ending:

Age category: 18+ years
Publication date:
Times read: 21
Endings: Zero endings? Are you going to let that slide?
Category:
Available in:

Write your own ending and share it with the world.  What Happens Next?

Only logged-in heroes can write their own ending to this tale...


Share this story

Zero endings? Are you going to let that slide?


Write your own ending and share it with the world.  What Happens Next?

Every ending is a new beginning. Write your own and share it with the world.