Did You Know?

Inga i szept fiordu


Inga i szept fiordu
Poranek nad Fiordem Srebrnej Fali pachniał dymem z palenisk i słoną bryzą. Mewy krążyły nad pomostem, a wioska wikingów tętniła ruchem. Tarcze suszyły się na płocie, wiosła błyszczały od świeżej smoły, a łódź ze smoczym dziobem kołysała się cicho, jakby drzemała. Inga, drobna jak gałązka i szybka jak wiatr, zawiązywała chłodny szal pod brodą. Obok niej stał Eryk, jej starszy o rok brat, z włosami postawionymi jak jeż, bo nawet wiatr miał z nim kłopot. — Dziś Dzień Pierwszego Rejsu — szepnęła Inga, stając na palcach, by lepiej widzieć fiord. — Tato mówił, że morze ma wtedy głos. — Jeśli ma głos, to ja go usłyszę — odparł Eryk i stuknął lekko wiosłem o pomost. — I na pewno powie: „Halo, Eryku!” Bjorn, ich tato, smarował klepki łodzi, a mama, Astrid, podawała mu pakunki: suchary z miodem, suszone jagody, zawiniątko z ciepłym plackiem. Stary Sven, który pamiętał już wiele zim, siedział na stołku i strugał cienką gałązkę w kształt ryby. — Pamiętajcie — mruknął, nie podnosząc wzroku — morze lubi słuchać. Kto słucha morza, ten wie, kiedy wiosłować, a kiedy czekać. Inga skinęła głową tak poważnie, jak tylko potrafiła. Nagle wiatr zamilkł. Jakby ktoś schował go do kieszeni. Z zatoki zaczął pełznąć miękki jak wełna obłok mgły. Najpierw było go mało, potem coraz więcej, aż góry po drugiej stronie znikły jak przysypane śniegiem. — Dziwne — powiedziała cicho Astrid, zerkając na niebo. — Mgła o tej porze... bez wiatru... W wiosce zrobiło się sennie. Mewy ucichły. Nawet kołki w pomoście przestały skrzypieć. Wtedy właśnie Inga to usłyszała. Delikatny dźwięk, jak pacnięcie łyżki o brzeg drewnianej miski. Raz. Drugi. Trzeci. — Słyszysz? — spytała Eryka, ściszając głos. Eryk zmrużył oczy. — Dink... dink... Skąd to? Stary Sven przestał strugać. — Z wody — mruknął. — Ale nie z naszej łodzi. Dźwięk powtórzył się, a potem dołączył lekki plusk. Coś zbliżało się przez mgłę, krokiem wody równym i cichym. Inga ścisnęła rąbek szala, a Eryk wsunął dłonie w kieszenie, jakby chciał tam znaleźć odwagę. Pierwszy przez zasłonę wysunął się smoczy dziób — ale nie tej łodzi, którą smarował Bjorn. To był inny, obcy, a jednak jakby znajomy: smocze oczy były namalowane złotą farbą, a między nimi wisiał drewniany dzwoneczek ze sznurkiem. To on brzęczał tak miękko. — Łódź bez żeglarzy — wyszeptała Astrid. — Patrzcie na linę. Rzeczywiście, lina zwisała luźno, jak flaga w bezwietrzny dzień. Nikt nie trzymał steru. A jednak łódź płynęła prosto ku ich pomostowi, pewna, spokojna. Bjorn nalał na dłonie smoły, jakby chciał je mieć ciężkie jak kotwica. — Zostańcie za mną — powiedział twardo, ale bez krzyku. — Nie dotykać, dopóki nie sprawdzimy, czy wszystko bezpieczne. Łódź dotknęła pomostu tak miękko, że aż Inga pomyślała o piórku. Dzwoneczek zadźwięczał raz jeszcze, a potem znów zapadła cisza. Blisko smoczego dzioba wisiała mała tabliczka z brzozowej kory, przyczepiona rzemieniem. Na korze ktoś wyrysował znak: trzy fale i mały księżyc. — Znak Fal i Nocy — mruknął Stary Sven i odchrząknął. — Dawno go nie widziałem. Inga poczuła dreszcz, ale był to miły dreszcz, jak wtedy, kiedy otwiera się skrzynkę z nowymi, jeszcze nieznanymi rzeczami. — Czy to znaczy, że morze do nas przemówiło? — spytała. — Może chce, żeby ktoś posłuchał — odparł Bjorn. — Zostańcie blisko. Pomost lekko zaskrzypiał, gdy Bjorn postawił stopę na pokładzie obcej łodzi. Za nim skoczył Eryk, z rękami gotowymi do trzymania liny. Inga zacisnęła palce na brzegu deski i też przestąpiła na pokład. Drewno było chłodne, ale czyste. Żadnych dziur. Żadnych śladów błota. Tylko kilka kropek smoły i... znów ten dźwięk. Bardzo cichutki. Jakby ktoś wstrzymywał kichnięcie. — Słyszysz? — syknął Eryk. — Tam, przy beczkach. Na środku łodzi stały dwie beczki i skrzynia przewiązana sznurem. Sznur był nowy, skrzynia stara. Jedna z beczek miała pokrywę uchyloną na palec. Inga wyciągnęła rękę, ale cofnęła ją natychmiast, bo coś w środku poruszyło się, jak koci grzbiet pod kocem. — Może to ryba? — szepnął Eryk, ale brzmiał jak ktoś, kto sam w to nie wierzy. Stary Sven wsparł się o burtę i zmrużył oczy. — Ryby nie kichają — rzekł powoli. Jak na zawołanie z beczki dobiegło cichutkie: — A-psik! Inga i Eryk spojrzeli na siebie z otwartymi ustami. Bjorn uniósł rękę, dając znak, by zachowali ciszę. W wiosce, na brzegu, nikt się nie ruszał. Mewy znów przysiadły, ciekawskie jak dzieci. Dzwoneczek na smoczym dziobie poruszył się od drobnego podmuchu, wydając dźwięk delikatny jak oddech. A beczka... beczka zaczęła drżeć coraz mocniej. — Co tam jest? — wyszeptała Inga i pochyliła się tak, że włosy dotknęły krawędzi. — Hej, nie bój się. Jesteśmy tutaj. Ktoś — albo coś — poruszyło pokrywą, jakby chciało ją uchylić od środka. Sznur na skrzyni zaskrzypiał, jakby też pragnął się rozwiązać. Na pokładzie zrobiło się tak cicho, że słychać było własne serca. Pokrywa beczki drgnęła jeszcze raz, tym razem wyraźniej. Światło z mgły padło do środka jak wąski strumień. Inga wyciągnęła dłoń, by lekko trącić kant... I wtedy z głębi beczki zabrzmiał nowy dźwięk, niepodobny do kichnięcia ani do plusku. Krótki, błyszczący i... całkiem odważny.


Author of this ending:

Age category: 5-7 years
Publication date:
Times read: 35
Endings: Zero endings? Are you going to let that slide?
Category:
Available in:

Write your own ending and share it with the world.  What Happens Next?

Only logged-in heroes can write their own ending to this tale...

Download Materials

Download coloring pages and other materials for this story.


Share this story

Zero endings? Are you going to let that slide?


Write your own ending and share it with the world.  What Happens Next?

Every ending is a new beginning. Write your own and share it with the world.