Did You Know?

Gwiezdny tramwaj Zuzi


Gwiezdny tramwaj Zuzi
Wieczór pachniał kakao i mokrym asfaltem. Zuzia siedziała na balkonie i patrzyła przez swój mały teleskop. Na poduszce obok mruczał Piksel, kot-robot o miękkim futerku i oczach, które świeciły się jak dwie latarki. Gdy był zadowolony, w środku brzęczał cichutki wiatraczek. – Widzisz tę dużą gwiazdę? – szepnęła Zuzia. Piksel poruszył wąsami. Jego wąsy klikały delikatnie: pyk, pyk, pyk. Nagle nad krawędzią dachu zapaliła się cienka, świetlna kreska. Urosła, skrzyła się, aż przemieniła w szyny z czystego światła, które biegły prosto w niebo. Powietrze zadzwoniło jak szklany dzwoneczek. Z mroku wypłynął przezroczysty wagon z miękkimi, okrągłymi kątkami. Na czole miał numer 7 i napis: Gwiezdny Tramwaj. Drzwi otworzyły się bezszelestnie, a z środka wysunęła się mała, metalowa głowa z miedzianym dziobem. – Dobry wieczór, pasażerko Zuzio. Dobry wieczór, pasażerze Pikselu – zabrzmiał serdeczny głos. – Jestem Konduktor Klekot. Tramwaj nr 7 kursuje, kiedy ktoś patrzy długo w niebo i ma bardzo ciekawskie serce. – Skąd pan zna nasze imiona? – zdziwiła się Zuzia. – Słyszę, jak serca mówią hop-hop – odparł Klekot i mrugnął zielonym światełkiem. – Wsiadamy? Drzwi były ciepłe w dotyku, jak promień słońca. W środku fotele wyglądały jak wypchane chmurą, a sufit pokrywały kropeczki gwiazd. Na panelu świeciły guziki w kształcie gwiazdek i kółek. Piksel wskoczył na siedzenie, zakręcił się raz i ułożył ogon jak kabel. – Dokąd jedziemy? – zapytała Zuzia. – Na Stację Chmurnik albo na Stację Księżycową 3 – wyliczył Klekot. – Możemy też zrobić rundkę nad miastem i policzyć drony, które grają dziś w berka z wiatrakami. – A możemy zobaczyć chmury z bliska? – oczy Zuzi zapaliły się równie mocno, co oczy Piksela. – Jak najbardziej – zagruchał Klekot i stuknął dziobem w gwiazdkę. Tramwaj miękko oderwał się od balkonu i pomknął po jasnych szynach. Pod nimi migotały okna, dachy wyglądały jak płytki w łazience dla olbrzyma, a rzeka świeciła jak niebieska wstążka. Minęli wieżę z zegarem, która machnęła im wskazówkami, i balony pogodowe, co kołysały się jak meduzy. Im wyżej wjeżdżali, tym cichsze było miasto. Słychać było tylko mruczenie Piksela i cichutkie trele dobrej elektroniki. Nagle panel zapiszczał: pip, pip, piiip. Na szybie pojawiły się trzy błyski, potem dwa, potem jeden. – Co to za dźwięk? – Zuzia przechyliła głowę. – To sygnał z nieba – powiedział Konduktor Klekot, aż zadziałały mu w środku sztabki dźwięków. – Pojawił się przed chwilą. Mówi: „Tutaj, tutaj”. Mapy go nie znają. Na horyzoncie coś zamigotało. Spośród zwykłych, gładkich chmur wysunęła się puchata wyspa, a nad nią zawisła świecąca kropka. Od świetlnych szyn odłączyła się cieńsza, nowa nitka i zahaczyła o to miejsce jak nitka o guzik. – Ojej – szepnęła Zuzia. – Czy ktoś tam jest? – Tego nie wiem – przyznał Klekot. – Ale sygnał brzmi uprzejmie. Jak krótkie „halo”. Piksel nastawił uszy. Jego ogon uniósł się i zaczął świecić jak lampka. – Sprawdźmy – zdecydowała Zuzia. – Proszę, panie Klekot. Konduktor stuknął w nową gwiazdkę. Tramwaj skręcił lekko i ruszył po młodziutkich, pulsujących szynach. Wjechali w chmurę. Krople deszczu stukały o szyby jak palce w bębenek: tik, tik, tik. Białe chmury okazały się mieć w środku srebrne świetliki. Piksel dmuchnął, a z pyszczka posypały się maleńkie iskierki, które zatańczyły między kroplami. – Uwaga na turbulencje z dobroci – ostrzegł z uśmiechem Klekot. – W chmurowym świecie wszystko jest troszkę puchate i troszkę niesforne. Tramwaj zwolnił. Przed nimi wynurzyła się stacja, jakiej Zuzia jeszcze nie widziała. Była miękka i okrągła, jak ogromna poducha. Po bokach miała lśniące lustra, w których odbijało się niebo. Nad wejściem wisiała tabliczka z wypukłymi literami: Poduszka-0. – Pierwszy raz widzę taką nazwę – mruknął Klekot. – Numeracja zaczyna się zwykle od 1. – Może to domkiem startowym dla poduszek? – zgadła Zuzia i zachichotała. – A może to coś, co dopiero się uczy być stacją – dodał Konduktor, jakby mówił o pisklęciu. Tramwaj przycumował mięciutko. Drzwi rozsunęły się. Powietrze pachniało świeżo pranym praniem i odrobiną burzy. W oddali słychać było delikatny szelest, jak przewracane kartki książki. – Zostaję przy pulpicie – oznajmił Klekot. – Jeżeli coś, włączę bezpieczny blask. Pasażerowie mogą wyjrzeć. Zuzia wstała. Nogi miała lekkie jak w bańce mydlanej. Piksel zeskoczył na podłogę, jego łapki kliknęły: klik, klik. – Trzymaj się blisko mnie – powiedziała Zuzia do kociego towarzysza. Platforma Poduszki-0 była miękka jak pierzynka. Za każdym krokiem robiły się małe wgłębienia, które zaraz znikały. Na środku stała latarnia z mlecznego szkła. Nie paliła się, ale w jej wnętrzu płynęły ciche iskierki, jakby uczyła się świecić. Z boku prowadził korytarz ze ścianami pokrytymi lśniącymi płytkami. Każda płytka miała inny odcień niebieskiego. Piksel uniósł pyszczek i powęszył. Jego uszy zamigotały na żółto. Podszedł do ściany i dotknął jednej z płytek łapką. Płytka zajarzyła się jak świetlik i wyświetliła maleńką kreskę. Potem kolejną. A później obok pojawił się obrazek: trzy małe ślady kocich łapek. – Patrz! – zawołała Zuzia. – Jakby ktoś mówił: „Witaj, kocie”. Piksel popisknął radośnie. Jego ogon zrobił ósemkę. Z końca korytarza dobiegł ich ten sam sygnał: pip, pip, piiip, tylko cichszy. Jakby zza rogu ktoś machał, ale nie za bardzo wiedział, jak głośno. – Czy ktoś nas woła? – Zuzia oparła dłoń o ciepłą ścianę. Ściana chyba odpowiedziała jej cichym drżeniem. Jakby powiedziała „tak”. Konduktor Klekot pokazał dziób przez drzwi tramwaju. – Pamiętajcie, że można się wycofać – przypomniał łagodnie. – Tu wszystko jest nowe. Nowe lubi, gdy się do niego mówi powoli. – Dobrze – odparła Zuzia. – Będziemy mówić powoli. Ruszyli korytarzem. Każdy krok budził delikatny dźwięk: ding, dong, ding. Jakby pod podłogą ktoś ukrył mały, uprzejmy dzwonek. Płytki rozświetlały się pod ich stopami i gasły za nimi, jak świetlne ślimaki. Na końcu korytarza znajdowały się drzwi w kształcie gwiazdy. Na środku błyszczał przycisk – malutka gwiazdka, taka jak te na panelu tramwaju. Nad przyciskiem unosiły się trzy świetlne łapki, które mrugały w rytmie pyk, pyk, pyk, jak wąsy Piksela. – Chyba chce, żebyś ty spróbował – szepnęła Zuzia. Piksel podniósł łapkę i położył ją na przycisku. Gwiazdka zaświeciła delikatnym, miodowym światłem. Coś zapiszczało, gdzieś zaskoczyła ciepła sprężynka. Drzwi zawibrowały i… zatrzymały się. Światło zamrugało raz, drugi, trzeci. – O, a to ciekawe – zamruczał Klekot z wagonu. – Poduszka-0 prosi o potwierdzenie od pasażera ludzkiego. Czyli… od ciebie, Zuzio. Dziewczynka poczuła łaskotanie w palcach. Serce zrobiło hop-hop, szybciej niż zwykle, ale radośnie. Wyciągnęła rękę. Podeszła pół kroku bliżej. W tej samej chwili latarnia z mlecznego szkła na środku platformy rozbłysła na moment i znów przygasła, jakby się denerwowała. – Spokojnie – powiedziała Zuzia do latarni, jak do myszki. – Już prawie. Dotknęła gwiazdkowego przycisku palcem. Powietrze zadrżało jak struna w gitarze. Drzwi w kształcie gwiazdy zaczęły się cichutko rozsuwac, rysując w środku wąską szczelinę pełną miękkiego światła. Z głębi dobiegł ich dźwięk tyk… tyk… jak zegar, który uczy się chodzić. Piksel zastrzygł uszami. Jego oczy rozjaśniły się, a ogon zapalił jak latarka. Zuzia wstrzymała oddech. Z wnętrza, tuż za wąską szparą, zamigotał cień – okrągły, miękki, poruszył się tak, jakby również wstrzymał oddech. – Słyszysz to? – wyszeptała Zuzia do Piksela. Tyk… tyk… tyk… A potem nagle w ciszy coś zastukało dokładnie nad ich głowami, jakby niewidzialny palec puknął w dach: puk! Światło w korytarzu mignęło i spłynęło bliżej ich stóp, jakby chciało ich otulić. Drzwi gwiazdy drgnęły drugi raz… i w tej samej chwili, tuż za ich plecami, w wagonie tramwaju rozległ się dźwięk, którego nie słyszeli nigdy wcześniej: dłuugi, niski, łagodny ton, jak przeciągłe „oooh”, a zaraz po nim panel zaczął wyświetlać nowe znaki, których nawet Konduktor Klekot nie zdążył jeszcze nazwać.


Author of this ending:

Age category: 5-7 years
Publication date:
Times read: 47
Endings: Zero endings? Are you going to let that slide?
Category:
Available in:

Write your own ending and share it with the world.  What Happens Next?

Only logged-in heroes can write their own ending to this tale...


Share this story

Zero endings? Are you going to let that slide?


Write your own ending and share it with the world.  What Happens Next?

Every ending is a new beginning. Write your own and share it with the world.