Did You Know?

Gwiezdny Szept na Fioletowym Księżycu


Gwiezdny Szept na Fioletowym Księżycu
Lila miała siedem lat i kieszeń pełną guzików, które udawały planety. Olek miał pięć lat i zawsze nosił latarkę, choć był dzień. Piko był psem-robotem z niebieskim nosem i delikatnym światełkiem w brzuchu. Potrafił mówić tylko „pip” i „czip”, ale Lila i Olek rozumieli go jak najlepszego przyjaciela. Tamtego wieczoru niebo było czyste jak szyba, a gwiazdy tak ostre, że wydawało się, iż można je zebrać łyżeczką. W oknie pokoju Lili i Olka leżał wielki, miękki koc. Miał srebrne nitki, które błyszczały nawet wtedy, gdy światło było zgaszone. To był Koc-Rakieta, prezent od cioci Heli, która twierdziła, że niektóre koce potrafią więcej niż ogrzać kolana. — Popatrz — szepnęła Lila, przykładając nos do szyby. — Ta gwiazda miga inaczej. — Trzy, dwa, trzy… — policzył Olek, świecąc latarką na sufit, jakby robił na nim mapę. — Pip? — dodał Piko i poruszył uszami. Gwiazda znów zamigała: trzy razy, pauza, dwa razy, pauza, trzy razy. Jakby mówiła: „Halo! Hej! Tutaj!” Lila poczuła, że srebrne nitki koca lekko drżą pod jej palcami. — To sygnał — wyszeptała. — Koc-Rakieta już wie. Kiedy Lila i Olek wskoczyli pod Koc-Rakietę, powietrze zrobiło się chłodne i pachniało jak noc po deszczu. Piko położył się na ich stopach i zamruczał „czip-czip”. Lila dotknęła srebrnej lamówki i powiedziała to, co zawsze mówiła, gdy było pora na lot: — Srebro w górę, guziki do gwiazd! Koc-Rakieta napiął się jak żagiel. Pokój na sekundę zrobił się bardzo cichy, a potem okno rozszerzyło się w szeroki, miękki tunel z chmur i iskier. Dzieci wciągnęło do środka razem z Piko. Lecieli! Minęli balkon sąsiadów, prześlizgnęli się obok księżyca, który wyglądał jak uśmiechnięta bułka, a potem popłynęli dalej, tam gdzie powietrze staje się lekkim szeptem, a gwiazdy są blisko jak lampki na choince. — Pip! — Piko wystawił nos i zamrugał w rytm: trzy, dwa, trzy. — Kierunek: fioletowy księżyc — zdecydowała Lila, bo właśnie tam mrugało najbardziej. Nie był to ten duży, znany księżyc. Ten był malutki, okrągły jak śliwka i miał kolor soku z czarnej porzeczki. Wokół niego krążyły srebrne okruszki, jakby ktoś rozsypał brokat. Koc-Rakieta usiadł na jego powierzchni miękko jak piórko. Pod stopami chrzęścił pył, ale nie brudził butów. Pachniał odrobinę wanilią i czymś świeżym, jak poranek. Niebo nad nimi było ciemne i bardzo spokojne, tylko tam, przy skałach, migało coś w rytmie: trzy, dwa, trzy. — Nie oddalaj się — powiedziała Lila do Olka, choć sama chciała pobiec pierwsza. Olek ścisnął jej rękę tak, że poczuła ciepło aż do łokcia. Piko podreptał obok, zostawiając w pyle małe ślady w kształcie serduszek. Zbliżyli się do gładkiej ściany skalnej. Była wysoka i ciemna, gładka jak lustro. Nie miała pęknięć ani szczelin, tylko na wysokości ich kolan zobaczyli trzy wyżłobione gwiazdki: jedną obok drugiej. Nad nimi była jeszcze jedna, a potem jeszcze jedna — razem pięć, ale ułożone w grupy: trzy, przerwa, dwie, przerwa, trzy. — Ojej — westchnął Olek. — To jak miganie tej gwiazdy. — Pip-pip-pip… czip-czip… pip-pip-pip — zagrał Piko, dotykając noskiem pierwszych trzech gwiazdek, potem dwóch, i znowu trzech. Skala zadrżała, bardzo delikatnie, jakby się budziła. Szum dobiegł z wnętrza, cichutki, przypominający oddech. Lila poczuła łaskotanie w palcach. Olek schował latarkę do kieszeni i rozejrzał się dookoła. Nad nimi krążył malutki świetlik w kombinezonie z pyłu. Nie, to nie był świetlik. To był drobny okruch lodu, który odbijał ich własne światła. — Tu ktoś jest — powiedział Olek półgłosem. — Albo coś nas woła — dodała Lila równie cicho. Piko przysunął się do wyżłobionych gwiazdek i raz jeszcze zagrał rytm. Tym razem jego nos zaświecił mocniej, a brzuszek rozbłysł jak mały księżyc w środku. Skala odpowiedziała: najpierw jednym, potem dwoma, a w końcu trzema cichymi stuknięciami z głębi. — Słyszałeś? — Lila znów ścisnęła dłoń Olka. — Słyszałem — kiwnął głową. — To jak puk-puk… pu-kuk… puk-puk-puk. Ziemia pod ich stopami drgnęła, ale tylko troszeczkę, jak gdyby fioletowy księżyc zrobił mały, bardzo uprzejmy krok. Gwiazdki w skale rozjarzyły się miękkim światłem. Linie pomiędzy nimi zapłynęły jak mleczne strużki i zaczęły rysować na ścianie delikatny kształt drzwi. Bez klamki, bez zamka. Drzwi, które same wiedzą, kiedy są gotowe. — Jeśli się otworzą… — zaczęła Lila, ale nie dokończyła, bo miała pełno pytań w jednej myśli. — Jeśli się otworzą, wejdziemy wszyscy razem — powiedział Olek bardzo poważnie i podał Piko łapę, jak podaje się rękę ważnemu gościowi. Piko „pipnął” cicho, jakby przytaknął. Jego niebieski nos drżał, a w środku smugi światła tańczyły jak drobne rybki w słoiku z wodą. Na fioletowym niebie przeleciał cienki cień — może kamyk, może ptak z pyłu — i zniknął tak szybko, jak się pojawił. Wtedy drzwi w skale poruszyły się. Najpierw tak, że nikt poza Piko by tego nie zauważył. Potem wyraźniej: linia pośrodku rozszerzyła się o włos, o dwa, o cień palca. Z wnętrza pociekła cienka kreska światła, bardzo biała i bardzo spokojna. Pachniało jak w nowej książce i jak w ogrodzie po burzy. — Słyszysz? — zapytała Lila. — Tam jest… Nie dokończyła, bo zza drzwi dobiegł ich kolejny dźwięk, tym razem miękki, jak śmiech, który się jeszcze wstydzi. Trzy nutki, przerwa, dwie, przerwa, trzy. Potem coś po drugiej stronie poruszyło się bliżej, tak blisko, że światło zatańczyło Piko na nosie, a cień przesunął się po butach Olka. Drzwi drgnęły mocniej, narysowały w pyle cienki, świetlisty pasek i zaczęły się rozsuwać jeszcze odrobinę, kiedy tuż przy progu zamajaczył kształt, który…


Author of this ending:

Age category: 5-7 years
Publication date:
Times read: 34
Endings: Zero endings? Are you going to let that slide?
Category:
Available in:

Write your own ending and share it with the world.  What Happens Next?

Only logged-in heroes can write their own ending to this tale...


Share this story

Zero endings? Are you going to let that slide?


Write your own ending and share it with the world.  What Happens Next?

Every ending is a new beginning. Write your own and share it with the world.