Gwiezdny guzik
W pokoju na poddaszu, gdzie sufit świecił w ciemności naklejonymi gwiazdkami, Lila rysowała planety grubą, niebieską kredką. Olek siedział przy małym teleskopie na parapecie i szeptał: "Widzę Oriona... widzę Wielki Wóz... o! Co to?".
Na niebie migotał nowy punkcik, tuż między trzema gwiazdami ułożonymi jak trójkąt. Mrugał równo, jakby liczył: raz, dwa, trzy, przerwa... raz, dwa, trzy.
"Zapiszmy to w Kosmowniku!" – zawołała Lila i otworzyła zeszyt z okładką w księżyce. Olek już biegł do wielkiego pudełka po odkurzaczu. Z pudełka zrobili rakietę. Miała okienko z folii, kierownicę z plastikowego talerzyka i pasy bezpieczeństwa z czerwonej wstążki. Na boku widniał napis z brokatu: ISKIERKA.
Dziadek kiedyś przyniósł im stary, błyszczący guzik. Mówił, że to "guzik od lotniczej kurtki". Lila przykleiła go obok kierownicy i nazwała Guzik Start.
Tego wieczoru Guzik Start sam zapalił się miękkim, złotym światłem.
"Ojej..." – szepnął Olek. Karton cicho zaszumiał, jak zasypiające drzewo. W okienku błysnęły drobinki kurzu, które na moment wyglądały jak małe komety.
W środku rozbrzmiał łagodny głos: "Dzień dobry. Tu statek Iskierka. Tryb: szept. Proszę zapinać pasy." Lila i Olek spojrzeli na siebie. Serce biło im szybko, ale radośnie.
"Tylko jedna minutka, dzieci!" – zawołała mama z kuchni. Lila zapięła wstążkę, Olek poprawił kierownicę. Migotka, ich kotka, przeciągnęła się na dywanie i mruknęła, jakby życzyła im dobrej podróży.
Guzik Start zatrzepotał światłem. Iskierka uniosła się cichutko, jak piórko. Ściany pokoju stały się przezroczyste. Za okienkiem rakiety rozlała się noc – prawdziwa noc, z tysiącem iskierek. Ziemia wyglądała jak niebieski bączek, który ktoś zakręcił w wielkiej misce.
Lecieli przez ogródek satelitów, które migały jak lampki na choince. Minęli chmurkę srebrnego pyłu – wyglądała jak cukier puder. Małe okruszki herbatnika, które Olek miał w kieszeni, nagle zaczęły pływać i mrugać do nich śmiesznie, a Lila je łapała jak złote rybki.
"Uwaga. Zbliża się stado świetlików" – powiedziała Iskierka. Przez okno przepłynęły zielone punkciki z długimi, jaśniutkimi ogonkami. Jeden z nich machnął do Lili. Dzieci pomachały z powrotem, a świetlik wyrysował na niebie serduszko.
Nagle z kieszonkowego radia w kształcie gwiazdy, które Lila zrobiła z kartonu, dobiegło: "bip... bip-bip... biiiip". Melodia była znajoma. To była piosenka, którą babcia nuciła przy zasypianiu.
"Halo?" – Lila przycisnęła radio do ucha. "Tu Lila i Olek. Gdzie jesteś?"
W głośniczku zaklekotało, a potem odezwał się cichutki głosik: "Tu Kuleczka... najmniejsza planeta... potrzebuję..."
Krr… trzask... cisza.
"Kuleczka?" – Olek zmarszczył brwi. – "Przecież na naszej mapie Kuleczka jest daleko i prawie nikt do niej nie lata."
"Otrzymano ślad" – zamruczała Iskierka. Na szybie okna pojawiła się błyszcząca kropkowana linia, jak rozsypany brokat. – "Kierunek: Kuleczka. Tor: gładki. Niespodzianki: możliwe."
Lila poczuła, że musi tam polecieć. Nie dlatego, że ktoś kazał, tylko dlatego, że to było ważne tak samo, jak ważne bywa przytulenie. Olek kiwnął głową. "Jesteśmy kapitanami. Lecimy."
Iskierka śmignęła przez pas miękkich chmurek gazu. Po lewej minęli księżyc, który wyglądał jak uśmiech. Z drugiej strony rozciągała się ciemniejsza przestrzeń, spokojna jak koc. Na jej brzegu zawieszona była wstążka światła – tunel z białych kropek i niebieskich kreseczek, jak kosmiczna ślizgawka.
"Nie mam danych" – powiedziała Iskierka całkiem serio. – "Decyzja kapitana."
Lila zacisnęła dłonie na kierownicy z talerzyka. Olek zapalił żółtą lampkę sygnałową. "Policzymy do trzech" – postanowił. – "Raz... dwa..."
Wtedy w okienko zapukało delikatnie: puk... puk... puk.
Dzieci zamarły. Tuż za szybą przesunął się cień – miękki, okrągły, z długim ogonkiem z błyszczącego pyłu. Cień zatrzymał się i znów: puk... puk... puk.
"Lila?" – szepnął Olek. – "Czy to... ktoś?"
Guzik Start rozjarzył się mocniej. Radio w kształcie gwiazdy zapiszczało cieniutko, jakby chciało powiedzieć: "Słuchajcie!". W świetlnej ślizgawce zamigotało nowe, złote wejście, większe niż wszystkie inne.
Lila wzięła głęboki oddech i sięgnęła do dźwigni. Olek położył palec na przycisku otwierania okienka. Oba serca biły im naraz jak mały bębenek. "Trzy..."
Author of this ending:
English
polski
What Happens Next?