Gwiazda nad strychem
Lena wróciła do Skotnego Dolnego na święta po pierwszym roku w liceum artystycznym. Śnieg skleił gałęzie świerków, a stary dom babci dudnił cicho od wiatru. W kuchni parował barszcz i pachniał makowiec, w salonie migały lampki na krzywym drucie. Pod obrusem czekało sianko, choć nikt nie wiedział, skąd jeszcze się bierze. Strych nad sufitem wydawał się większy niż dawniej, jakby coś w nim oddychało.
Wieczorem, podczas strojenia choinki, Lena trafiła na szkatułkę z bombkami po pradziadku. Na dnie leżała gwiazda kolędnicza z mlecznego szkła, ciężka i chłodna. Gdy dotknęła jej palcami, szkło zamigotało blade, jakby skrywało żar ze starej świecy. Na ramieniu gwiazdy ktoś wyrył zdanie: „Kto niesie światło, usłyszy pieśń”. I wtedy Lena naprawdę ją usłyszała — z góry sączyła się cicha melodia kolędy.
– Słyszysz to? – szepnęła do Kacpra, sąsiada, który przyniósł opłatek dla babci. – Wiatry w kominie – wzruszył ramionami, lecz też zamilkł, nasłuchując. Kacper grał w herodach na bębnie i znał każdą legendę tej doliny. Według najstarszej, raz na stulecie gwiazda prowadziła wybraną osobę do Szklanej Szopki. Podobno otwierała się tylko wtedy, gdy kolęda brzmiała w czyimś sercu dłużej niż echo dzwonów.
Przed samą Wigilią zgasł prąd, a dom przykucnął w miękkiej ciszy śniegu. Melodia płynęła już wyraźnie ze strychu, jakby ktoś ćwiczył kolędę bez słów. Lena wzięła gwiazdę i latarkę, po czym otworzyła skrzypiące schody na górę. Na belce wisiał stary kufer z żelaznym zapięciem w kształcie pięcioramiennej gwiazdy. Kiedy przyłożyła do niego szklaną gwiazdę, zamek kliknął i wieko uniosło się same.
W środku leżała mapa okolicy, zatłuszczona i podpisana datą sprzed trzech dekad. Obok tkwiła kartka z jej imieniem, jakby ktoś od dawna czekał właśnie na Lenę. Z dołu dobiegło pukanie w szybę, krótkie i uparte, jak świąteczny rytm bębna. Za oknem stali kolędnicy w maskach, trzymając gwiazdę większą i jaśniejszą od jej własnej. Jeden z nich, król z papierową koroną, szepnął znajomym głosem: – Czas iść.
Gdy zeszli na podwórze, kościelny dzwon uderzył trzynaście razy, choć była dopiero dziewiąta. Śnieg przestał sypać nagle, jakby ktoś położył dłoń na niebie i zatrzymał chmury. Kolędnicy ruszyli w stronę starej kapliczki pod modrzewiem, a gwiazda Kacpra drżała jak żywa. Lena trzymała swoją, która nagle rzuciła snop światła w kamień nad progiem. Kamień rozbłysnął znakami Trzech Króli, przesunął się cicho i odsłonił wąską, czarną szczelinę. Z wnętrza buchnął chłód i zabrzmiała ta sama kolęda, już bez ani jednego instrumentu.
Author of this ending:
English
polski
What Happens Next?