Guzik, który gada
Mikołaj stał w holu swojej szkoły. Mundurek był za ciasny i szeleścił. Poniedziałkowy apel pachniał lakierem do podłóg i zgaszonymi nadziejami. Nagle usłyszał szept spod lewej kieszeni: „Auć, nie ciągnij!”. Rozejrzał się. Nikt nie patrzył. Dyrektor tylko poprawiał wąs, a godło wisiało krzywo. „To mój żołądek?” — pomyślał. Szept znów: „Halo, jestem guzik. I nie baw się nitką, to łaskocze.”
Mikołaj drgnął tak, że Zuzka z równoległej klasy szturchnęła go w łokieć. „Przestań gadać do klapy, bo zaraz cię wywołają” — syknęła. „Ale to klapa gada do mnie” — wyszeptał. Guzik poruszył się lekko i wydał dumny chrzęst. „Mam imię? Nie. Jestem Guzik. Znam wszystkie tajemnice tej szkoły, bo wszędzie byłem noszony”. Mikołaj przełknął ślinę i udawał kaszel. „Udawaj, że śmiejesz się z dowcipu dyrektora” — poradził Guzik. Dyrektor właśnie opowiadał swój coroczny numer o dzienniku elektronicznym, brzmiał jak zepsuty dzwonek.
Po lekcjach Mikołaj schował się z Zuzką w pustej świetlicy. „Słyszysz go?” — spytał. „Ja nie, ale widzę, że twoja klata żyje” — prychnęła. Guzik chrząknął poważnie. „Potrzebuję pomocy. Szkolny dzwonek brzmi jak kaszel jamnika. Wiem, jak to naprawić i zrobić psotę stulecia. Nazywa się Operacja Kwak”. Zuzka zapaliła się od razu. „Jeśli to legalne w innej galaktyce, jestem za”. Guzik zabrzęczał nitką. „Pan Woźny zostawia klucze w termosie. W piwnicy jest panel od głośników. Jest też szew bezpieczeństwa, który otwiera przejście pod salę chemiczną”. Brzmiało to absurdalnie jak konkurs na najlepszą minę. I właśnie dlatego pachniało przygodą.
Przed wieczornym kołem szachowym wymknęli się na korytarz. Światła brzęczały, a z pokojów nauczycielskich dochodziło stukanie kubków. Guzik wskazał nitką na ścianę przy gablocie z pucharami. „Tu. Przekręć mnie dwa razy w prawo, raz w lewo”. Mikołaj złapał za guzik i wykonał ruch. Coś w środku kliknęło, a listwa przy podłodze odsunęła się na palec. Z wnętrza powiało kurzem i chłodem, jak z lodówki pełnej zagadek. Wtedy korytarzem poniosło się charakterystyczne chrząknięcie dyrektora i brzęk kluczy. Telefon Zuzki zawibrował: „Dyra idzie!”. Guzik ściszył głos. „Teraz albo nigdy. Trzy pełne obroty, a panel się rozsunie”. Mikołaj zacisnął palce na guziku, usłyszał czyjeś kroki za rogiem i...
Author of this ending:
English
polski
What Happens Next?