Granica Wyobraźni
Wieczorne światło powoli wlewało się przez brudne szyby starej fabryki. Ulica Węglowa od lat straszyła pustką i powybijanymi oknami, ale dla Leny to było idealne miejsce na włóczęgi po szkole. Miała siedemnaście lat i to przejmujące uczucie, że świat, jakim go znają wszyscy, nie wystarcza – że gdzieś za rogiem kryje się coś jeszcze. Tamtej soboty, kiedy upalne lato odchodziło już w zapomnienie, jej przyjaciel Max zaproponował, by wejść do wnętrza największej z fabrycznych hal.
"Zawsze się bałem," powiedział, zerkając na wysokie, zardzewiałe drzwi. "Ale dziś chyba jestem gotowy."
Lena uśmiechnęła się tylko lekko, jakby od dawna czekała na ten moment. Przekroczyli próg.
W środku zapach rdzy mieszał się z aromatem deszczu, który dostał się przez dach. Po betonowej podłodze wiły się jak węże wyblakłe taśmy transportowe, a ściany niemal całkowicie pokryte były kolażami graffiti – niektóre wyglądały jak realne postaci, inne jak abstrakcyjne stwory, których nie dało się nazwać. Lena przystanęła przy jednym z murali – dziewczynie ze szkła, przez którą prześwitywał cały wszechświat.
"Zawsze myślałam, że te obrazy powstały z niczego," mruknęła bardziej do siebie niż do Maxa.
Nagle coś przy drzwiach zatrzasnęło się z łoskotem. Oboje spojrzeli w tamtą stronę nerwowo, ale niczego nie dostrzegli. Zamiast tego, Lena odniosła wrażenie, że graffiti zaczęły drgać, jakby pomiędzy ich konturami płynął prąd.
Max wyjął telefon, lecz ekran pozostał czarny. "Nie ma zasięgu... Ani światła. Ciekawe. Chodźmy dalej," zaproponował, choć w jego głosie słychać było niepokój.
Im głębiej wchodzili, tym bardziej otoczenie wydawało się zmieniać. Stare maszyny zaczynały wyglądać jak fantastyczne pojazdy, a światło odbijało się od nich w kolorach, których Lena nie potrafiła nazwać. Za jednym z filarów dostrzegła cień – był to zarys postaci, ale zbyt rozmyty, by powiedzieć, czy to człowiek, czy po prostu gra świateł i wyobraźni.
Gdy zrobili jeszcze kilka kroków, Lena usłyszała cichy szept.
"Czy słyszałeś to?" zapytała, ściskając Maxa za rękę.
"Chyba... tak," odpowiedział, patrząc na nią szeroko otwartymi oczami.
Nagle blask latarki, którą trzymała Lena, padł na mural, który przed chwilą wyglądał zupełnie inaczej. Teraz widniały na nim drzwi, gdzie wcześniej malowały się abstrakcyjne wzory. Drzwi miały klamkę, która wyglądała niemal jak prawdziwa, jakby wystawała poza ścianę.
Lena poczuła, jak przyspiesza jej puls. Wszystko w tej chwili zdawało się możliwe. Podeszła do ściany, wyciągnęła rękę i dotknęła klamki, która o dziwo była chłodna i metalowa. Przez sekundę pomyślała, że to tylko gra światła i jej wyobraźnia, ale drzwi poruszyły się pod jej dotykiem, otwierając się powoli z głuchym skrzypieniem...
Za nimi rozpościerała się przestrzeń, której nie potrafiła opisać żadnymi znanymi sobie słowami. Jednak zanim Lena zdążyła zrobić krok, zza siebie usłyszała szelest i cichy oddech, jakby ktoś – albo coś – obserwowało ich zza pleców. Lena spojrzała na Maxa, on na nią, a potem oboje skierowali wzrok w głąb otwartych drzwi. Kto lub co tam na nich czekało?
Author of this ending:
English
polski
What Happens Next?