Gigantyczna kanapka i klub detektywów z Siedemnastki
Gdy budynek Szkoły Podstawowej nr 17 obudził się do życia w poniedziałkowy poranek, sala 27 już tętniła energią – głównie dlatego, że w środku siedzieli Kuba, Iga, Michał i Jagoda. Ta czwórka nie należała do grzecznych dzieci marzących o karierze przewodniczącego klasy czy pilnej nauce francuskiego. Oni mieli dużo ważniejsze sprawy na głowie.
Dzisiaj omawiali właśnie swoją najnowszą inicjatywę – Klub Detektywów z Siedemnastki. Prawda jest taka, że nazwa była dłuższa niż lista obowiązków Michała w domu. Ale, jak to stwierdziła Iga, jeśli coś ma być klubem z prawdziwego zdarzenia, musi mieć ekscytującą nazwę. Michał twierdził, że jeszcze lepiej byłoby, gdyby klub miał własne mundury, najlepiej z pelerynkami. Kuba stwierdził, że peleryny są passé, a Jagoda, jak zwykle, trzymała ich w ryzach, zanim pomysł z pelerynami zamieni się w całodzienny spór.
Dziś rano czekało ich coś szczególnego. Podczas śniadania zauważyli coś bardzo dziwnego. Woźna, pani Hela, wciągała przez drzwi stołówki coś ogromnego, owiniętego w niebieską folię, która wyglądała jakby przed chwilą przykrywała basen. Po korytarzu roznosił się tajemniczy, apetyczny zapach mieszanki pieczonego chleba, keczupu i czegoś, co Kuba określił jako „majonezowy wiatr z południa”.
– Coś się święci – szepnęła Iga, wcielając się w główną rolę swojej ulubionej bohaterki – superinspirującej pani detektyw z serialu.
– Może dziś będą burgery do obiadu – przewidywał Michał, któremu zawsze świeciły się oczy na hasło „kuchnia”.
Kuba nie zamierzał tak łatwo odpuścić.
– Proponuję operację: Stołówkowa Inwigilacja. Czas sprawdzić, co Hela chowa pod tą folią.
Zanim Jagoda zdążyła pobiec za kolegami, cała czwórka ukryła się za sztalugą w holu, która miała prezentować prace plastyczne, ale akurat była pusta – plastyczka zgubiła kluczyk do szafki z obrazami. Michał wczołgał się pod ławkę i notował coś nerwowo w swoim brulionie. Iga rozglądała się przez telefonową szybkę jak rasowy szpieg.
Nagle usłyszeli szelest, potem delikatne pyknięcie. Drzwi stołówki uchyliły się, a z wnętrza wyjrzał kucharz Franek – człowiek o legendarnym wąsie i talencie do robienia najdziwniejszych dań.
Trzymał w rękach kartkę opisaną wielkimi, tłustymi literami. Kuba zdołał przeczytać tylko trzy pierwsze słowa, zanim Franek zniknął z powrotem: „Procedura Kanapka Giga...”
– Giga… co? – syknął Michał, przekazując informację jak radiotelegrafista.
– Myślicie, że to będzie największa kanapka świata? – zapytał z zapartym tchem Kuba.
Jagoda spojrzała na nich z powagą. – Nie ma opcji, żebyśmy przegapili coś takiego! Musimy dowiedzieć się, co kuchnia knuje. Ale…
W tym momencie rozległ się huk, a niebieska folia sunęła powoli po podłodze w kierunku drzwi z napisem „WEJŚCIE SUROWCA ZABRONIONE”. Drzwi zatrzęsły się, zza nich dobiegł dziwny dźwięk – jakby ktoś upuścił dziesięć kilo pomidorów do wielkiego wiadra.
Klub Detektywów z Siedemnastki wymienił spojrzenia. W powietrzu wisiało wyzwanie. Czy ktoś odważy się wejść do środka i sprawdzić, co naprawdę dzieje się w szkolnej kuchni?
Właśnie w tej chwili, do holu weszła pani dyrektor. Miała w rękach listę obecności i groźnie zmarszczone brwi. Obserwowała coś, czego dzieci miały się nigdy nie dowiedzieć…
Kuba przełknął ślinę. – No to chyba zaczyna się na dobre…
Author of this ending:
English
polski
What Happens Next?