Fragmenty Światła
Lena zgarnęła mokre włosy na bok i oparła czoło o zimną szybę tramwaju. Listopadowe wieczory rozlewały się po mieście jak rozrzedzony atrament, a światła latarni kapały cieknącymi smugami na chodniki. W słuchawkach cicho brzmiał nieznany utwór z losowej playlisty, idealnie pasujący do monotonii jazdy przez Warszawę po ósmej godzinie zajęć.
Wszystko wydawało się takie samo, a jednak tego dnia Lena czuła coś nieuchwytnego. Może przez drobne odmienności – plamę światła w kącie tramwaju, która migotała w dziwnie nieregularnym rytmie, a może przez nieco cieplejszy głos motorniczego, gdy życzył miłego wieczora przez głośnik.
Zimą ludzie zamykali się w sobie. Szare kurtki, zsunięte kaptury, lekko przymarznięte twarze i spojrzenia zawieszone na byle czym – byle nie na sobie. Ale Lena od pewnego czasu widziała rzeczy, które niekoniecznie pasowały do codziennego obrazu miasta. Najpierw były to drobiazgi: cień, który przesuwał się za plecami kolegów, choć nikt nie powinien tam stać; ślimak na parapecie trzeciego piętra, śledzący wzrokiem jej ruchy podczas lekcji; światło nad kioskiem, które za każdym razem przygasało, gdy Lena przechodziła obok, lecz zaraz potem świeciło mocniej niż zwykle.
Ktoś mógłby powiedzieć, że to tylko zmęczenie albo efekty zbyt długiego przesiadywania nocami przy książkach albo monitorze. Ale Lena była pewna, że to coś więcej. Nie przyznała się nikomu – nawet Kindze, swojej najlepszej przyjaciółce, która od dwóch miesięcy próbowała przekonać ją, by nie zamykała się w sobie.
Tego wieczoru Lena wracała tramwajem numer 9 z kursu rysunku. Siedziała naprzeciwko okna, przez które widziała swoje rozmyte odbicie i przebłyski światła z ulic. Zauważyła, że na jednej z przystankowych szyb ktoś nakleił mały, fluorescencyjny fragment taśmy. „Spójrz w lewo” – mówił napis różową czcionką. Lena rozejrzała się; inni pasażerowie byli zbyt pochłonięci własnymi myślami, by to zauważyć.
Wysiadła na swoim przystanku. Chłód natychmiast ścisnął jej palce, powietrze pachniało deszczem i ozonem. Przy murze szkoły, który codziennie mijała, ktoś namalował kredą geometryczny wzór. Lena zatrzymała się, choć zwykle tylko przemykała tu szybko. Wzór był zbyt dokładny na zwykłą nastoletnią zabawę. Składał się z połączonych sześciokątów, a pośrodku widniał symbol przypominający rozwidlony piorun.
Zrobiła zdjęcie telefonem. W tej chwili, tuż przy murze, usłyszała cichy trzask. Odwróciła się gwałtownie. Ktoś – albo coś – przemknęło w cieniu drzew ogrodu szkolnego. Lena przez moment widziała tylko fragment sylwetki wystającej zza muru: jasną kurtkę i ciemne, rozpuszczone włosy. Dziewczyna, która wyglądała znajomo, lecz była zbyt daleko, by ją rozpoznać.
Lena poczuła dreszcz, ale nie ruszyła się z miejsca. Miała wrażenie, że ktoś ją obserwuje – nie ze złych pobudek, raczej z oczekiwaniem. Świat wokół na moment ucichł, niebo przecięło światełko – nierozpoznane, zbyt szybkie na samolot, zbyt jasne na drona.
Lena zrobiła krok w stronę muru, próbując zajrzeć do szkolnego ogrodu, gdy rozbłysło światło i usłyszała głos. Znajomy, ale inny, głębszy, jakby śniło się jej dzieciństwo:
– Jeśli chcesz zobaczyć, musisz uwierzyć.
Zamknęła oczy, czując pulsowanie pod powiekami. W tej chwili coś wydarzyło się tuż obok, zmieniając jej zwykły świat już na zawsze…
Author of this ending:
English
polski
What Happens Next?