Echo ze Starego Zakładu
Stary Zakład Przemysłowy na obrzeżach miasta był miejscem, o którym wszyscy słyszeli, ale nikt nie odważył się tam zapuścić po zmroku. Sześciopiętrowy gmach, okna wybite, mury porośnięte bluszczem, skrzypiące drzwi zwisające na zardzewiałych zawiasach — wyglądał jak scenografia z horroru. Dzieciaki z okolicy, w tym wiecznie ciekawska Lena, żartowniś Bartek, poważny Olek i tajemnicza Hania, nie mogły oprzeć się pokusie sprawdzenia, co naprawdę kryje się w środku.
Był późny piątkowy wieczór, gdy uzbrojeni w latarki, plecaki z przekąskami i ciepłe bluzy, przekroczyli dziurę w ogrodzeniu prowadzącą na teren zakładu. W powietrzu unosił się zapach wilgoci i rdzy, a nocna cisza przerywana była jedynie pohukiwaniem sowy i szelestem liści unoszonych przez wiatr.
— No, Lena, gdzie teraz? — zapytał Bartek, kręcąc latarką i próbując nie okazywać strachu.
— Najpierw wejdźmy do głównej hali — odpowiedziała Lena, pewnym krokiem kierując się do dużych metalowych drzwi.
Po chwili wszyscy stali już w środku. Ich światła rozświetliły przestrzeń pełną przewróconych maszyn, starych, zardzewiałych narzędzi i porozrzucanych papierów. Nagle Olek przystanął.
— Słyszeliście to? — szepnął.
Wszyscy zamilkli. Z głębi hali rzeczywiście dobiegał jakiś rytmiczny dźwięk, jakby ktoś powoli stukał czymś o metal.
— To pewnie wiatr... — próbowała żartować Hania, ale po jej głosie było słychać, że sama nie wierzy w to wyjaśnienie.
Postanowili iść dalej. Przeszli przez wielką halę produkcyjną i weszli na schody prowadzące na piętro. Każdy krok pod nogami brzmiał głośniej, niż powinien. Im wyżej wchodzili, tym silniejsze mieli wrażenie, że ktoś — albo coś — przygląda się im z ciemnych zakamarków.
Na drugim piętrze drzwi do jednego z biur były uchylone. Bartek ostrożnie je popchnął. W środku, w świetle latarek, zobaczyli stare biurko, szafę pancerną i mnóstwo zakurzonych dokumentów. Lena nagle coś zauważyła — na ścianie ktoś kredą wyrysował skomplikowany wzór, wijący się przez całą powierzchnię.
— Co to jest? — zapytała zafascynowana.
Zanim ktokolwiek zdołał odpowiedzieć, usłyszeli nagły trzask na korytarzu. Latarki odruchowo skierowały się w stronę drzwi. Korytarzem przetoczył się cień — zdecydowanie nie przypominał żadnego zwierzęcia. Przez ułamek sekundy mogli przysiąc, że zobaczyli mężczyznę w starej, fabrycznej odzieży, który zniknął za winklem.
— Nie zostawił śladów... — szepnął Olek, zaglądając na korytarz.
Nagle światło wszystkich latarek zaczęło migać, a z głębi korytarza znów zabrzmiał ten sam rytmiczny dźwięk, tym razem głośniejszy, bardziej stanowczy. Przyjaciele spojrzeli na siebie, a serca zaczęły im bić jak szalone...
Wtedy drzwi do biura same się zamknęły z hukiem, a w pomieszczeniu zapadła absolutna ciemność.
Author of this ending:
English
polski
What Happens Next?