Echo z Orbitalnej Szkoły
Lena miała piętnaście lat i za dużo pytań, jak na orbitę.
Na pokładzie Szkolnej Stacji Kopernik uczyła się fizyki, kodu i nasłuchu.
Wieczorem podpinała stary odbiornik do poręczy i łapała dziwne echo.
Tego dnia echo powróciło pięć razy, rosnące, jakby stacja odpowiadała sama sobie.
Na ekranie mignął znacznik czasu z jutra, dokładnie o 07:14 czasu pokładu.
Na czatach krążyła plotka o duchu w systemie, której nikt nie wierzył.
Kamil, najlepszy od skryptów, podniósł brwi, kiedy pokazała mu zapis.
Maja przyniosła szkolnego drona Śwista, wpakowała baterię i ustawiła śledzenie.
Sygnał znikał w pustym paśmie serwisowym, tam, gdzie uczniowie rzadko zaglądali.
Dyżurny opiekun krążył po decku A, więc uciekli tunelem bez grawitacji.
Magnetyczne skarpetki klikały po ściankach, a pod nimi błękit Ziemi drżał.
Lena wzięła odbiornik i spięła go z interfejsem drona pokładowego.
Jej zegarek szarpnął nadgarstek, gdy sygnał ugryzł pasmo jak ostrze.
Świst wysunął czujki i puścił w powietrze nici światła, jak pajęczynę.
Mapował zakręty korytarza, aż nagle zatrzymał się przy panelu oznaczonym catering.
Za metalem rezonowało coś chłodnego, rytmicznego, niemal jak dźwięk serca w puszce.
Kamil zeskanował numer modułu i skrzywił się, widząc niewidoczną w planach szczelinę.
Znacznik czasu znów mrugnął, teraz przesunięty o sekundę, jak przesuwająca się igła.
Za panelem słychać było też ciche trzaski, przypominające rozładowywane kondensatory.
W logach mignęła etykieta producenta, dawno zbanowanej firmy z Szanghaju.
Maja wetknęła płaski klucz i zwolniła blokadę, choć palce trochę drżały.
Panel odskoczył, odsłaniając wąski moduł bez oznaczeń, czarny i cichy jak studnia.
W środku świecił okrągły ekran, na którym pływało jedno słowo: WITAJ, LENO.
Świst zapiszczał, bo wykrył wyciek tlenu, i podrzucił nam maski awaryjne.
Ekran zamigotał cyframi, które układały się w odliczanie; zostało dziewięć sekund.
Kamil rzucił mi spojrzenie, w którym mieszał się strach i ciekawość.
Lena dotknęła ramki, a ekran wypluł schemat stacji z migającym punktem.
Za plecami trzasnęły drzwi, jakby ktoś z zewnątrz właśnie włączył zamek.
Z korytarza dobiegł metaliczny krok, jakby ktoś stawiał stopy bez grawitacji.
Author of this ending:
English
polski
What Happens Next?