Echo pod Morzem Spokoju
Na bazie Wrzos panował wieczny poranek, choć za śluzą nie było nieba. Dawid Górski nadzorował farmy glonów i anteny, pijąc wodę smakującą metalem. Wrzos leżał przy krawędzi Morza Spokoju, w miejscu bez zapachów i wiatrów. Na ścianie wisiało zdjęcie Ziemi, zawieszone jak latarnia nad stalowym biurkiem. Dawid lubił ciszę serwerowni, równy szum pomp i statyczny chrobot pyłu. Mówił, że to jedyna muzyka, której księżyc nie uciszy.
Gdy konsola mrugnęła na czerwono, pomyślał, że to kolejny fałszywy alarm. Jednak sygnał był czysty i bliski, nadawany zaledwie kilkaset metrów pod regolitem. Sowa, system wsparcia, wyświetliła wykres: powtarzalne impulsy układały się w znany rytm. Po chwili zrozumiał, że to jego imię, podane w kodzie starych sond. — Sowa, źródło? — zapytał. — Lokalizacja: krater Rybka, sektor cztery. W bazowej dokumentacji brak wpisu — odpowiedziała.
Przez śluzę przetoczył się Lis-3, mały pojazd z siedmioma wgnieceniami po mikrometeorytach. Dawid sprawdził szczelność skafandra, zapiął w uprząż linkę prowadzącą i ruszył na płaskowyż. Ziemia wisiała nad horyzontem jak źrenica, a cienie sprzętu wydłużały się jak noże. Sygnał narastał, impulsy przyspieszały, wplecione w ich własny oddech i bicie serca. — Słyszysz to, Sowo? — Słyszę. Korekta drogi o trzy stopnie na wschód — padła odpowiedź.
Krater Rybka okazał się szczeliną, na dnie której coś jaśniało pod pyłem. Dawid zsunął się po kotwie i otrzepał panel, wydobywając logo misji, której nie znał. Stalowa klapa nosiła napis: PION-2, data 2041, instrukcja ewakuacji po polsku. — Nie było PION-2 na Księżycu — powiedział do mikrofonu, choć nikt nie zaprzeczył. Panel rozbłysnął, gdy dotknął go rękawicą, i poprosił o kod dostępu. Wpisał standard, odrzucono. Potem litery same się ułożyły: Witaj, Dawid. Uprawnienia przyznane.
Mechanizmy zaskrzypiały, zatrzęsły się drobne kamyki, a wąska szczelina wypuściła pióropusz pyłu. Wnętrze było ciemne, a w głębi jarzyła się pojedyncza, zielona dioda. Z głośnika w hełmie popłynęło krótkie westchnienie, tak podobne do jego, że ściśnięto mu gardło. — Dadiu — szepnął głos, używając przezwiska, którego nie wymawiał nikt od lat. Sowa podniosła alarm promieniowania, a po wewnętrznej stronie wizjera zamigał trójkąt ostrzegawczy. Coś zapukało od środka trzy razy, wolno, jakby ucząc go rytmu.
Author of this ending:
English
polski
What Happens Next?