Dzwonek spod zegara
W miasteczku Klonowa Polana stała wysoka wieża zegarowa. Na rynku pachniało świeżymi bułkami i malinami z budki pani Heleny. Zosia i Franek przyszli po pieczywo. Z nimi szedł rudy kot Cynamon, a jego ogon unosił się jak pióropusz.
Zegar uderzył dziewięć. Raz, dwa, trzy… Gdy ostatni dźwięk jeszcze drżał w powietrzu, coś malutkiego zadzwoniło cichutko: dzyń. Zosia spojrzała pod nogi. Na dywanie z liści leżał srebrny dzwoneczek na niebieskiej wstążce. Do wstążki była przypięta karteczka z rysunkiem.
Na obrazku były tylko trzy rzeczy: sowa, półka z trzema książkami i tarcza zegara, na której mała wskazówka stała równo na dwunastce.
– To wygląda jak plan – szepnęła Zosia. – Sowa…
– Pod Sową! – klasnął Franek. – Księgarnia!
Cynamon trącił dzwoneczek nosem. Dzyń. Jakby się cieszył.
Księgarnia Pod Sową była tuż za rogiem, w wąskiej uliczce pachnącej drukiem i ciepłym kurzem. Nad drzwiami wisiał drewniany szyld z wyciętą sową i wielkimi okularami. Gdy weszli, sklepowy dzwonek zadźwięczał podobnie jak ich mały dzwoneczek, tylko głośniej. Półki stały gęsto, aż po sufit. Książki szeptały cicho, kiedy ktoś przesuwał je palcem.
– Dzień dobry – powiedziała Zosia. – My… eee… oglądamy.
Pani w granatowym swetrze uśmiechnęła się zza lady i wróciła do układania pocztówek. Dzieci rozglądały się uważnie.
– Półka z trzema książkami – przypomniał Franek, marszcząc nos. – Ale przecież tu jest ich tysiąc!
– Może chodzi o półkę numer trzy? – podsunęła Zosia i wskazała tabliczkę: Dział trzeci – Opowieści i obrazki.
Poszli między regały. Cynamon stąpał miękko, uważnie stawiając łapki, jakby słyszał coś, czego oni nie słyszeli. Zatrzymali się przy półce, która z boku miała namalowane trzy małe kropki. Trzecia od dołu pachniała farbą i sosną.
Zosia wyjęła karteczkę. – Został jeszcze zegar. Wskazówka na dwunastce… To znaczy o dwunastej.
Franek spojrzał na zegarek z dinozaurem. – Jeszcze trochę. Damy radę poczekać.
Usiedli na pufie w kształcie chmury. Zosia przeglądała książkę o ptakach, w której sowa miała oczy jak dwa księżyce. Franek kartkował atlas liści, a Cynamon ułożył się na ich plecakach, mrużąc ślepia. W księgarni pachniało wanilią i papierem, a przez szybę w drzwiach widać było uśmiechnięty rynek.
Kiedy czas dłużył się jak nitka, Zosia położyła dzwoneczek na dłoni. – Ciekawe, czy on też coś wie – mruknęła. Dzwoneczek milczał, ale lśnił, jakby zbierał światło z lampy.
Nareszcie gdzieś daleko, na rynku, rozległ się pierwszy, pełny ton: Bim… Potem drugi: Bam… Zosia i Franek podskoczyli, a Cynamon podniósł głowę. Zegar wybijał południe.
Dzyń – zadźwięczał nagle srebrny dzwoneczek na dłoni Zosi, sam z siebie. Dzyń. Dzyń. Trzy razy.
W tej samej chwili książki na trzeciej półce zadrżały, jakby ktoś poruszył je od tyłu. Jedna gruba okładka odsunęła się o włos. Z półki buchnął leciutki powiew, ciepły, jak z pieca z bajkami. Pomiędzy tomami zapaliła się wąska, złotawa smuga światła, cieniutka jak wstążka na dzwoneczku.
– Widzisz to? – wyszeptał Franek.
Zosia skinęła głową. Między książkami błysnęło coś mosiężnego – mała, ukryta klamka. Cynamon zeskoczył z pufa i bezszelestnie przysunął się do regału, merdając końcem ogona. Światło migało, jakby zapraszało.
Zosia wyciągnęła rękę do klamki, a Franek zacisnął palce na niebieskiej wstążce od dzwoneczka. W ciszy dało się słyszeć tylko miękkie mruczenie Cynamona i bardzo, bardzo daleki szept, który zdawał się płynąć z drugiej strony półki…
Author of this ending:
English
polski
What Happens Next?