Dzwon pod starym wiaduktem
Lena miała siedemnaście lat i od sześciu miesięcy brakowało jej babci. W miasteczku pod Karpatami mówiło się, że Halina znała język rzek. Po pogrzebie przyszła paczka: zielnik, starty mosiężny dzwon i zaklejony list. Babcia pisała, że dzwon trzeba zwrócić, gdy rzeka nagle cofnie bieg. Wtedy otworzy się coś, o czym lepiej nie mówić przez telefon.
Lena trzymała list w kieszeni szkolnej bluzy, choć wolała nie wierzyć. Popołudniami porządkowała zielnik, notując przy każdym liściu drobne symbole z marginesów. Symbole wracały na kamieniach starego wiaduktu, gdzie Wisłok robił ciasny zakręt. Nocami słyszała z ciemnej strony mostu szepty, które znały jej imię. O lekcji chemii wolała myśleć niż o tym, że woda zmienia zdanie.
Tamtego maja przyszła burza bez piorunów, tylko ciężkie, jednostajne dudnienie ponad wzgórzami. Rzeka wypełzła na żwir, po czym cofnęła nurt jak ktoś odwraca kasetę. Lena napisała do Olka: spotkaj się przy wiadukcie, weź latarkę i kredę. Olek przyszedł zziajany, z plecakiem pełnym bzdur, w tym linką i kanapkami. Było jeszcze jasno, ale wiatr znosił ptaki niżej, jakby próbował je ukryć.
Pod łukiem mostu zobaczyli znaki z zielnika, wgryzione w granit jak ślady ognia. Lena uniosła dzwon i uderzyła, ostrożnie, raz, jak pisała Halina w liście. Dźwięk nie odbił się, tylko wszedł w wodę, która zadrżała jak skóra. Ćmy zleciały nad nurt, rysując krąg, a powietrze zrobiło się nieprzyjemnie czyste. Olek ściszył głos, pytając, czy to legalne, lecz krzyk czapli zagłuszył odpowiedź.
Na piątym uderzeniu prąd pod łukiem odwrócił się gwałtownie, jakby ktoś przekręcił zawór. Kruszec dzwonu zapiekł w dłoni, a kamienie nad głowami zadźwięczały cienko. Z ciemnej szczeliny między blokami wysunęło się coś długiego i gładkiego, bez kół. Zatrzymało się tuż przy wodzie, jak wagon, choć nie miało łączeń ani okien. Drzwi rozsunęły się cicho, a z wnętrza popłynął szept: imię Haliny i jej adres.
Powietrze pachniało igliwiem i dymem, chociaż z wagonu nie leciał żaden płomień. Na posadzce mignęły te same znaki co w zielniku, ułożone z mokrych świateł. Dzwon rozjarzył się mlecznie, jakby rozpoznawał dom, a brzeg rzeki zatrzymał oddech. Olek szepnął, że to szalone, lecz już kładł dłoń na framudze wejścia. Z głębi bezokiennego wagonu ktoś odpowiedział dwoma słowami, których Lena uczyła się latami. Wejdź, Strażniczko, zanim piąte echo zgaśnie, inaczej rzeka zakaże wam powrotu.
Author of this ending:
English
polski
What Happens Next?