Did You Know?

Dzwon o 7:17


Dzwon o 7:17
O siódmej siedemnaście powietrze w korytarzu aż zadrżało. Metaliczny, głęboki ton przeciął poranne rozmowy i szelest plecaków jak ostrze. Ludzie zamarli, ktoś upuścił kubek z herbatą. Dzwon – ten wielki, prawdziwy, ze starej wieży nad aulą – odezwał się, chociaż od lat mieliśmy tylko elektroniczne piknięcia, krótko i bez duszy. A przecież, jak powtarzał woźny pan Staszek, „tamto to już dekoracja”. „Słyszeliście to?” Maks wyjrzał zza kaptura, a jego plecak z naszywkami gier trzasnął o moje ramię. „Nie jestem głucha.” Odgarnęłam włosy spod czapki. Pachniało mokrymi kurtkami, gumą od podeszew i czymś, co przypominało stary papier. „Niemożliwe.” Igor, który zawsze wszystko sprawdza dwa razy, patrzył na telefon. „Jest 7:17. Ale dzwon? Przecież go odłączyli przy remoncie.” Przed salą biologii pani Sobańska, dyrektorka, rozmawiała z panem Staszkiem. Złapałam urywki: „awaria”, „nikt nie ma kluczy”, „zakaz wchodzenia do starego skrzydła”. Słowo „zakaz” zabrzmiało jak zaproszenie. Dzwon ucichł, ale echo jeszcze chwilę trzymało się sufitu. Potem wszystko wróciło do zwyczajności: szkolne piknięcie z głośników, śmiechy, ktoś krzyczał, że znów są okazje w sklepiku. Tylko ja czułam, że ten dźwięk został gdzieś pod skórą. Na pierwszej lekcji pani Zawadzka kazała nam pisać wypracowanie o „najdziwniejszym poranku w szkole”. Znała się na ironii. Długopisy skrobały, a ja nie mogłam przestać myśleć o schodach prowadzących na wieżę. Słyszałam o nich tyle historii, że można by nimi obłożyć podręczniki: o tym, jak kiedyś uczniowie chowali tam petardy, jak ktoś znalazł pudełko z listami sprzed wojny, jak mechanizm zegara miał własny humor. Ale od kiedy wymieniono instalację, stara część była zamknięta na kłódkę i ozdobiona czerwono-białą taśmą. W połowie lekcji, kiedy pani Zawadzka nachylała się nad krzywymi zdaniami z ostatniej ławki, moje powiadomienia zawibrowały równocześnie z telefonami Maksa i Igora. Spojrzeliśmy po sobie. Na ekranie pojawił się komunikat z e-dziennika: „Wydarzenie dodane: Próba dzwonka. Czas: 7:17.” Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że nadawca nazywał się „N.N.”, a pod spodem widniały trzy inicjały: L.M.I. Podniosłam rękę. „Mogę do toalety?” „Po jednym.” Pani Zawadzka wbiła we mnie spojrzenie, ale kiwnęła. Zanim wyszłam, wskazałam Maksa i Igora pod ławką. Dogonili mnie pod gablotą z pucharami. „Kto robi próby dzwonka o siódmej siedemnaście?” wysyczał Maks. „I czemu wiadomka ma nasze litery?” „Może ktoś robi nam żart.” Igor mówił ciszej niż zwykle. Ze stresu nieśmiała czerwona plamka na jego szyi pociemniała. „Albo to... hmm... błąd systemu.” „Błąd, który zna nasze inicjały?” Uniosłam brew. „Idziemy na górę na długiej przerwie.” „Przecież ta część jest zamknięta.” „Zamknięta jak zamknięta.” Przesunęłam wzrokiem po fotografii w gablocie – klasa 1997. Pierwszy rząd, trzeci od lewej uśmiechał się chłopak w dżinsowej kurtce. Na jego piersi przypięty był przypinkowy znaczek: trzy koncentryczne kółka. Dwa dni temu widziałam taki sam symbol wydrapany na ławce pod oknem w naszej sali. Teraz pojawił się obok w powiadomieniu – kółka zamiast ozdobników. Przypadek? Na długiej przerwie korytarz kipiał. Orkiestra gromów – trzaski szafek, skrzypiące tenisówki, zgrzyt krzeseł. Pomiędzy tłumem przemykali nauczyciele z kubkami kawy. Minęliśmy panią Celinę z biblioteki: kłaniała się nam tym swoim ruchem brody, jakby co chwilę potwierdzała, że książki istnieją. Stare skrzydło zaczynało się za ciężkimi drzwiami obok auli. Ktoś przyczepił kartkę: „Remont – wejście wzbronione”. Kartka była świeża, a taśma, która miała „zabraniać”, zwisała smętnie, jak byle jaki szalik. „Jeśli nas złapią, będzie ochrzan.” Maks oblizał usta. „Jeśli wrócimy i ktoś inny wejdzie pierwszy, będę to sobie wypominała do końca ósmej klasy.” Pchnęłam drzwi. Skrzypnęły. Za nimi rozlał się półmrok, chłodniejszy o kilka stopni. Zapach kurzu uderzył nas w twarz jak gruba książka. Korytarz był węższy i niższy niż te „nowe”. Ściany łuszczyły się jak farba na starym płocie. Po lewej wisiała tablica korkowa z przeterminowanymi ogłoszeniami: „Zaginęła bluza z kapturem – nagroda”, „Koło szachowe”, „Poszukujemy chóru na obchody rocznicy szkoły”. Pod spodem ktoś ołówkiem napisał: 7:17, 7:17, 7:17... Liczby powtarzały się jak bębny. „Ktoś to zrobił wczoraj?” Igor przesunął palcem po cyfrze. Grafit zostawił smuge na opuszku. „Nikt tu nie wchodzi... niby.” Maks spojrzał w górę. Nad nami przebiegały drewniane galerie, prowadzące do wieży. Kiedy byłam młodsza, wyobrażałam sobie, że to miejsce żyje własnym życiem po lekcjach, jak strych dziadka. Schody skrzypiały. Z każdym stopniem robiło się ciszej, jakby szkoła zostawała za nami jak ciche morze. Tylko nasze oddechy i stuk obcasów. Na półpiętrze wisiał stary, pęknięty zegar bez wskazówek. Ktoś nakleił na nim żółtą karteczkę: „Czas się nie liczy, jeśli nie bije”. Zadrżałam, nie z zimna. „Dlaczego tu tak wieje?” Maks poprawił kaptur. Rzeczywiście, przeciąg wiał z góry, niósł z sobą zapach smaru i... coś słodkawego, jak toffi. „Może okno jest uchylone.” Igor wyjął latarkę z telefonu. Ekran zamigotał i... zgasł. Mój też. Maks zaklął pod nosem. „Serio?” wymamrotałam. „Na górze jest jak w puszce Faradaya?” „Nie działa sieć. Ale latarka powinna... nieważne.” Igor schował telefon i wyjął z kieszeni malutką lampkę na baterie – taki człowiek. Żółte światło rozlało się po schodach. Dźwięk szedł przed nami – cichy, podobny do tykania, chociaż nie było tu żadnych wskazówek. Na następnej kondygnacji korytarz skręcał przy oknie z mleczną szybą. Ktoś palcem narysował kółka. Trzy, jedno w drugim. Pod nimi: „Wejdźcie”. „Kto 'wy'?” spytał Maks, ale nie odpowiedziałam. Czułam w brzuchu to miękkie coś, co pojawia się tuż przed sprawdzianem, kiedy nie pamiętasz wzoru, a liczyć trzeba. Drzwi na samą górę były jeszcze cięższe niż te na dole. Miały zieloną farbę, miejscami zdartą do drewna. Zamek wyglądał jak prosty, ale ktoś wymienił klamkę na nową. Spróbowałam. Ustąpiła od razu, jakby to miejsce chciało nas wpuścić. Pokój na wieży był mniejszy niż sobie wyobrażałam. Na środku stał mechanizm dzwonu – koło zębate i oś, podłączone do czegoś, co wyglądało na dawno odłączony napęd. Pod sufitem wisiał dzwon, jego brzeg starty od lat uderzeń. W koncie stał stolik, a na nim zeszyt w kratkę, pęknięty wzdłuż grzbietu. Obok termos i kubek z odciskiem ust, jeszcze wilgotnym. Zakaszlałam, bo kurz zatańczył mi w nosie. „Ktoś tu był chwilę temu.” Maks uniósł brwi. Igor podszedł do stolika i położył palce na zeszycie, tak jakby bał się, że papier go ugryzie. Otworzył. Na stronie było kilka zdań napisanych równym, pochylonym pismem: „Dzwonić wolno tylko o 7:17. Inaczej się złości.” Pod spodem trzy krótkie kreski i inicjały: L.M.I. Moje serce zrobiło fikołek, a potem drugi. „To nie jest zabawne.” „Może... to literki od czegoś innego.” Igor mówił, ale brzmiał jak ktoś, kto tłumaczy coś sam sobie. Na ścianie, tuż nad parapetem, ktoś kredą napisał: „Przyszliście. W końcu.” Kreda kruszyła się jeszcze na brzegach liter, jakby dopiero co wyschły. „Nie podoba mi się to.” Maks sięgnął do termosu, dotknął go z wierzchu i cofnął rękę. „Ciepły.” Przez sekundy staliśmy jak wciśnięci w pauzę. Potem powietrze w pokoju zadrżało, a cienki metalowy łańcuch, który biegł z mechanizmu do dzwonu, drgnął sam z siebie. Raz. Drugi. Trzeci. W tym samym momencie nasze telefony – martwe jeszcze przed chwilą – zawibrowały jednocześnie. Na czarnym ekranie, bez żadnych ikon, wyskoczyło białe zdanie: „Jeszcze krok.” Gdzieś pod podłogą coś zachrobotało. Kiedy odwróciłam głowę, zobaczyłam, że drzwi za nami nie są już tak szeroko otwarte. Przymknęły się, jakby ktoś położył na nich dłoń. A potem, ponad naszymi głowami, dzwon zagrał pojedynczy ton – cichszy niż wcześniej, ale tak czysty, że aż skręciło mi żołądek. „Halo?” odezwał się ktoś z ciemnego narożnika, którego wcześniej nie doświetliliśmy lampką. Głos był miękki, głęboki, jakby znał nas od dawna. „Lena. Maks. Igor. Spóźniliście się...”


Author of this ending:

Age category: 13-15 years
Publication date:
Times read: 33
Endings: Zero endings? Are you going to let that slide?
Category:
Available in:

Write your own ending and share it with the world.  What Happens Next?

Only logged-in heroes can write their own ending to this tale...


Share this story

Zero endings? Are you going to let that slide?


Write your own ending and share it with the world.  What Happens Next?

Every ending is a new beginning. Write your own and share it with the world.