Dzwon, którego nikt nie słyszał
Stare Liceum nr 3 w centrum miasta wyglądało na zewnątrz zupełnie zwyczajnie – szare mury, wyszczerbione schody, gdzieniegdzie popękane szyby. Ale dla Julki, Wiktora i Sary ta szkoła od dawna była czymś więcej niż tylko miejscem nauki. Była jak labirynt, w którym każdy dzień niósł nowe niespodzianki, a korytarze miały swoje własne historie.
Pewnego chłodnego październikowego poranka wszystko zaczęło się od dziwnego incydentu. Julka siedziała na ławce przed szkołą, patrząc na szeroko otwarte drzwi wejściowe. Wiktor, jej sąsiad z klatki obok, podszedł, wymachując śniadaniem w plastikowym pudełku.
– Słyszałaś? Dzwonek zadzwonił dziś o szóstej rano! – rzucił z przejęciem.
Sara podeszła do nich chwilę później, poprawiając burzę rudych włosów. – Moja siostra była już wtedy na szkolnym boisku. Mówiła, że nikogo nie było, ale dźwięk słychać było w całym budynku.
Zaintrygowani, postanowili sprawdzić sprawę podczas długiej przerwy. Szkoła w ciągu dnia pulsowała życiem – z klasy do klasy przemykali uczniowie, na korytarzach panował typowy gwar. Jednak w momentach, gdy wszyscy byli zajęci, czasem dało się zauważyć coś niecodziennego: ktoś szeptał pod drzwiami zamkniętej sali 12c, gdzie dawno temu mieściła się biblioteka, a okno na drugim piętrze zawsze zacinało się podczas deszczu.
Wiktor, który zawsze nosił ze sobą latarkę oraz niewielką apteczkę (na wszelki wypadek), popołudniu namówił dziewczyny na małe rozpoznanie. – Może uda się nam znaleźć, kto włącza dzwonek o takich godzinach.
Zebrali się wszyscy po lekcjach. Korytarze opustoszały, a światło przebijało się przez kolorowe witraże na klatce schodowej. Szli ostrożnie na najwyższe piętro, gdzie od lat nikt już nie korzystał z dawnego gabinetu fizyki.
– Wiecie, że nikt od kilku lat tu nie wchodzi? – szepnęła Sara, oglądając się za siebie.
Przed drzwiami gabinetu natknęli się na starą tabliczkę z napisem: „Nie wchodzić bez pozwolenia!” Julka ostrożnie pchnęła drzwi, które zaskrzypiały złowieszczo, i zajrzeli do środka. Pomieszczenie powitało ich chłodem i kurzem. Na ścianie wisiał stary, zakurzony dzwonek, do którego prowadził pogięty kabel.
Wiktor ruszył pierwszy, latarka oświetlała ich drogę. Nagle gdzieś z dołu ponownie rozległ się charakterystyczny dźwięk dzwonka, tym razem zupełnie niepasujący do pory dnia. Zamarli na chwilę, nasłuchując. Ktoś lub coś musiało go uruchomić.
– To niemożliwe... – szepnęła Julka.
Nagle zza szafy po drugiej stronie sali coś zaszeleściło. Wszyscy troje spojrzeli na siebie, serca biły im szybciej. Kto odważy się podejść pierwszy? I co znajdą za chwilę w ciemnym kącie opuszczonego laboratorium?
Author of this ending:
English
polski
What Happens Next?