Did You Know?

Drzwi ze światła


Drzwi ze światła
Padało tak gęsto, że krople bębniły w szybę jak małe paluszki. U babci Heli pachniało kakao i szarlotką, a w korytarzu stały kalosze w rządku, jak żołnierze na warcie. Zosia przytuliła policzek do zimnej szyby i westchnęła. — Szkoda, że nie można wyjść — mruknął Staś, szturchając kota Groszka. Groszek był cały pręgowany, wąsaty i dumny. Zamiauczał, jakby powiedział: „To chodźmy gdzie indziej”. — Babciu, możemy na strych? — zapytała Zosia. — Tylko uważajcie na głowy i nie wchodźcie na wysoki stołek — odparła babcia Hela, podając im małą latarkę. — I zostawcie drzwi uchylone. Strych był na końcu korytarza. Schody skrzypiały wesoło: skrip, skrap, skrup. Kiedy Zosia pociągnęła za sznurek od lampy, światło nie zapaliło się. Wtedy Staś kliknął latarką. Wąski snop światła przesunął się po kartonach, walizkach i instrumentach. Pył zatańczył w powietrzu jak złote śniegowe muszki. — Zobacz! — Zosia przykucnęła przy starym globusie. — Tu morze jest zielone. — A tu jest bęben — ucieszył się Staś i lekko w niego stuknął. Bum! Od bębna odbił się głuchy, krótki dźwięk, jakby strych odpowiedział: „Ciii”. Groszek wskoczył na pudło z naklejką „Szale, kapelusze, takie tam”. Z kartonu wystawało pióro w groszki i szalik w pasy. Kot kichnął i prysnął w ciemność, a wtedy łapą dotknął czegoś, co zadzwoniło: ding. — To ta szafa — powiedziała Zosia. — Pachnie lawendą. Szafa stała w rogu, wysoka i cicha. Miała ciężkie drzwi i trzy gałki, jakby nie mogła się zdecydować, która jest prawdziwa. Zosia chwyciła tę środkową. Drzwi jęknęły i otworzyły się. W środku wisiały długie płaszcze i płócienne torby. Pachniało lasem i deszczem, choć nigdzie nie było wody. — Ale fajnie miękko — Staś wsunął rękę między płaszcze i zniknął w fałdach, aż po łokieć. — Jak w chmurze. — Nie ruszaj wszystkiego naraz — ostrzegła Zosia, ale też nie wytrzymała. Schowała się wśród materiałów, a świat zewnętrzny od razu przycichł. Gdzieś daleko wciąż padało, lecz tutaj było ciepło i cicho. Groszek ostrożnie wdrapał się za nimi i zawiesił się na półce, jak dzwonek. Zosia dotknęła tylnej ścianki szafy. Była gładka, chłodna i… troszkę mokra? — Ojej! — pisnęła i zabrała palec. Na opuszkach została kropelka, lśniąca jak kropla rosy. Staś przyłożył dłoń obok. — Chyba się rusza — szepnął. Ścianka zamigotała. Jakby ktoś dmuchnął na taflę wody, pojawiły się małe fale. Zosia spojrzała na Stasia, a Staś na Zosię. Groszek zrobił wielkie oczy. — Może to lustro? — Zosia znowu dotknęła. Tym razem nie poczuła drewna. Palce weszły odrobinkę do środka. Jakby zanurzyła je w galaretce. Powietrze było tu inne. Pachniało latem, miodem i świeżo skoszoną trawą. Z tyłu szafy zaświeciło miękkie światło. Najpierw jak plamka, potem jak okrąg, a w końcu jak wysokie drzwi, które ktoś narysował kredą i potem dmuchnął, żeby zapłonęły. — Zosia… — Staś wziął siostrę za rękę. — Widzisz? Za drzwiami nie było ciemno. Widać było coś jak łąkę, ale trawa była długa i miała końcówki jak wstążki. W oddali stały latarnie, jednak zamiast żarówek miały pióra, które świeciły na błękitno. Po niebie płynęły wielkie obłoki, różowe jak wata cukrowa. Z jednego obłoku wypłynął ptak, który miał ogon jak kometa: łuna ciągnęła się za nim jak wstążka na wietrze. Słychać było dzwoneczki. Cichutkie, jakby śmiały się do kogoś. Groszek mruknął i pacnął łapką w świecącą ramę. Drzwi zadrżały leciutko i wysunęły się jeszcze o włos w ich stronę, jakby zapraszały: wejdźcie. — Myślisz, że to bezpieczne? — spytał Staś, ale w jego oczach świeciła ciekawość. — Tylko zajrzymy — zdecydowała Zosia. — Jak do pudełka z guzikami. Z kieszeni Zosi wypadł prawdziwy guzik. Potoczył się i stuknął o próg: tik. I wtedy stało się coś dziwnego. Po drugiej stronie w trawie rozgarnęły się źdźbła, jakby ktoś przeszedł. Dotarł do nich zapach cytrynowych cukierków i morskiej bryzy, chociaż żadne morze nie było blisko. — Słyszysz? — Staś przekrzywił głowę. Daleko, po tamtej stronie, rozległ się śmiech. Krótki, perlisty i radosny. Za śmiechem poszło pluskanie, choć nie było rzeki. Pofrunął papierowy samolot, biały, z niebieskim czubkiem. Wyleciał przez świecącą ramę i cicho usiadł Zosi na ramieniu. Był miękki, jakby zrobiony z bardzo starej chustki. — O, kartka! — Zosia rozwinęła samolocik. W środku były narysowane trzy kropki i strzałka, która prowadziła do narysowanej dłoni na klamce. — Trzy? — Staś zacisnął palce na dłoni siostry. — To policzmy. — Raz… — wyszeptała Zosia. Groszek zadrżał z emocji i jego wąsy zawibrowały jak struny. — Dwa… — oddech Stasia stał się krótki i szybki, jak skrzydła kolibra. Światło w drzwiach skrzyło się coraz jaśniej. W piórowych latarniach po tamtej stronie zadrżały piórka i zaszemrały, jakby ktoś je gładził dłonią. — Trzy! — Zosia wyciągnęła palec, żeby dotknąć klamki z utkanej ze światła wstążki. I wtedy, tuż po drugiej stronie, na tej samej klamce położyła się czyjaś mała łapka w rękawiczce w białe kropki. Drzwi drgnęły, w powietrzu zatańczyły tysiące złotych drobinek, a klamka zaczęła się powoli obracać.


Author of this ending:

Age category: 5-7 years
Publication date:
Times read: 36
Endings: Zero endings? Are you going to let that slide?
Category:
Available in:

Write your own ending and share it with the world.  What Happens Next?

Only logged-in heroes can write their own ending to this tale...


Share this story

Zero endings? Are you going to let that slide?


Write your own ending and share it with the world.  What Happens Next?

Every ending is a new beginning. Write your own and share it with the world.