Did You Know?

Drzwi z kredy


Drzwi z kredy
W kamienicy przy ulicy Kwiecistej, na samym poddaszu, mieszkała Babcia. Pachniało tam pieczonym jabłkiem, kurkumą i świeżą pościelą. Tego popołudnia deszcz bębnił w szybę, a na klamce wisiały dwa małe płaszcze: żółty w kropki i granatowy w gwiazdy. — Babciu, możemy rysować na podłodze? — zapytała Lila, która miała siedem lat, długą grzywkę i kieszenie pełne guzików. — Tylko kredą, kochanie, i tylko w korytarzu — uśmiechnęła się Babcia i postawiła na stole kubek z kakao. — A jak skończycie, to razem posprzątamy. Kostek, młodszy brat Lili, miał pięć lat i nosił skarpetki w paski. Już wyciągał pudełko z kolorową kredą. Korytarz u Babci był długi jak pociąg i cichy jak wieczorem księżyc. — Zrobimy wielkie drzwi! — powiedziała Lila. — Takie do innego miejsca. Z klamką, zawiasami i dziurką od klucza. — A po drugiej stronie będą latawce — dodał Kostek. — I trawa, która śpiewa. Lila zaczęła rysować. Najpierw prostokąt, potem łuk u góry, ozdobne listki po bokach. Kostek ostrożnie dorysował okrągłą klamkę i małą, okrągłą dziurkę tuż pod nią. Linie były grube, miękkie i lekko się kruszyły, zostawiając kolorowy pyłek. — Dobrze by było mieć klucz — mruknęła Lila, przykładając palec do brody. — Może jest w skarbczyku Babci? — szepnął Kostek. Skarbczykiem nazywali mały kredens, w którym Babcia trzymała dziwne skarby: wstążki, guziki, pudełka po cukierkach i drewniane klamerki. Lila ostrożnie otworzyła drzwiczki. W środku, na samym końcu, znalazła blaszane pudełko z namalowanym kotem i księżycem. — Mogę? — zawołała do kuchni. — Zaglądajcie, tylko niczego nie kruszcie! — odpowiedziała Babcia, mieszając łyżką w garnku. — Tam jest sporo starych drobiazgów. Lila uniosła wieczko, a kostki kredki stuknęły o drewno. W pudełku leżał mały srebrny kluczyk. Na jego główce ktoś wyrył chmurkę. — Pasuje! — Zachwycony Kostek podskoczył tak, że skarpetki zsunęły mu się o centymetr. Kiedy kluczyk dotknął narysowanej dziurki, stało się coś bardzo cichego. Jakby pod deskami zaszemrał śmiech. Klamka, narysowana grubą, żółtą kredą, nagle... zrobiła się chłodna, jak prawdziły metal. — Czujesz? — Lila położyła na niej palce. — Ona jest twarda. Kostek przyłożył ucho do drzwi. — Tam... coś szumi. Jak wiatr z latawcami. Cały korytarz ucichł. Deszcz nadal stukał, ale jakby dalej, za grubą zasłoną. Zegar na ścianie tykał powoli i patrzył na dzieci okrągłym, mądrym okiem. Kiedy Lila wsunęła kluczyk, kredowa dziurka od klucza mignęła srebrną iskrą. „Klik.” — Lila, a jak tam jest ciemno? — zapytał szeptem Kostek. — Najpierw zajrzymy — odszepnęła Lila. — Jak w szafie, kiedy bawimy się w chowanego. Babcia, przechodząc obok z blachą jabłkowego placka, kucnęła przy drzwiach z kredy. Popatrzyła na klucz, potem na dzieci. Uśmiechnęła się tak, jakby znała już bardzo dużo rysunkowych historii. — Pamiętajcie, weźcie swetry — powiedziała tylko, jakby radziła na jesienną wycieczkę. — I nie rozmawiajcie z pierwszym lepszym wiatrem. — Z wiatrem nie rozmawia się pierwszym lepszym, tylko drugim — zażartował Kostek i wszyscy troje się roześmiali. Babcia wróciła do kuchni, a Lila ostrożnie przekręciła kluczyk. Zamek zaskoczył, ale nie tak, jak zwykły zamek. Zadrżała podłoga, a kredowe linie drgnęły, jakby nabrały wody i światła. Klamka błysnęła. Na moment w całym korytarzu zapachniało morzem i cynamonem. — Słyszysz te dzwoneczki? — zapytał Kostek, łapiąc Lilę za rękaw. Gdzieś, bardzo daleko, zabrzęczały trzy dźwięczne nuty, jak małe, srebrne rybki. Przez cienką szczelinę między drzwiami a podłogą zaczęło wpadać wyjątkowe światło. Nie było białe ani żółte. Było jak poranna mgiełka, w której tańczą iskry. Kostek przykucnął i zajrzał pod same drzwi. — Tam są... schodki? — W jego oczach odbiły się miękkie, białe stopnie, jakby ułożone z chmur. Lila poczuła, że jej serce bije szybciej, ale nie ze strachu, tylko z ciekawości, która łaskocze w brzuchu. Ostrożnie położyła dłoń na klamce. Była ciepła jak kubek z kakao. — Jeszcze kawałek — szepnęła. — Tylko trochę. Drzwi uchyliły się o szerokość dłoni. Korytarz zrobił się większy, jakby miał więcej miejsca na oddech. Z drugiej strony powiał miękki wiatr, pachnący kurzem starych książek, mokrą trawą i czymś, co przypominało pieczone jabłka, lecz słodsze. — Spójrz! — Kostek wskazał palcem na coś, co mignęło tuż przy progu. Z wnętrza wypadło piórko. Nie było jak zwykłe piórko. Miało cieniutkie, złote brzegi i było ciepłe, kiedy Lila dotknęła je opuszkiem palca. — Ono świeci — wyszeptała. — Ale tylko w środku. Piórko zatrzepotało, jakby wstydziło się być tak blisko podłogi, i uniosło się wyżej, aż do poziomu oczu. Zatańczyło mały kółek-taniec i poleciało z powrotem, w szczelinę. Wtedy w środku coś zaszemrało, jak śmiech zagubionego strumyka. Potem rozległo się ciche: puk, puk, puk — trzy razy, bardzo uprzejmie. — Kto puka do naszych narysowanych drzwi? — zapytał Kostek, podskakując z emocji. Drzwi odpowiedziały tylko leciutkim drgnięciem. Klamka poruszyła się sama, jakby ktoś po drugiej stronie też miał do niej rękę. Zewnątrz deszcz zamilkł, jakby cały świat na chwilę przystał. — Jesteście gotowi? — dobiegł ich głos Babci z kuchni. Był spokojny, a jednocześnie pełen czegoś, co zawsze sprawiało, że Lila czuła się odważniejsza. — Trochę — powiedziała Lila, ale głos uciekł jej w szept. Zdjęła z krzesła swój sweter w gwiazdy i założyła go szybko. Kostek naciągnął kaptur od bluzy tak, że wyglądał jak miękka żaba. Stanęli razem przy drzwiach, blisko, tak blisko, że Lila czuła ciepło dłoni brata. — Policzmy do trzech — zaproponował Kostek. — Ty liczysz, a ja trzymam klamkę. — Raz... — Lila wzięła oddech i poczuła zapach, którego nie znała, a który był jak obietnica wakacji. — Dwa... — Korytarz jakby pojaśniał, a kredowe linie wokół drzwi zamigotały jak gwiezdny pył. — Trzy! — powiedzieli razem. Klamka przekręciła się do końca z cichym „klik”. Drzwi uchyliły się szerzej. Po tamtej stronie mignęły miękkie schodki z chmur, dalekie, kolorowe latawce i coś, co wyglądało jak drewniana latarnia zawieszona w powietrzu. I wtedy, dokładnie w tej samej chwili, której nie dało się zatrzymać, z wnętrza popłynął do nich głos, ciepły i zaskoczony: — Lila? Kostek? Dzieci spojrzały na siebie tak, jak patrzy się, gdy otwiera się zupełnie nowa sobota. A klamka w ich dłoniach nagle zrobiła się jeszcze cieplejsza, jakby ktoś po drugiej stronie zaczął otwierać drzwi na oścież...


Author of this ending:

Age category: 5-7 years
Publication date:
Times read: 30
Endings: Zero endings? Are you going to let that slide?
Category:
Available in:

Write your own ending and share it with the world.  What Happens Next?

Only logged-in heroes can write their own ending to this tale...


Share this story

Zero endings? Are you going to let that slide?


Write your own ending and share it with the world.  What Happens Next?

Every ending is a new beginning. Write your own and share it with the world.