Did You Know?

Drzwi z błyszczących liter


Drzwi z błyszczących liter
Deszcz stuka w szyby jak palce na bębenku. Lena trzyma parasolkę w serduszka, a Olek robi wielkie susy przez kałuże. Pod klonem czeka na nich mała biblioteka. Nad drzwiami wisi tabliczka: „Pod Klonem”. Pachnie tu papierem, gruszkami z jesiennego sadu i świeżo zaparzoną herbatą. — Dzień dobry! — mówi pani Hania z okularami na łańcuszku. — Mam dziś dla was coś specjalnego. Sięga do szufladki i podaje Lenie i Olkowi lnianą zakładkę. Jest miękka, z niebieską nitką, a na końcu ma maleńki srebrny guziczek w kształcie gwiazdy. — To zakładka wędrowniczka — uśmiecha się pani Hania. — Lubi trafiać do książek, które długo czekały. W kąciku dziecięcym leży żółty dywan w kropki. Jest też półka niska jak ławka i fotel w paski, który skrzypi jak stary ptaszek. Lena odkłada plecak. Olek rozgląda się, aż jego wzrok pada na wąską granatową książkę, która wystaje z rzędu. Ma srebrny róg, który błyszczy jak kropla deszczu. — Patrz, Lena! — Olek dotyka rogu i szybko cofa palec. — Ciepła! Książka gra cichutko jak muszelka przy uchu. Lena siada i kładzie ją na kolanach. Na okładce nie ma tytułu. Tylko cienkie pęknięcie, jakby ktoś poprowadził kreskę ołówkiem. — Może ta zakładka tu pasuje — mówi Lena i przytyka lniany ogonek z gwiazdką do srebrnego rogu. Guziczek dotyka metalu. Klik. Przez sekundę nic. A potem granat zmienia odcień, robi się głębszy, jak noc tuż przed snem. Lena otwiera książkę. Pierwsza strona jest pusta, ale na papierze widać mokre ślady jak po kroplach. Jedna kropla rośnie, rozciąga się i zamienia w literę. Potem w drugą. I w trzecią. Litery wyskakują jak bańki mydlane i unoszą się ponad stroną. — Ojej — szepcze Olek. — One fruną! Litery kręcą kółka, łączą się i rozłączają. Tworzą łańcuch. Tworzą łuk. Tworzą drzwi. Drzwi są ze światła i papieru. Drżą jak flaga na wietrze. W środku błyszczy coś zielonego. — Słyszysz? — Lena wstrzymuje oddech. Zza drzwi dochodzi miękki dźwięk. Jakby ktoś śmiał się bardzo cicho, a potem stukał łyżeczką o filiżankę. Szszsz. Tyk-tyk. Pachnie miętą i ciepłym chlebem. Z dywanu podnosi się kot biblioteczny, bure pręgi na grzbiecie, różowy nos. Ma na imię Migdał. Przeciąga się, trąca ogonem bukę i wskakuje obok książki. Jego wąsy iskrzą na chwilę. — Pani Haniu! — woła Olek. — Proszę zobaczyć! Ale pani Hania akurat układa wózek z książkami. Macha do nich z daleka i puszcza oko, jakby chciała powiedzieć: „Czytajcie śmiało”. Lena przygląda się drzwiom. Na ich krawędziach stoją malutkie literki, które machają: c, a, ł, o, w, i, e, k. Olek śmieje się szeptem. — One do nas machają! — To chyba przejście — szepcze Lena. — Do jakiegoś miejsca. Za drzwiami coś lśni. Widać skrawek nieba jaśniejszy niż lampki w czytelni. Chmury są tam nisko, miękkie jak poduszki. Zamiast drogi płynie ścieżka z listków, które świecą jak świetliki. Po lewej stronie stoi dom z filiżanek. Paruje z niego cudny zapach malinowego naparu. Na barierce wisi wstążka z gwiazdek. Ktoś musnął ją palcem, bo słychać cichy dzwonek. Migdał robi „mrr” i dotyka pyszczkiem srebrnego guziczka. Drzwi rozszerzają się i nagle są większe, tak duże, że Lena i Olek mogliby przez nie przejść. Powiew wychyla im włosy. Kartki pobliskich książek szeleścią, jakby coś wzywało je do tańca. — Spróbuję — mówi Olek i wyciąga rękę przez jasny łuk. Jego palce znikają just za linią liter i pojawiają się znów. Olek chichocze. — Łaskocze! Tam pachnie jak po burzy. Lena czuje, jak jej serce robi hop-hop. Kładzie palce na lnianej zakładce. Jest cieplutka i trochę drży. Na guziczku widać maleńką gwiazdkę. Miga raz. Drugi. Trzeci. Jakby odliczała czas. — Chyba nie możemy czekać — mówi Lena cicho. — Drzwi mogą się zamknąć. Z drugiej strony ktoś przechodzi po listkowej ścieżce. Tup, tup, tup — ale lekko, jak kroki z waty. Cień przemyka po wstążce z gwiazdek. Dzwoneczek znów brzęczy. Migdał unosi łapy i patrzy jak zaczarowany. — Halo? — woła Olek w stronę przejścia. — Jest tam ktoś? Przez drzwi przelatuje papierowy ptak z wyciętym dziobkiem i skrzydłami z gazet. Siada na krawędzi książki, strzepuje z piór drobne literki i kłania się niziutko. Jego oczy są jak dwie kropki po piórze. — Jesteście na czas — mówi cienkim, trochę szeleszczącym głosem. — W tamtym świecie wszystko właśnie się zaczyna. Ale trzeba szybko. Drzwi długo nie zostaną otwarte. W tym samym momencie gdzieś w głębi biblioteki zegar gra melodię pełną miękkich, kręcących się dźwięków. Lena i Olek patrzą po sobie. Olek ściska jej dłoń. Lena czuje ciepło i odwagę, która budzi się jak promień słońca za chmurą. — A jeśli… — zaczyna Lena, ale nie kończy. Bo nagle z wnętrza drzwi wychyla się coś jeszcze: wiatr niesie śmiech, a razem z nim drobny list, który wiruje jak płatek. Ląduje Lenie na kolanach. Na kopercie, niebieską nitką, ktoś napisał: „Leno i Olku — potrzebujemy was”. Guziczek na zakładce miga szybciej. Litery w drzwiach na moment bledną, jakby zamrugały ze zmęczenia. Papierowy ptak unosi się i zatacza koło. — Teraz — szepcze. — Albo litery opadną i trzeba będzie czekać do kolejnego deszczu. Migdał podnosi łapę i delikatnie dotyka świetlistej ramy. Z wnętrza przejścia dochodzi delikatne wołanie, jak śpiew wiatru między gałązkami. Lena robi krok do przodu, Olek obok niej. Ich dłonie splatają się mocniej. Światło tańczy im na policzkach, a drzwi z błyszczących liter lekko drżą, gdy Lena stawia stopę tuż, tuż przy świetlistej granicy...


Author of this ending:

Age category: 5-7 years
Publication date:
Times read: 38
Endings: Zero endings? Are you going to let that slide?
Category:
Available in:

Write your own ending and share it with the world.  What Happens Next?

Only logged-in heroes can write their own ending to this tale...


Share this story

Zero endings? Are you going to let that slide?


Write your own ending and share it with the world.  What Happens Next?

Every ending is a new beginning. Write your own and share it with the world.