Did You Know?

Drzwi w wierzbie


Drzwi w wierzbie
Na końcu ulicy Rumiankowej stał staw tak gładki, że lubił udawać lustro. A tuż przy jego brzegu rosła stara wierzba. Zwieszała długie gałązki aż do samej wody, jakby głaskała fale. Latem dawała cień, jesienią szeptała o liściach, a zimą otulała się śniegiem jak szalikiem. Zosia i Tolek znali tę wierzbę od zawsze. Zosia miała siedem lat i włosy związane w dwa sprężyste kucyki. Tolek miał sześć lat, kieszenie pełne skarbów i buty, które zawsze znajdowały kałuże. Czasem towarzyszył im wróbelek Pchełek, niewielki jak rożek lodów, za to odważny jak czapka strażaka. Pewnego wieczoru, tuż po deszczu, powietrze pachniało mokrą trawą i świeżymi bułkami z piekarni. Staw mrugał srebrkami, a wierzba wyglądała, jakby ktoś posypał jej liście iskrami. Zosia przyłożyła ucho do pnia. — Słyszysz? — szepnęła. Tolek też przyłożył ucho. Zamiast zwykłego szur-szur, usłyszeli trzy ciche nuty, jak na maleńkim flecie: ti-rii, ti-rii, ti-rii. Pchełek nadstawił główkę i zafurkotał skrzydłami tak szybko, że zrobił mały wiatr. Nagle z wysokiej gałęzi odłączył się jeden liść. Nie spadał zwyczajnie. Krążył w powietrzu, wirował, a na jego zielonej skórce błysnęły jasne kropki, ułożone jak gwiazdy. Liść wylądował prosto na dłoni Zosi. Był ciepły, jakby leżał na słońcu. — Zobacz! — Tolek wskazał pień. — Tam… coś się rysuje! W korze wierzby pojawiły się delikatne linie, najpierw jak pajęczynka, potem coraz wyraźniejsze. Powstał zarys małych drzwi. Miał kształt łuku, a pośrodku wyrosła okrągła gałka, podobna do żołędzia. Nad drzwiami błyszczały trzy listeczki ułożone jak nuty na pięciolinii. Zosia dmuchnęła na liść w swojej dłoni. Błyszczące kropki przesunęły się i ułożyły strzałkę, która wskazała prosto na gałkę w korze. Pchełek zniżył lot, piknął zadowolony i usiadł Tolkiem na ramieniu. — Czy to… zaproszenie? — zapytał Tolek bardzo cicho. Zosia nie odpowiedziała. Zrobiła krok do przodu i dotknęła gałki. Była chłodna i gładka. Próbowała przekręcić, ale nic się nie stało. Gałka była nieruchoma jak kamyk. — Może trzeba klucza — mruknął Tolek, wyciągając z kieszeni ołówek, kapsel, guziczek i kawałek sznurka. Żaden ze skarbów nie pasował. Wróbelek Pchełek nagle uniósł się w powietrze i zanurkował w trzcinach. Słychać było tylko plusk i szu-szu. Po chwili wrócił, ciągnąc w dziobie coś, co wyglądało jak piórko, ale nie było ptasie. Było srebrne, cieniutkie i drżało jak promyk wody. — Skąd to? — zdziwiła się Zosia. Pchełek puścił piórko na jej dłoń i dumnie spęczniał. Gdy Zosia przybliżyła piórko do zarysowanych drzwi, srebrzysty blask delikatnie poruszył linie w korze. To nie był klucz do dziurki. To było coś w rodzaju pędzelka dla światła. — Spróbuj narysować gałązkę — podpowiedział Tolek. Zosia pociągnęła piórkiem po korze, łącząc kropki z liścia z nutami nad drzwiami. Tam, gdzie dotykała, kora miękła jak gruba tkanina, a ślad rozświetlał się jasnym szlakiem. Wokół zapachniało miodem i deszczem, jak wtedy, gdy otwiera się okno po burzy. — Ojej — powiedział Tolek, robiąc wielkie oczy. — Ona oddycha. Wierzba naprawdę nabrała powietrza. Liście cicho zadźwięczały, jakby ktoś zawiesił na nich maleńkie dzwoneczki. Staw przycichł. Nawet żaby przestały kumkać. Z okien pobliskich domów powoli gasły światła, a niebo nad wodą ciemniało w granat. Zosia i Tolek stanęli obok siebie. Pchełek usiadł im między ramionami, żeby było mu raźniej. Zosia ścisnęła piórko w palcach, Tolek ścisnął dłoń Zosi. — Gotowy? — zapytała. — Jak kromka z dżemem — odparł Tolek, kiwając głową bardzo poważnie. Zosia narysowała ostatnią linię. Srebrny ślad połączył się z żołędziową gałką i wsiąkł w korę. Coś w środku drzewa stuknęło cicho: tik… tak… tik… tak… jak tykanie bardzo starego zegarka. Drzwi zadrżały, a gałka poruszyła się milimetr, potem drugi. Liście nad nimi zaszumiały szybciej. Na wodzie pojawiły się drobne kółka, jakby ktoś niewidzialny stawiał małe kroczki. W korze rozbłysły kręgi światła, coraz jaśniejsze, jak fale na kałuży, gdy spada deszcz. — Słyszysz? — Zosia nastawiła uszy. — Tam ktoś… Z głębi pnia dobiegł dźwięk, którego nie umieli nazwać: trochę śpiew, trochę dzwonek, trochę przewracane kartki. Gałka drgnęła trzeci raz. Pchełek wsunął główkę pod skrzydełko, a potem natychmiast znów ją wystawił, bo ciekawość było większa niż drzemka. Wiatr zawiał prosto od stawu, przynosząc zapach mokrej kory i słodkiej lipy. Zosia poczuła, jak jej serce bije szybciej. Tolek przełknął ślinę i wyprostował się odważnie. Gałka poruszyła się jeszcze odrobinę i… sama zaczęła się obracać. W tym samym momencie tuż przy ziemi coś gwizdnęło, z trzcin dobiegło jedno, bardzo wyraźne: plums!, a na korze pojawiła się wąska, srebrna szczelina, która rozświetliła ich twarze jak latarenka. Drzwi w wierzbie właśnie się uchylały, a po drugiej stronie zamigotał cień, jakby ktoś wyciągał rękę do klamki z tamtej strony.


Author of this ending:

Age category: 5-7 years
Publication date:
Times read: 31
Endings: Zero endings? Are you going to let that slide?
Category:
Available in:

Write your own ending and share it with the world.  What Happens Next?

Only logged-in heroes can write their own ending to this tale...


Share this story

Zero endings? Are you going to let that slide?


Write your own ending and share it with the world.  What Happens Next?

Every ending is a new beginning. Write your own and share it with the world.