Did You Know?

Drzwi w Starym Dębie


Drzwi w Starym Dębie
Pierwszy dzień wakacji pachniał truskawkami i świeżo skoszoną trawą. Słońce bawiło się w chowanego między liśćmi, a wiatr szeptał w lesie tuż za łąką Brzozowej Doliny. Pola miała na kolanach skórzany plecaczek, a Kuba trzymał pod pachą łódeczkę z kory. Ich pies, Mig, merdał ogonem tak mocno, że aż kropelki rosy skakały z trawy. — Idziemy tylko do strumyka i na łąkę — zawołała Pola do mamy, która podlewała pomidory. — Zostańcie blisko Starego Dębu i bądźcie razem — odpowiedziała mama. — Wracajcie przed podwieczorkiem. — Hau! — dodał Mig, jakby obiecywał, że będzie pilnował. Strumyk mruczał miękko i lśnił jak srebrna wstążka. Kuba położył łódeczkę na wodzie. Płynęła, kołysząc się delikatnie, aż nagle zawadziła o coś jasnego, co utknęło pod korzeniami wierzby. — Patrz! Słoik! — krzyknął Kuba. Pola kucnęła i ostrożnie wyciągnęła słoik. W środku, za szkłem, widać było zrolowaną kartkę przewiązaną niebieską nitką. Mig powąchał szkło i kichnął. — Ciapek jeden — zaśmiała się Pola. — Otworzę. Szkło było chłodne, a wieczko lekko zardzewiałe, ale w końcu puściło. Pola wysunęła zwitek i rozwinęła go na kolanach. Na kartce ktoś narysował gruby pień drzewa z okrągłym kółkiem pośrodku, obok czerwony mostek nad strumykiem i ścieżkę złożoną z małych kropek. Na końcu kropek było wielkie, falowane X jak pocałunek. — To wygląda jak nasza łąka! — szepnął Kuba. — I Stary Dąb! Ten na górce! Na rogu kartki była też namalowana łapka, prawie jak stempel z błota. Mig spojrzał na swój puchaty pazur, jakby chciał powiedzieć: „To moje!” — Kto mógł to narysować? — zastanowiła się Pola. Palcem przesunęła po kropkach. — Prowadzą od mostku do dębu. — Chodźmy! — poprosił Kuba. — Tylko do dębu, tak jak mówiła mama. Pakowanie zajęło tylko chwilę. Pola włożyła do plecaka dwa jabłka, butelkę wody i gwizdek. Kuba schował lupę i mały kompas z plastikową igłą, który dostał w przedszkolu. Mig dostał chustkę w groszki, bo tak mu do pyska pasowało. Przeszli przez czerwony mostek. Deski zaskrzypiały, a strumyk zamrugał słońcem spod spodku drewna. Za mostem zaczynała się łąka. Rumianki przytulały się do traw, a ważki rysowały w powietrzu niebieskie ósemki. — Zobacz! — Pola wskazała rząd stokrotek. Kwiatki układały się w delikatną strzałkę, dokładnie jak kropki na kartce. — Jakby ktoś rozsypał ślady. Szli powoli, krok za krokiem, żeby niczego nie przegapić. Mig biegł od zapachu do zapachu, lecz zawsze wracał, kiedy Pola gwizdała. Gdzieś wysoko dzięcioł wystukiwał swój rytm, a z daleka dało się usłyszeć miękki dźwięk: dzyń… dzyń… jak maleńki dzwoneczek. — Słyszysz? — zapytał Kuba, przystając. — Skąd to? — Może z wiatru — odparła Pola, choć sama patrzyła już ku górce ze Starym Dębem. Stary Dąb wyrastał z trawy jak łagodna wieża. Jego kora była pomarszczona jak mapa rzek, a konary rozpościerały cień chłodny i pachnący latem. W południowym świetle pień mienił się ciepłem, a liście mówiły szu… szu… jak kołysanka. — Spójrz na to miejsce — Pola położyła kartkę na kolanach i porównała rysunek z drzewem. — Tu powinno być kółko… Przesunęła dłonią po korze i poczuła gładki krążek, miękki jak polerowany orzech. Nie był wielki, mniej więcej jak talerzyk na kanapki. Mig siadł naprzeciwko i przechylił łepek. — To wygląda jak… — zaczął Kuba, ale nie dokończył, bo na gładkim krążku zamigotała plamka światła. Słońce, które przeciskało się przez liście, trafiło prosto w środek kółka. Dzyń… dzyń… zabrzmiało wyraźniej, chociaż nikt nie widział, skąd. Pola wstrzymała oddech. Krążek nagle drgnął pod palcami, jakby mruknął zadowolony. Na brzegu pojawiła się cieniutka kreska, najpierw jak rysa, potem jak prawdziwy kontur. Kora wokół poruszyła się cicho, a krążek zmienił się w zarys malutkich drzwiczek. — Ojej… — wyszeptał Kuba. — One… — Ciii — powiedziała Pola. — Posłuchaj. Za drzwiczkami coś delikatnie zaszeleściło, jak kartki w książce albo skrzydełka. Mig uniósł łapę i dotknął kory. W tym samym momencie z wnętrza pnia popłynął bardzo miękki, ciepły powiew, który pachniał miodem i lipą. Pola spojrzała na Kubę. — Jesteś gotów? Kuba skinął. Przesunął kompasem nad kółkiem, jakby to miało pomóc. Igła drgnęła i zakręciła się, a dzwoneczek znów zabrzmiał: dzyń… i dzyń. Pola dotknęła miejsca, gdzie pojawiła się kreska. Kora była ciepła jak nagrzany kamyk. Na samym środku drzwiczek, tam gdzie wcześniej była tylko gładź, wynurzyło się coś okrągłego i złotawego. Mały, błyszczący guziczek, jak guz od starego płaszcza. Zrobił „klik” i zatrzymał się, czekając. — Próbuję — szepnęła Pola. Serce stuknęło jej dwa razy, raz szybko, raz mocno. Kuba ścisnął rąbek jej plecaka. Mig położył ogon na trawie i nawet nie merdał. Palce Poli objęły guziczek. Był cieplutki i gładki. Powietrze zastygło, jakby cały dzień wstrzymał oddech razem z nimi. Gdzieś wysoko przestał stukać dzięcioł. Kropla rosy spadła z liścia i rozbiła się cichutko. Wtedy drzwiczki drgnęły, na ułamek chwili uchyliły się, a w szczelinie zamigotało coś niezwykle jasnego, jak gwiazdka zamknięta w kieszeni


Author of this ending:

Age category: 5-7 years
Publication date:
Times read: 33
Endings: Zero endings? Are you going to let that slide?
Category:
Available in:

Write your own ending and share it with the world.  What Happens Next?

Only logged-in heroes can write their own ending to this tale...


Share this story

Zero endings? Are you going to let that slide?


Write your own ending and share it with the world.  What Happens Next?

Every ending is a new beginning. Write your own and share it with the world.