Did You Know?

Drzwi w obrazie


Drzwi w obrazie
Deszcz stukał o parapet tak równiutko, jakby ćwiczył piosenkę. W mieszkaniu babci Zosi pachniało drożdżowym ciastem i cynamonem. Kocur Figiel mruczał na fotelu, a radio szeptało coś o pogodzie. Maja i Tymek siedzieli na dywanie w korytarzu i układali z klocków most przez wyimaginowaną rzekę. — Słyszysz? — Maja przechyliła głowę. — Ten deszcz robi plim, plim. Jak na naszych klockach. — Plim! — powtórzył Tymek i postawił najwyższą wieżę. — Ale moja wieża mówi bum! Wieża zrobiła dokładnie „bum” i rozpadła się na kolorowe kawałki. Klocki potoczyły się aż pod ścianę, tuż pod mały, stary obraz w złotej ramie. Maja nachyliła się, by zebrać czerwony klocek, i wtedy coś zobaczyła. Na obrazie była łąka. Zwyczajna, zielona, z kępami stokrotek. Ale trawa... poruszyła się. Nie jak pociągnięta pędzlem, tylko jak prawdziwa, kiedy dotyka ją wiatr. Stokrotki skinęły białymi główkami. Przez obraz przeleciała ważka i zostawiła za sobą cienką, błękitną smugę, która uniosła się nad szkłem i znikła. — Tymek, patrz! — Maja dotknęła ostrożnie szybki opuszkiem palca. Zamiast twardego szkła poczuła chłód i... miękkość, jak w galaretce. Tymek zrobił wielkie oczy. — Obraz się ugina! A może to kisiel? — Kisiel w ramie? — zachichotała Maja, ale zaraz spoważniała. W prawym dolnym rogu, tuż przy złotej ramie, coś było wyryte drobnymi literkami. — Poczekaj, tu coś pisze. Maja przysunęła się bliżej. Literki błyszczały jak mokre ziarenka piasku: „Gdy deszcz gra, zapukaj trzy razy”. — Babciu! — krzyknął Tymek w stronę kuchni. — Możemy pobawić się na korytarzu? — Możecie, skarby! Tylko nie biegajcie — odpowiedziała babcia Zosia, gniotąc ciasto tak, że aż stół popiskiwał. Maja i Tymek spojrzeli na siebie. Tymek przełknął ślinę, Maja skinęła głową. Ułożyli dłonie na zimnej ramie. — Gotowy? — szepnęła Maja. — Gotowy. Ale jak się puka do obrazu? — Normalnie. Zapukali: raz, dwa, trzy. Puk, puk, puk. Szyba zawibrowała jak nitka w strumieniu. Po korytarzu przebiegł szept, jakby ktoś potrząsnął liśćmi. Z obrazu powiał cieplejszy wietrzyk i przyniósł ze sobą zapach mokrej trawy i miodu. Złota rama zadrżała, zaskrzypiała cichutko i... rozchyliła się jak małe drzwiczki. Po drugiej stronie była ta sama łąka, ale nie namalowana. Prawdziwa, połyskująca kroplami. Wśród traw wiły się ścieżki z jasnych kamyków. W dali coś brzęczało jak dziesięć małych dzwonków. Nad wszystkim unosił się szeroki, niebieski kawałek nieba, choć za oknem babci były chmury. — Uff... — Tymek dmuchnął, bo spod ramy wypadł mały papierowy samolocik i zawadził go w policzek. Na skrzydełku było napisane: „Halo?”. — Halo — wyszeptała Maja do otwartych drzwiczek, choć sama nie wiedziała, czy to ma sens. — Kto tam? Odpowiedziało im delikatne „psssyt”, jakby ktoś bał się mówić głośniej. Na ścieżce mignęło coś błękitnego. Przyfrunęła ważka, ta sama co przed chwilą. Zawisła tuż przed Mają. Na cienkiej szyjce miała maleńki, srebrny kluczyk, który błyskał jak kropla wody w słońcu. Ważka trzepotała skrzydełkami, a kluczyk dzwonił: ding-ding. — Ona ma klucz! — Tymek wyciągnął rękę. Ważka usiadła mu na palcu i zsunęła kluczyk na jego dłoń. Kluczyk był cieplutki. — Do czego? — zastanowiła się Maja i zaraz zauważyła, że po wewnętrznej stronie ramy, tam gdzie dotąd był tylko gładki brzeg, pojawiła się maleńka dziurka na klucz. Ważka krążyła niespokojnie, jakby chciała powiedzieć: „No już, no już!”. Z łąki dobiegł ich cienki głosik: — Halo? Czy ktoś tam jest? Potrzebujemy kogoś małego, odważnego i miłego! Maja poczuła, że serce robi jej hop-hop szybciej niż zwykle. Spojrzała na korytarz. Figiel podniósł łeb i patrzył, jakby oglądał najlepszy serial. Z kuchni płynęło stukanie miski i gwizdanie babci. — Pójdziemy tylko kawałeczek — szepnęła Maja. — Zostawimy ślad, żeby wrócić. Rozwiązała czerwoną wstążkę z kucyka i zawiązała ją na zewnętrznej klamce złotej ramy. Wstążka powiewała jak ogonek komety. — A jeśli tam... pada? — spytał cicho Tymek, zaglądając przez próg na łąkę, gdzie krople lśniły jak cukierki. — To mamy kalosze — przypomniała mu Maja. Oboje mieli na nogach granatowe kalosze z żółtymi paskami, bo przecież za oknem lało. Tymek delikatnie wsunął srebrny kluczyk do dziurki. Klik! Coś w ramie zagrało, jakby wewnątrz mieszkały maleńkie pozytywki. Drzwiczki otworzyły się szerzej. Ciepłe powietrze otuliło im twarze. Z łąki nadleciał papierowy wiatraczek, zamachał listkami jak skrzydłami i usiadł na poręczy krzesła. Na jego białym płatku pojawiły się literki: „Szybko, zanim chmurka zgubi guzik!” — Guzik chmurki? — Tymek aż zachichotał. — Chmurki mają guziki? — Może w tym świecie wszystko ma po jednym guziku — odparła Maja i też się uśmiechnęła, ale w brzuchu poczuła nieznane łaskotanie. To uczucie, które pojawia się przed nową przygodą. Ważka znów zadzwoniła skrzydełkami, a potem wleciała przez przejście, kręcąc kółka nad ścieżką z kamyków. Z trawy wysunęła się mała chorągiewka z namalowaną strzałką. Wskazywała drogę pod garbik wzgórza, za którym słychać było cichutkie „plum, plum”, jakby ktoś sznurował obłok. — Babciu! — zawołała Maja jeszcze raz, dla pewności. — My tylko oglądamy obraz! — Dobrze, kochanie — doleciało z kuchni. — Za pięć minut bułeczki będą rosły jak na drożdżach! Pięć minut to bardzo niewiele i bardzo dużo jednocześnie. Maja ścisnęła dłoń Tymka. — Zrobimy dwa kroki. Tylko dwa. Trzy... — zawahała się i uśmiechnęła krzywo. — Dobrze, trzy. Bo trzy to szczęśliwa liczba. Podłoga w korytarzu była stabilna i znajoma, ale tuż przy ramie robiła się miękka jak sprężysta trawa. Krawędź przejścia lśniła jak kałuża. Po drugiej stronie, na ścieżce, ktoś zostawił ślady w kształcie listeczków, prowadzące za wzgórek. Nagle wiatr na łące przyciszył się, a z daleka przywędrował dźwięk jak z bardzo, bardzo dużej pozytywki. I jeszcze jeden, inny — jak mruknięcie czegoś wielkiego i dobrego, co nie mieści się w zwykłej szafie. — Maju... — Tymek ściszył głos. — Ktoś do nas macha? Za wzgórkiem zamigotały światełka, jak dziesiątki świetlików. W tej zieleni poruszyło się coś błękitnego, jak rąbek płaszcza zrobionego z nieba. Z przejścia zaciągnęło ciepłym wiatrem, a złota rama zawarkotała ostrzegawczo i zaczęła powoli się domykać. Ważka piknęła nerwowo. — Szybko! — zawołał cienki głosik, teraz wyraźniejszy. — Zanim zatrzaśnie się ranek! Maja i Tymek spojrzeli sobie w oczy. Maja zaczerpnęła powietrza tak głęboko, że aż nos ją połaskotał od zapachu miodu. — Na trzy — szepnęła. — Raz... dwa... Rama drgnęła, kluczyk zamigotał, a po drugiej stronie coś błękitnego uniosło się nad ścieżkę i zaczęło szybować prosto ku nim.


Author of this ending:

Age category: 5-7 years
Publication date:
Times read: 23
Endings: Zero endings? Are you going to let that slide?
Category:
Available in:

Write your own ending and share it with the world.  What Happens Next?

Only logged-in heroes can write their own ending to this tale...


Share this story

Zero endings? Are you going to let that slide?


Write your own ending and share it with the world.  What Happens Next?

Every ending is a new beginning. Write your own and share it with the world.