Drzwi na kredę
Teatr szkolny pachniał farbą i mokrym drewnem po popołudniowej burzy na zewnątrz. Lena, siedemnastoletnia scenografka z trzeciej klasy, została po próbie, żeby naprawić pękniętą kulisę. Nauczyciele zgasili większość świateł, zostawiając jedynie zielone lampki awaryjne, które pulsowały jak oddech. Na pustej scenie wszystko brzmiało głośniej: skrzypienie lin, szelest kurtyny, własne myśli. Miała wracać do domu, lecz coś w cieniu za magazynem rekwizytów przyciągnęło jej wzrok.
Za zwiniętą płachtą namalowanego lasu stały wąskie, nieoznakowane drzwi, których Lena nie pamiętała. Drewno było pomalowane farbą tablicową, a zamiast klamki miały porcelanową gałkę wielkości jabłka. Nad nimi ktoś kredą napisał krótkie zdanie: Wpisz słowo, otwórz świat. Na progu leżał krótki, starty kawałek białej kredy, jakby na nią czekał. Lena parsknęła cicho, uznając to za żart starszych techników, i podniosła kredę.
Z wahaniem napisała na czarnej farbie jedno słowo: Światło, kruche jak pył. Jakby ktoś wysunął cienki nóż słońca, zawiasy westchnęły, a przez szparę wlała się miodowa łuna. Powietrze było cieplejsze i pachniało bzem po deszczu, chociaż w korytarzu panował chłód. Lena szybko, choć chwiejnie, dopisała kolejne słowo, prawie bez namysłu: Las. Od środka powiał nagły, wilgotny podmuch, pod stopy wsunęła się paproć, a w zielonym półmroku zamigotały oczy lisa. Zatrzasnęła drzwi i odsunęła się, czując jak serce próbuje przebić sweter.
Nie mogła po prostu odejść po czymś takim, choć rozsądek błagał, żeby wyszła. Napisała więc jeszcze jedno słowo, ostrożniejsze od poprzednich, tym razem bliskie: Pokój. Wewnątrz rozbłysła lampka biurkowa i zobaczyła pokój tak podobny do jej dziecięcego, że aż ścisnęło ją w gardle. Na stoliku stała papierowa łódka z długopisem wydrapanym napisem LENA, dokładnie takim, jaki robiła w drugiej klasie. W rogu tykał budzik ustawiony na niemożliwą godzinę, wybijał rytm zgodny z jej pulsem. Na wewnętrznej krawędzi skrzydła, pod warstwą kurzu, ktoś wyrył ostrzeżenie: Nie wypowiadaj imion.
Zanim zdążyła cokolwiek powiedzieć, z tamtej strony ktoś wyszeptał jej imię, przeciągle jak szum w muszli. Na czarnej powierzchni samoistnie dopisały się dwa słowa: Szczególnie swojego. Telefon zawibrował bez powiadomienia, a ekran odbił jej twarz, bledszą niż zwykle. — Próba — powiedziała, chcąc oswoić absurd, i nakreśliła wyraz drżącą ręką. Kreda zrobiła się gorąca, uciekła z palców i potoczyła się pod drzwi, które wysunęły spod progu cienką kopertę z pieczątką: Ostatnia próba.
Wewnątrz leżał bilet na balkon ich teatru, datowany na dzisiaj, z miejscem oznaczonym numerem z jej legitymacji. Ktoś po drugiej stronie postawił trzy miękkie kroki, po czym zapukał równo trzy razy, jak metronom. Porcelanowa gałka ogrzała się i drgnęła, jakby ktoś dotknął ją od środka. — Leno, jeśli wejdziesz, nie mów... — rozległo się przy uchu, a zamek zaczął się powoli przekręcać.
Author of this ending:
English
polski
What Happens Next?