Drakkar pod zorzą
Eira miała czternaście zim i własny krótki topór po babci. Nie była najsilniejsza w osadzie, ale bardzo szybka i uparta. Fjord oddychał mgłą, a lód dźwięczał cicho przy kamiennym brzegu. Tego ranka jarl Torvin wołał młodych na próbę wiosenną wielką. Zwycięzcy mieli płynąć drakkarem, aż gdzie kończy się mapa osady.
Eira chciała dowieść, że jest czymś więcej niż córką cieśli. Ukrywała jednak sekret, o którym nie powiedziała nawet bratu starszemu. Nocą słyszała śpiew, jakby woda nuciła stare pieśni o wędrówce. Melodia prowadziła ją do skały z runą, ukrytej przy wodospadzie. Runa bledła o świcie, ale pod dłonią pulsowała jak serce.
Na placu krzyczały mewy, a tarcze błyszczały świeżą smołą dzisiaj. Torvin przejrzał twarze, zatrzymał wzrok na Eirze i skinął krótko. — Pobiegniecie ścieżką kruków, potem przeprawa łodzią i powrót bez marudzenia. Ci, którzy przyjdą przed zachodem, zobaczą świat za Hornarstadem jutro. Eira ruszyła pierwsza, a za nią pobiegł Sven, syn kowala.
Ścieżka wiła się nad urwiskiem, gdzie wiatr darł kaptury i oddechy. Sven śmiał się głośno, lecz Eira nasłuchiwała tej niepokojącej melodii. Przy wodospadzie woda pryskała iskrami, jakby ktoś kuł zimne żelazo. — Tu skrót — powiedziała, pokazując szczelinę za zasłoną mokrych paproci tam. Sven prychnął, lecz poszedł, bo w takich sprawach ufał Eirze.
Za szczeliną znaleźli niszę, gdzie skalny próg suchą stopą prowadził w mrok. Na środku leżał kamień z runą, teraz świecącą jak zorza. Eira dotknęła znak, a powietrze zawibrowało, jakby otwierał się worek burz. Falowanie przeszło po wodospadzie, potem przez fiord, aż drakkar zaskrzypiał. Sven złapał ją za ramię, bo z ciemności wychylił się obcy dziób. Nie malował go żaden ród z północy, a na tarczach migotał sokół. — Kto płynie fiordem bez runy zgody dzisiaj? — szepnęła drżąco, cicho. Z obcego statku dobiegła odpowiedź, krótka, ostra, jak trzepot skrzydeł. — Szukamy tej, która obudziła kamień, i nie zawrócimy przed nocą.
Author of this ending:
English
polski
What Happens Next?