Cyrk Nocy i Sztuka Znikania
Cyrk Nocy przybył do miasta niepostrzeżenie. Gdy tylko zapadł zmierzch, błękitno-bordowe namioty rozbłysły światłami, a na mokrych od deszczu ulicach wyrosły plakaty obiecujące pokazy jak ze snu: ogniste kule tańczące w dłoniach akrobatów, ulicznych magików znikających bez śladu, muzykę skradającą się pod skórę. Sam cyrk przyciągał dorosłych i tych, którzy dorosłość już dawno zostawili za sobą, oferując emocje ostrzejsze niż krawędzie żonglowanych noży.
W samym środku tego widowiska pojawiła się nowa artystka – Luna. Miała długie, ciemne włosy splecione w warkocz, oczy jasne jak poranne mleko i spojrzenie, które zdawało się przenikać przez ludzi na wskroś. Plotkowano o niej na zapleczu, gdzie żonglerzy ćwiczyli wino i sztylety, a klauni zdejmowali z twarzy białe maski zmęczenia. Mówiono, że potrafi wywołać deszcz pod dachem areny i sprawić, że tygrysy będą tańczyć w rytm bębna. Jednak prawda była taka, że nikt nie wiedział, co naprawdę potrafi, bo Luna nigdy jeszcze nie występowała publicznie.
Tego wieczora, gdy całe miasto pulsowało podekscytowaniem, a powietrze pachniało wilgocią i dymem, namiot cyrkowy wypełnił się do ostatniego miejsca. Ludzie szeptali pod nosem, niektórzy zaciskali dłonie na poręczach krzeseł, oczekując czegoś nieznanego. Dyrektor cyrku, pan Marcellus, przeciągnął dłonią po sumiastych wąsach i z miną poważną jak nigdy zapowiedział: "Drodzy państwo, dziś zobaczycie pokaz, który zmieni sposób patrzenia na świat. Czy jesteście gotowi?"
Wtedy na arenę weszła Luna. Schyliła się w teatralnym ukłonie, a światła skupiły się na niej, wyłuskując z cienia każdy szczegół jej sylwetki. Jej spojrzenie przesunęło się po widowni i – przez krótką chwilę – wyglądało na to, że zatrzymała wzrok na Tobie. Potem, nie spuszczając oczu z publiczności, wyciągnęła z kieszeni misterny, połyskujący klucz. Zawiesiła go na łańcuszku i powoli podniosła nad głowę.
Zapanowała cisza tak głęboka, że słychać było tykanie zegara dyrektora, schowanego gdzieś w ciemności. Luna zamknęła oczy i zaczęła szeptać coś pod nosem, z każdym słowem unosząc klucz coraz wyżej. Wtedy światła przygasły, a z samego środka areny zaczął unosić się gęsty, srebrzysty dym, wijąc się jak duch po skórze widzów. W dymie pojawiła się figura – wysoka, niewyraźna, otulona cieniem.
Publiczność wstrzymała oddech. Dyrektor zrobił krok do przodu, jakby chciał kogoś ostrzec lub powstrzymać. Luna otworzyła oczy – teraz świeciły fosforycznym blaskiem, odbiciem światła, którego nie było. Patrzyła na zjawę, która wyłaniała się z dymu, gdy nagle cała arena zadrżała, a lampy zamigotały czerwonym światłem.
Wtedy Luna szepnęła jeszcze jedno słowo i... wszystko pogrążyło się w absolutnej ciemności.
Author of this ending:
English
polski
What Happens Next?