Cisza pod lodem
Rok szkolny właśnie dobiegał końca, kiedy Piotr, Anka, Martyna i Kuba dostali od profesora biologii niezwykłą propozycję: udział w ekspedycji naukowej do starej, nieczynnej już stacji badawczej na dalekiej północy Norwegii. Brzmiało to niemal jak spełnienie marzeń – nie tylko wyjazd za granicę, ale także możliwość zdobycia doświadczenia, które mogłoby im pomóc w przyszłych studiach. Nikt z nich nie spodziewał się, jak bardzo ta wyprawa odmieni ich życie.
Stacja badawcza Svalbard 7 była położona setki kilometrów od najbliższej osady, skryta w trudno dostępnej dolinie, tuż nad zamarzniętym fiordem. Wysiadali z helikoptera z duszą na ramieniu – pod stopami śnieg, wokół biel i cisza przerywana tylko skrzypieniem własnych butów. Zmarznięte budynki wyglądały na porzucone w pośpiechu. W powietrzu unosił się lekki zapach starego metalu i wilgotnych ścian.
Już pierwszego wieczoru, podczas rozpakowywania sprzętu, Piotr zauważył, że jedna z lamp ledowych stale miga, choć żarówka była nowa. "Może to kwestia przewodów, pewnie zamarzły," mruknęła Martyna. Anka śmiała się, że powinni się przyzwyczaić do dziwnych dźwięków i awarii na końcu świata, zwłaszcza w miejscu, gdzie przez pół roku nie pojawił się żaden człowiek.
Przez dwa dni wszystko układało się niemal idealnie, choć granatowe noce Arktyki i dziwne odgłosy zza ścian nie pozwalały spać spokojnie. Kuba – który miał najsilniejszą wyobraźnię z całej czwórki – żartował, że to miejsce jest wprost stworzone do horroru, na co Piotr tylko przewracał oczami. Jednak pewnej nocy usłyszeli coś, czego nie dało się łatwo wytłumaczyć.
Była prawie druga w nocy. Zimny wiatr szarpał ścianami, a śnieg huczał o szybę w kuchni. Nagle z głębi korytarza dobiegł głuchy huk. Lampka Piotra zatańczyła na stole, a na ścianie pojawił się cień, przesuwający się nienaturalnie szybko. Z ciemności korytarza dobiegł cichy, przeciągły dźwięk, przypominający mlaskanie lub ścieranie metalu o metal.
Martyna zbladła, Anka zamarła z kubkiem herbaty w ręku. Kuba spojrzał na Piotra, szukając potwierdzenia, że to się dzieje naprawdę. Piotr tylko skinął głową w kierunku drzwi prowadzących na zaplecze. "Musimy to sprawdzić," wyszeptał, choć sam nie był tego pewien.
Wyszli na korytarz, każdy z czołówką na głowie. Powietrze było lodowate, a ściany pokryte cienką warstwą lodu skrzyły się w ich światłach. Na posadzce ciągnął się ślad, jakby ktoś przeciągał ciężki, mokry sznur. Ślad prowadził do starego laboratorium, którego drzwi powinny być zamknięte – a jednak były uchylone na oścież.
Kuba pierwszy nachylił się do środka. Wewnątrz była zupełna ciemność, a z głębi pomieszczenia dobiegał szmer, jakby coś oddychało... albo po prostu czekało na kolejny ruch.
Author of this ending:
English
polski
What Happens Next?