Cienie na arenie
Olbrzymi księżyc zawisł nad ruinami starego miasta, a wśród porzuconych kamienic znów rozbłysły światełka. Cyrk Lunaris, owiany tajemnicą, zjawił się bez zapowiedzi i w jednej chwili tchnął życie w opustoszałe ulice. Gdy mieszkańcy zamknęli okiennice, trójka przyjaciół – Lena, Julek i Dawid – wyślizgnęła się z domów, nie mogąc oprzeć się magnetycznemu przyciąganiu kolorowych reflektorów.
Już z daleka słyszeli stukot bębnów i cichy szelest, jakby ktoś śmiał się do nich z ciemności. Arena rozstawiona była tuż na skraju zapomnianego parku, osłonięta cienką mgłą i powiewającymi proporcami. Przy wejściu czekała dama w czarnym cylindrze, której twarz przykrywała srebrna maska. Skinęła im głową i zniknęła wśród dymu, gdy weszli do środka.
Wewnątrz, na długich ławkach siedzieli widzowie o zamglonych oczach. Arena świeciła pustką, lecz nagle rozbrzmiała muzyka – wpierw delikatna, potem coraz bardziej chaotyczna. Wtedy pojawił się pierwszy artysta: klaun z ognistą czupryną, którego cień był wyraźnie większy od niego samego i poruszał się całkiem inaczej niż on.
Lena poczuła dreszcz na plecach, Julek ścisnął mocniej rękę Dawida. Ale najbardziej przerażający był fakt, że cienie artystów zaczęły błyskawicznie mnożyć się po ścianach namiotu, szeptać do siebie i... patrzeć prosto na nich. Cisza zapadła nagle, światła przygasły, a zza kurtyny dobiegł przeciągły śmiech. Trójka przyjaciół wstrzymała oddech, gdy tajemnicza dama z maską wyłoniła się z ciemności, niosąc w dłoni…
Author of this ending:
English
polski
What Happens Next?