Cień pod Gajowym Wzgórzem
Zmierzch zapadał szybko nad Wioską pod Gajowym Wzgórzem. Drzewa szumiały dziwnie, jakby coś opowiadały sobie szeptem. Michał nienawidził wracać do domu, kiedy ścieżka przez las okrywała się błękitnym cieniem. Obok niego szła Lena, niosąc plecak pełen notatek i szkiców – sama wpadła na szalony pomysł: chciała udowodnić, że w lasach wokół ich wsi wciąż kryją się ślady pradawnych słowiańskich istot.
– Gdybyśmy tylko znaleźli choć jeden dowód, nikt już by się z nas nie śmiał – mruknęła, poprawiając okulary.
Michał zatrzymał się nagle. Kilka kroków przed nim, na mchu, leżał ogromny ślad. To nie było odcisk łapy niedźwiedzia ani jelenia – palce były smukłe, niemal ludzkie, ale z długimi pazurami. Lena uklękła obok, wyciągając z plecaka zeszyt.
– Znasz te legendy o Leszym? – zapytała. – On podobno potrafił zostawiać ślady tylko wtedy, gdy chciał kogoś ostrzec.
Wokół zrobiło się cicho. Odlatujące ptaki ucichły, a powietrze stało się gęste, jakby las wstrzymał oddech. Michał przełknął ślinę i rozejrzał się niespokojnie. Na pniu tuż obok migotały świeże nacięcia – symbole przypominające runy z podsłuchanych lekcji historii.
– Coś tu nie gra – szepnęła Lena. – To nie może być przypadek…
W tym właśnie momencie usłyszeli za sobą chrapliwe westchnienie i rozległy się ciężkie kroki. Cień przemknął między drzewami. Michał instynktownie chwycił Lenę za rękę.
– Biegnijmy… – szepnął, ale w tej samej chwili coś zatarasowało im drogę.
Author of this ending:
English
polski
What Happens Next?