Cień nad salą 207
Maja nigdy nie miała talentu do biegania, ale świetnie łapała tropy. Od miesiąca zbierała plotki o sali 207, w której tablica podobno pisała sama, po zmroku. Dyrektor wzruszał ramionami, nauczyciele żartowali, a portier prosił, żeby dać temu spokój. Tyle że zdjęcia uczniów robione pod drzwiami zawsze zacierały się w jednym miejscu. Dla redaktorki naczelnej szkolnego „Przecinka” to brzmiało jak solidny materiał okładkowy.
W piątek po lekcjach Maja, Kuba i Basia dostali od pana Wojtka ciężki pęk kluczy. „Do dziewiętnastej macie oddać, bo alarm włącza się sam” – mruknął, stukając w zegarek. „Jeśli coś trzaśnie, nie było mnie tutaj” – dodał, unosząc brwi ostrożnie. Uśmiechnął się krótko i odsunął zasuwę na drzwiach ciężką i porysowaną. Korytarz w skrzydle B był chłodny, śmierdział starą farbą i cichym kurzem.
Sala 207 okazała się większa, niż pamiętali z planu, pełna powietrza i cienia. Drewniane szafy skrzypiały, a na parapecie leżał stos pożółkłych dzienników klasowych. Maja otworzyła jeden i zatrzymała wzrok na ostatnim wpisie: czerwiec 1999, podpis E.S., przekreślony grubą kreską. „Zobacz to” – szepnęła, podsuwając dziennik pod obiektyw Kuby, bliżej, jeszcze. Kuba ustawił aparat na statywie, a Basia wsunęła mikrofon w szczelinę kratki głośnika.
„Hipoteza pierwsza: ktoś włącza interkom i puszcza nagranie” – Maja notowała uważnie. „Hipoteza druga: czysta halucynacja zbiorowa.” – dodała, stukając długopisem w deskę. Basia przewróciła oczami i spojrzała na czerwone światełko nagrywania, mrugające uparcie. „A hipoteza trzecia: ktoś nas wkręca.” – parsknął Kuba, ale ściszył głos. Włączyli rejestratory, zasiedli pod oknem i czekali, a skrzypiąca podłoga uspokoiła się powoli. Minuty puchły, za oknami tłukły skrzydłami gołębie, a stary zegar kiwał sekundnikiem bez przekonania.
O 18:19 wskazówka szarpnęła i stanęła na krzywym dwunastym, jakby zawahała się w pół ruchu. Z głośnika trzasnęło, jakby ktoś odchrząknął bardzo blisko, tuż przy ich uszach. „Słyszycie?” – wyszeptała Basia, zrywając słuchawki z głowy nerwowym, nagłym ruchem. Po tablicy potoczył się kawałek kredy i zatrzymał na środku, zostawiając jasny pył. Kuba uniósł aparat, gdy cienka, nierówna linia sama zaczęła się przeciągać, jak stalówka, która nie chce puścić. Najpierw litera M, potem A, i rys poszedł wyżej, z wahaniem. Klamka drzwi drgnęła dwa razy, powoli i zdecydowanie, a głośnik znów kliknął, przepuszczając krótkie, nienaturalnie równe tchnienie.
Maja cofnęła się o krok i podniosła telefon, chociaż miała tryb samolotowy. Na liście sieci Wi‑Fi migał nowy podpis: ES_207_99 o dziwnie mocnym sygnale. „Nie łączyć się” – syknęła Basia, ale na ekranie rejestratora samoistnie pojawiło się słowo ECHO. Z głośnika popłynęły trzy krótkie impulsy i jeden dłuższy, jak szkolny dzwonek odwrócony na lewą stronę. Na tablicy, pod literami M i A, drgnęła kreska, próbując skręcić w J. Za drzwiami zamruczał cichy szept, bez tonu i barwy, bardziej jak myśl: „Jesteście?” Klamka opadła; w zamku coś milimetr po milimetrze obróciło metal, bez pośpiechu. Kuba przycisnął statyw do podłogi i przestał oddychać na moment, dosłownie. Maja zacisnęła palce na kluczu od sali 207 i policzyła w głowie do trzech, kiedy nagle jarzeniówki mrugnęły równocześnie, a w głośniku ktoś zaczął odliczać.
Author of this ending:
English
polski
What Happens Next?