Cień nad Lasem Tygrysim
Noc była gęsta jak dym, a w Lesie Tygrysim ciemność zawsze kryła więcej, niż się wydawało. Kiran, młody wilk o srebrzystym futrze, przemierzał mroczne ścieżki wydeptane przez setki łap. Powietrze było napięte, przesycone szelestem liści i zgrzytem gałęzi łamanych przez nieznane istoty.
Zwykle o tej porze las był spokojny. Sowy wyruszały na łowy, a lisy, jak Siona, zaplatały swoje sekrety wśród zarośli. Ale tej nocy coś było inaczej. Kiran po raz pierwszy poczuł chłód nie tyle z zimna, co płynący z głębi swojego serca. Od kilku dni zwierzęta znikały, pozostawiając po sobie jedynie powykręcane ślady i echo przestraszonego wycia.
Przy wielkiej sośnie, gdzie księżyc przesączał się przez konary, czekała już na niego Siona. Jej ogon drżał, a oczy wpatrzone były w coś w oddali. "Widziałam dziś coś dziwnego przy stawach", szepnęła, nie odrywając wzroku od cienia skradającego się przez paprocie. "Ślady większe niż wilcze, głębsze niż niedźwiedzie. I ten zapach... jakby wilgotna mgła mieszała się z popiołem."
Kiran uniósł pysk i poczuł to samo – coś obcego, przenikliwego, zwiastującego niepokój. Przytknęli łapy do miękkiej ziemi i ruszyli, kierując się w stronę stawów. Każdy krok przybliżał ich do miejsca, które jeszcze przed świtem miało stać się areną wyjątkowego spotkania.
Nagle, z gęstwiny rozległ się krótki, przenikliwy wrzask. Siona zamarła, a Kiran naparł uszami w stronę dźwięku. Wśród mgły, w wysokich trzcinach, zaczęły majaczyć dwa świecące punkty – oczy, które nie należały ani do lisa, ani do wilka...
Author of this ending:
English
polski
What Happens Next?