Cień nad Jeziorem Andromedy
Letnia cisza nad Jeziorem Andromedy była niemal namacalna, przerywana jedynie cichym pluskiem wody i odległym śmiechem. Właściwie to nie było zwyczajne jezioro – otaczał je gęsty, dziki las, a niewielka wyspa na środku pokryta była zarośniętymi ruinami dawnego obserwatorium. Dla Leny, Krzyśka, Mai i Igiego był to ostatni wspólny wyjazd przed końcem liceum. Każdy z nich niósł w sobie niepokój, chociaż nie zawsze się do tego przyznawał.
Ich baza – drewniany domek na skraju lasu – tętniła emocjami. Lena siedziała przy otwartym oknie i zapisywała w notesie luźne myśli, wymieniając spostrzeżenia z Igim, który zawsze wiedział, jak rozładować napięcie dowcipem. Krzysiek – najstarszy z paczki – miał spojrzenie utkwione za horyzontem. Zaskakująco cichy, jakby coś go gryzło. Maja z kolei nie mogła usiedzieć w miejscu i co chwilę wychodziła na dwór, by biegać boso po trawie.
Pewnego wieczoru, kiedy niebo przybrało kolor grafitu, a powierzchnię jeziora zasnuła gęsta mgła, przyszła burza. W świetle błyskawic Maja zauważyła coś dziwnego: na wyspie, na tle ruin, ktoś stał. Zawołała pozostałych. Wszyscy w pośpiechu zbiegli na pomost. Wydawało się, że do wyspy jest bliżej niż kiedykolwiek.
Zszokowani chłopcy próbowali żartować, ale Lena poczuła dreszcz. Przed oczami tańczyły jej wspomnienia ostatnich tygodni: ciche kłótnie, narastające napięcia, nieporozumienia, których nie zdążyli wyjaśnić. Było to coś więcej niż zwykłe wakacyjne podniecenie – jakiś ciężar, który unosił się między nimi.
– Może pójdziemy tam jutro rano? – szepnął Igi, obserwując cienie przemykające na wyspie. – Albo... już teraz?
Maja uśmiechnęła się nieco zbyt szeroko, jakby na przekór strachowi.
– Kto się boi, ten trąba – powiedziała, podając rękę Lenie.
Krzyśka przytłaczało poczucie odpowiedzialności. Wziął głęboki oddech i nagle wyrzucił z siebie:
– Chciałem wam coś powiedzieć. Ale nie wiem, czy to dobry moment.
Zapadła cisza, w której każdy – nawet żartowniś Igi – poczuł, że ta noc zmienia wszystko. Burza ucichła, mgła zgęstniała, a na wyspie znów pojawił się niewyraźny kształt. W jednej chwili wszyscy wiedzieli, że muszą się tam dostać.
Zanim wyruszyli, Lena poczuła dziwne ukłucie w sercu – emocje, które trudno było nazwać. Czy to strach, czy oczekiwanie? Radość czy żal?
Ich stopy zaskrzypiały na mokrym pomoście. Każdy krok był cięższy, niż się spodziewali. Przez moment wydawało się, że cisza pochłania ich słowa i myśli, a sama noc zamarła w oczekiwaniu.
Wtedy Maja zatrzymała się nagle i szeptem powiedziała:
– Widzicie to?
Na wodzie, tuż przy łodzi, zaczął rysować się cień. Nikt nie miał odwagi zrobić następnego kroku.
Author of this ending:
English
polski
What Happens Next?