Cień nad Bagnem Perunowym
Mgła poranka przesuwała się powoli nad Bagnem Perunowym, a ciszę przerywało jedynie pohukiwanie sowy. Radomir, niemal siedemnastoletni syn kowala, przesiadywał na zimnym progu kuźni, nie mogąc zasnąć po nocy pełnej niepokojących snów. Zza chaty wypadła jego młodsza siostra, Mila, z burzą rudych włosów i niecierpliwością wypisaną na twarzy. Miała już szesnaście lat, ale wciąż płonął w niej bunt przeciwko zwykłemu, wiejskiemu życiu.
— Myślałeś o tym, co widzieliśmy wczoraj? — szepnęła, rozglądając się nerwowo. — Te ślady na brzegu bagna… To nie była sarna. Ani żadne zwierzę, które znamy.
Radomir skinął głową. Przed snem widział w wyobraźni ogromny cień przemykający między wierzbami, a ryby w sieciach ojca zniknęły w ciągu jednej nocy, jakby porywała je nieznana siła. Cała wioska szeptała o klątwie, o gniewie Peruna, który miał wrócić w czasie burz.
— Dziadek opowiadał kiedyś o strażnikach tego bagna, takich, których nie da się zobaczyć w świetle dnia. Mówił, że wśród szuwarów kryje się coś, co pilnuje równowagi. — Mila położyła dłoń na ramieniu brata. — Może powinniśmy to sprawdzić? Przed świtem. Zanim zaczną się żniwa.
Radomir wahał się, lecz ciekawość zwyciężyła. Zabrali sieci i starą pochodnię, którą ukradkiem porwali z chaty dziadka. Bagna czekały na wschodzie, tuż za granicą dębów i olch, gdzie ziemia uginała się pod stopami, a kruki krążyły nisko, jakby strzegły wejścia do innego świata.
Szli cicho przez rosę, ślizgając się po śliskich kamieniach, ostrzegani przez złowrogie krakanie. Gdy dotarli do miejsca, gdzie poprzedniego dnia ujrzeli dziwne ślady, zatrzymali się i pochyli nad wodą. Na ubłoconym brzegu widoczne były nowe odciski – większe niż ludzka stopa, szerokie i głębokie.
Nagle coś zaszurało w trzcinach. Mila cofnęła się przerażona, a Radomir podniósł pochodnię i wymierzył światło w gęstwinę. Z mgły wyłoniła się zgarbiona postać, owinięta w skórzane strzępy i mchy, z oczami błyskającymi jak dwa bursztyny.
Postać uniosła dłoń, każąc im zamilknąć. W tej samej chwili wokół zadrżało powietrze, a z pobliskiej wody zaczęły wynurzać się cienie o niepokojąco ludzkich sylwetkach…
Author of this ending:
English
polski
What Happens Next?