Burza nad Jeziorem Czarnym
Chłodne powietrze lipcowej nocy pachniało igliwiem i mokrą ziemią. Siedzieliśmy skuleni wokół ogniska, które powoli wygasało pod naporem coraz silniejszego wiatru. Nad Jeziorem Czarnym — miejscem pełnym opowieści i szeptów z przeszłości — rozstawiliśmy dwa stare namioty, trochę za małe dla piątki licealistów. Każdy z nas próbował udawać odwagę, ale w powietrzu wisiał niepokój, jakby burza, która miała dopiero przyjść, już wnikała między nasze myśli.
Byliśmy tu dla przygody, jasne. Ale nie tylko — to miała być nasza ostatnia wyprawa przed maturą, coś, co zapamięta się na długo. Oliwia z zacięciem rozgrzebywała żar patykiem, Michał co chwilę zerkał w telefon, jakby sygnał miał uratować go od tego, czego nie da się znaleźć w sieci. Bartek rzucał żartami, jakby śmieszność mogła wyprzeć niewypowiedziane, a Klaudia milczała, patrząc w ogień tak, jakby szukała tam odpowiedzi na pytania, których nikt nie zadawał.
Ja — Lena — czułam, jak pulsuje we mnie napięcie. Ostatnio wszystko się zmieniło. Kiedyś byliśmy nie do rozdzielenia, a teraz każde z nas nosiło coś na dnie serca, czego nie chciało pokazać. Ogień strzelił iskrami, kiedy Oliwia w końcu przerwała ciszę:
— Czy wy też czujecie, że coś się zaraz stanie?
Uśmiechnęliśmy się nerwowo, ale odpowiedziało tylko echo. Cisza rozciągała się jak gumka od starej proc, gotowa pęknąć. Michał zbladł. Klaudia lekko drgnęła, jakby coś ją zaskoczyło.
Wtedy niebo rozświetliła błyskawica. Ogień zgasł — zupełnie nagle, jakby ktoś pstryknął palcami. Poczuliśmy się, jakbyśmy zostali sami w wymiarze bez dźwięków, tylko z własnym oddechem i gęstniejącą ciemnością.
Bartek wstał nagle i rzucił cicho:
— Słyszeliście to?
Serce zaczęło mi bić szybciej. Powietrze zgęstniało, każdy z nas był gotów do ucieczki albo... może czegoś zupełnie innego. Krople deszczu zaczęły stukać o płótno namiotów, a my z wahaniem spojrzeliśmy na siebie, niepewni, czy boimy się burzy, czy czegoś, co wisi między nami.
W ciemności rozległ się trzask. Czy to tylko gałąź? Czy może…
I wtedy — ktoś lub coś poruszyło się po drugiej stronie jeziora, odbijając blask kolejnej błyskawicy. Przez chwilę zobaczyliśmy sylwetkę. Ale zanim zdążyliśmy zareagować, wiatr zagłuszył wszystko. Nie wiedzieliśmy, czy ruszyć do namiotów, czy zostać razem. Każdy z nas musiał zmierzyć się nie tylko z burzą za plecami, ale także z własnymi emocjami, które teraz, pod osłoną nocy, wychodziły na światło dzienne.
Author of this ending:
English
polski
What Happens Next?